Rok mijający podsumował podinspektor Koźmiński na stronie Kryminalna Piła. O moim dokonaniu napisał tak: "(...) I jeszcze kolejny autor ze „stajni” wydawniczej „Oficynki”, Krzysztof Beśka. Zaszalał w Ornacie z krwi, udanie prowadząc intrygę od czasów chrztu Polski, poprzez śmierć mistrza krzyżackiego, przygody braci Koperników, po współczesne gry wywiadowcze. Oj, udaje się nieraz rozmach literacki autorom (...)". Ja ze swojej strony mogę powiedzieć, że jedną książkę wydałem, jedną skończyłem, jedną zacząłem, dwie ocyzelowałem, jedną poprawiłem po redakcji. Tyle dokonań. Jak będzie w 2014 roku? Tu przychodzi mi do głowy zdanie Zafona: "Natchnienie przychodzi, kiedy człowiek przyklei łokcie do biurka, tyłek do krzesła i zacznie się pocić. Wybierz jakiś temat, jakąś ideę i zacznij wyżymać mózg, aż cię rozboli, na tym polega natchnienie." Otóż to! Siadasz, chłopaku, i tłuczesz. Najpierw intuicją i sercem, potem rozumem i doświadczeniem, by na koniec z autora zmienić się w czytelnika. Jak wiemy, życie jest nieprzewidywalnie. Z drugiej strony profesjonalista wykonuje swoje zajęcie, choćby świat się walił. A zatem: napisać dwie, wydać dwie, ocyzelować dwie, do tego kilkadziesiąt przeczytać. Za rok zobaczymy, co z tego wyszło.
2013-12-30
„Zły” po głowie mi pomykał
Pisze Rafał Socha na swoim blogu: "(…) W oczy od razu rzuca się ironiczne (może gorzkie?) spojrzenie autora na szarą rzeczywistość współczesnej stolicy. Krzysztof Beśka pisze tak, jak jest. Bez upiększeń. Jeżeli na klatce schodowej śmierdzi szczynami psa, to śmierdzi. Jeżeli w metrze pasażer niewybrednie rozpycha się parasolem czy łokciami, to się rozpycha. Jeżeli pijaczek na ławeczce łoi wódę czy „nalewkę”, to łoi. Do tego dochodzą sugestywne opisy pełnego obłudy, małostkowości i prymitywnych instynktów środowiska tzw. show-biznesu, pracowników korporacji czy choćby biura pośredniczącego w obrocie nieruchomościami. Co nie dziwi (ale nie w kontekście nieuczciwości, a po prostu w kontekście socjologicznym) – praktycznie wszystkie postacie to nie rodowici warszawiacy, a przyjezdni, napływowi… Słowem: czuć klimat dzisiejszej Warszawy. Poznajemy frapujące miejsca (np. „squat”) czy osobliwe zdarzenia/zwyczaje (np. nocny wyścig domorosłych „rajdowców” po ulicach miasta). Jest też co nieco na temat stołecznego półświatka. W przypadku kryminału z bohaterem-policjantem w roli głównej być może niczego nadzwyczajnego nie ma akurat w tym, że w akcji obserwujemy kieszonkowca, ale jednak zabieg taki poszerza jeszcze bardziej – chcąc nie chcąc – panoramę przedstawianego świata…Tutaj chciałbym powiedzieć, że momentami, właśnie czytając tego typu opisy (ale nie tylko o półświatku, bo i np. o warszawskich teatrach czy wspomnianych już kinach), na myśl przychodziła mi uporczywie – nie wiedzieć czemu – najwspanialsza ze znanych mi książek o powojennej Warszawie, czyli po prostu „Zły” Leopolda Tyrmanda. Żeby było jasne: nie porównuję „Wieczornego seansu” do „Złego”, z całym szacunkiem dla Krzysztofa Beśki – to jednak nie ten rozmach, nie ten impet, dzieło stworzył nie aż tak monumentalne, niemniej momentami – jak wspomniałem – gdzieś tam „Zły” po głowie mi pomykał… (…) Na koniec wrócę do tego, od czego zacząłem – a mianowicie do serwisu LubimyCzytać.pl i do komentarzy zamieszczonych tamże. Uśmiałem się szczególnie z jednego wpisu – jak można się domyślić – pozostawionego przez jakiegoś zagorzałego fana kryminałów. Otóż człowiek ów kręci nosem, wybrzydza, marudzi… Książce bardzo mało gwiazdek daje, no cóż, jego prawo… Wiadomo – indywidualna sprawa. Zarzuca autorowi nader rozwleczone zakończenie, że się ciągnie, że nudzi, że wszystkiego się w międzyczasie można domyślić i tak dalej. Nie wiem, ja się nie domyślałem, dałem się ponieść książce i tyle. Poza tym może i nie jestem nazbyt bystrym czytelnikiem, tego wykluczyć nie da rady, za Sherlocka Holmesa nigdy się nie uważałem… Ale kiedy gość stwierdza, że opuszczał po kilka akapitów(!), zapewne w poszukiwaniu przystopowanego gdzieś tam nieopatrznie wątku fabularnego, i że szczytem było już „kilkustronicowe” opisywanie przejazdu metrem, to ja się zaczynam zastanawiać, czego ten narwaniec oczekuje? Przecież to jest proza. Literatura. Chociaż rozrywkowa, to jednak literatura. Autor ma ambicje, to czuć i widać gołym okiem… A opis przejazdu metrem? To też może być sednem prozy, czemu nie… Ja nie twierdzę, że „Wieczorny seans” to wybitne dzieło literackie, no ale jak można zarzucać autorowi, że przedstawia świat takim, jakim go widzi? I że stara się to zrobić dokładnie? Niechby to była „tylko” przejażdżka metrem… Osobiście nie rozumiem tego typu pędziwiatrów. Jeśli szuka facet akcji i mocnych wrażeń, gardząc przy tym wartościowymi obserwacjami autora, bo przecież z życia wziętymi, a nie wyssanymi z palca, to może by tak zawczasu dać sobie spokój z książkami, a przerzucić się lepiej na komiksy? Ja tam się nie nudziłem. Powieść przeczytałem, kolokwialnie mówiąc, jednym tchem. I po raz kolejny szczerze gratuluję autorowi kolejnej udanej książki". Całość
2013-12-23
O co chodzi?
Jakiś czas temu dostałem polecony z Olsztyna. Otwieram, zaglądam. Tchu zaczyna brakować… Pierwsze, co robię, to dzwonię tam, skąd list nadano, i pytam, ile lat mi grozi! O co chodzi? A no o to, że ZUS (zwany przez niektórych moich znajomych osZUStem) przeprowadził kontrolę w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej w Olsztynie i orzekł, że za spotkanie autorskie, które kiedyś miałem, policzyli mi za mało podatku. Że jeszcze kasę na zdrówko trzeba było oddać. I sprawa oddana do NFZ. I od nich też kolejne pisma. WBP – obrona Sokratesa. A to wszystko nad moją głową. Przy okazji dowiedziałem się, że "WBP zdecydowała o zakontraktowaniu Krzysztofa Beśki ze względu na jego indywidualny, autorski dorobek oraz zapotrzebowanie sygnalizowane ze strony użytkowników biblioteki (...) Przed spotkaniem wykonawca w ramach umowy zgromadził materiały dotyczące swojego warsztatu pisarskiego (...) Wykonawca przeprowadził spotkanie wraz z elementami interakcji z uczestnikami (...) Rezultatem niematerialnym dzieła było zaoferowanie uczestnikom spotkania szansy rozwoju indywidualnego i zaspokojenia potrzeb kulturalnych (...)" Mimo kontekstu jakże to wszystko miłe i budujące!
2013-12-20
Z głębokości
Bałem się wziąć tę książkę do ręki. Wiedziałem bowiem, o czym jest. Dobijać się szpitalnym tematem w momencie, gdy w życiu problem jest tak bardzo blisko? To byłby czysty masochizm! Ale kusiło, po Sumieniu i Mężczyźnie czterdziestoletnim, czyli wczesnych książkach Zbigniewa Nienackiego dla dorosłych. Bohaterem Z głębokości jest Piotr, łódzki pisarz. Ten sam, który miał, jako ławnik sądowy, dylematy moralne w Sumieniu. To po części sam Nienacki, który w łódzkim sądzie pracował właśnie w takiej roli, który miał żonę, syna, lubił samochody i dalekie wyprawy, wreszcie pracował w piśmie literackim. Mamy zatem rok 1964, ciężką chorobę płuc, szpital, łóżko na korytarzu, umierających obok pacjentów. I rozmyślania głównego bohatera na temat życia i śmierci. Jakże banalnie brzmi zdanie, że życie tak bardzo nie smakuje, póki człowiek nie znajdzie się na jego skraju. Mnóstwo w tej powieści rozważań egzystencjalnych, pytań zasadniczych, prób odpowiedzi. Mnóstwo też szczegółowych opisów cierpienia. Dobra, oczyszczająca lektura. Zamykam nią listę lektur w 2013 roku. W tym roku przeczytałem 28 książek. W porównaniu z blogerami to nic, w porównaniu ze statystycznym Polakiem to wspaniały wynik.
2013-12-16
W doborowym towarzystwie…
…i jako jedyny Polak. Ale po kolei. W piątek odesłałem Pozdrowienia z Londynu po poprawkach redaktorskich, które jak zwykle sporo mnie nauczyły. Redaktor książki i mój imiennik, Krzysztof Tropiło, znów wykazał się czujnością, przenikliwością i wiedzą. Dziękuję z tego miejsca. Zanim powieść się ukaże, a będzie to wiosną, można jeszcze nadrobić zaległości i poznać jej bohatera, łódzkiego detektywa Stacha, korzystając z wyjątkowej promocji – Trzeci brzeg Styksu za 10 złotych. Szczegóły tutaj
2013-12-13
32 lata temu
Dziś 13 grudnia, więc w mediach obowiązkowy zestaw. Im więcej lat mija, tym z większą zaciekłością i nienawiścią wypowiadają się o stanie wojennym niektórzy. Nawet ci, których wtedy jeszcze na świecie nie było. Nie ma wątpliwości, że stan wojenny skrzywdził wielu Polaków. Po obu stronach, bo zarówno zwykłych ludzi, jak i żołnierzy, których wysłano nie wiadomo gdzie i nie wiadomo dokąd. Być może jednak, być może, było to zło konieczne. Być może gdyby nie stan wojenny, teraz skakalibyśmy po jakimś placu w Warszawie i krzyczeli, że chcemy do Unii Europejskiej, tak jak dzisiaj Ukraińcy. No i jeszcze jedno: gdyby nie stan wojenny, nie powstałyby w 1985 roku Licea Wojskowe. Powołano je do życia po to właśnie, by odbudować wizerunek armii. By zapewnić młody narybek dla szkół oficerskich, bo tych kilku chłopaków, którzy tam szli, bo "ojciec kazali" albo by zrobić na złość dziewczynie, to było zbyt mało, byśmy mogli "stawić czoło amerykańskiej nawale". Tak właśnie spędziłem niezwykłe 4 lata w swoim życiu. Może najszczęśliwsze.
2013-12-12
Dotknąć czegoś ważnego

2013-12-11
Ghostwriter

2013-12-10
Mężczyzna czterdziestoletni
Na smutki życiowe najlepszy Nienacki. I ten dla młodzieży, czyli Pan Samochodzik, i ten dla dorosłych. Właśnie odkrywam jego wcześniejsze powieści. Nie to, że rozwesela. Raczej koi i tłumaczy. W Mężczyźnie czterdziestoletnim jest i Łódź, i Mazury. Są też rozterki głównego bohatera. "Czy czterdzieści lat to tak dużo? Nigdy nie czuł się tak młody i pełen sił jak w tej chwili. Tak młody nie czuł się nawet wtedy, gdy był naprawdę młody. Wydawało mu się, że dawniej po prostu żył, a dopiero teraz odczuwał w pełni każdą sekundę swojego życia, smakował ją, napawał się nią. Z przyjemnością dotykał swoich mięśni, z największą rozkoszą oddychał, jadł ze smakiem, chodził sprężyście, czując pod nogami ziemię i ciesząc się, że jest taka twarda, a on tak mocno po niej stąpa. Dlaczego wszyscy dookoła niego zauważyli te jego czterdzieści lat, a on ich nie dostrzegał, nie czuł ich ciężaru?"
2013-12-06
Gałczyński
Tę datę trzeba wspomnieć. 60 lat temu, na skutek trzeciego zawału serca, zakończył swoje szaleńcze życie poeta Konstanty Ildefons Gałczyński. Pozostały książki i pytanie, co jeszcze mógłby zrobić, gdyby bardziej o siebie dbał. Może nic. Może akurat takie życie rodziło taką twórczość? Ja odkryłem go stosunkowo późno. Gdy pokazywałem różnym ważnym ludziom swoje pierwsze wiersze, słyszałem, że sporo w nich Gałczyńskiego właśnie. A przecież wtedy znałem tylko Zaczarowaną dorożkę! Dopiero któreś letniego dnia, już po studiach, podczas rejsu po Mazurach, gdy zawinęliśmy do Prania, kupiłem tomik Do zakochanych i doznałem olśnienia. Dziś szczególnie brzmią słowa:
Ile razem dróg przebytych,
ile ścieżek przedeptanych,
ile deszczów, ile śniegów,
wiszących nad latarniami,
ile listów, ile rozstań,
ciężkich godzin w miastach wielu,
i znów upór żeby powstać,
i znów iść i dojść do celu. (...)2013-12-05
Redakcja
Wczoraj wieczorem kurier carski dostarczył mi redakcję Pozdrowień z Londynu, czyli kontynuacji przygód łódzkiego detektywa, Stanisława Berga, po którą to kontynuację "nie sięgną" pewni ludzie, oceniający Trzeci brzeg Styksu. Pies z nimi tańcował, jak mawiali weseli milicjanci. Niech nie sięgają. Redaktorzy w Rebisie pracują w bardzo tradycyjny sposób, czyli na papierze, ołówkiem, długopisem. Przede mną więc ryza papieru i tydzień na ustosunkowanie się do poprawek, sugestii etc. Zatem – do pracy!
2013-12-04
Najmocniejsza strona
Niejaki Kamil Ancygier trochę mi zarzuca, że nierówno (książka nie grzywka, nie musi być równa!), a potem trochę chwali. Na przykład tak: "(...) Natomiast nie można tego zarzucić sposobom ukazania samej Łodzi. Opisy dymiących kominów fabryk, podejrzanych ciemnych uliczek i zaułków, ubiorów mieszkańców, wystroju mieszkań czy nawet specyficzne słownictwo w dialogach – dosłownie przenoszą nas do XIX wieku. Jest to zdecydowanie najmocniejsza strona tej książki! W fabułę wplecione są też elementy mitologii greckiej (choćby sam tytuł czy np. dzieci porywane przez okno, pod którym pozostaje kosmyk włosów, nasuwa skojarzenia z Tanatosem – greckim bogiem śmierci), co dość ciekawie komponuje się z całością. Nie jest to jeszcze najwyższa półka kryminału, ale zdecydowanie autor jest na dobrej drodze. Ciekawe co zaprezentuje w drugiej części serii Pozdrowienia z Londynu, nad którą już pracuje". Więcej tu
2013-12-03
Uwiarygodnić wtrącenia

2013-12-02
Literacko w Łodzi
Sobota w Łodzi. Deszcz z nieba leje, miasto w rozsypce. Piotrkowska w okolicach Grandu – rozpierducha. Piłsudskiego – rozpierducha. Ale może coś się zmieni, coś wypięknieje. Nie przeszkadzało mi to przejść, zresztą po raz pierwszy, całą Piotrkowską – od Nowego Rynku (pl. Wolności) do Geyerowskiego Rynku (pl. Reymonta). Targi Książki odbywały się w tzw. Białej Fabryce, gdzie dziś jest Centralne Muzeum Włókiennictwa. Piękna wystawa historii ubioru, od XIX chyba wieku do dziś. No i książki sobie kupiłem, ale nie na targach, tylko w antykwariacie przy głównej ulicy. Złapałem Sumienie Zbigniewa Nienackiego i Pan Bóg śpi na Mazurach. Hansa Helmuta Kirsta. Zapłaciłem 8 złotych za obie. Drugiej z nich przedstawiać bliżej chyba nie trzeba. Pierwsza zaś to powieść psychologiczna z elementami kryminału, której akcja rozgrywa się w Łodzi właśnie, w połowie lat 60., kiedy to autor Pana Samochodzika jeszcze mieszkał w tym mieście. Od razu zacząłem czytać, zarzucając inne plany, i wciągnąłem się bez reszty.
2013-11-29
III Salon Ciekawej Książki
Jutro do Łodzi. W Centralnym Muzeum Włókiennictwa przy Piotrkowskiej 282, czyli tzw. Białej Fabryce, odbędzie się III Salon Ciekawej Książki, w jego ramach – Sobota z Kryminałem. Spotkanie, które odbędzie się o godzinie 15 w sali A na pierwszym piętrze, poprowadzą Jolanta i Kazimierz Świetlikowscy. Będzie o Ornacie z krwi, ale też, z racji miejsca, o Trzecim brzegu Styksu.
2013-11-28
Pierwsza księga
Właśnie skończyłem pisać pierwszą z trzech części Doliny Popiołów, trzeciej części przygód łódzkiego detektywa, Stanisława Berga. Jest, jak zwykle, wielowątkowo, bogato, odpowiednio zawile. Z klamrą współczesną, choć się nie wszystkim recenzującym Trzeci brzeg Styksu to podobało. Ale mam to w dupie. Główny bohater właśnie dostał w łeb od nieznanych sprawców, został sponiewierany. Dzięki temu zrozumie, że życie jest nieprzewidywalne, że dobre ciuchy to nie wszystko. Cholera, jakbym patrzył na swoje życie…
2013-11-27
Abraham Lincoln: Łowca wampirów
Obejrzałem kilka dni temu na Canal+. Z początku byłem nastawiony dość sceptycznie, potem jednak wciągałem się z każdą sceną. Sprawa wymyślona od początku do końca, ale pomysł karkołomny. Prezydent USA łowcą wampirów? Wojska Północy stające do walki z wojskami Południa, a tak naprawdę armią wampirów? A jednak! Widowiskowa to rzecz, miejscami głupia, ale ogląda się dobrze. No i inspirująca, wszak teraz znów siedzę w realiach wieku XIX. Szkoda tylko, że Polacy nie potrafią zrobić takiego filmu. A nawet gdyby potrafili, to nie dostaną na to kasy, bo ta idzie na gówniane seriale czy spektakle Teatru Telewizji pisane w IPN. A ja chciałbym obejrzeć thriller na przykład z Tadeuszem Kościuszką w roli głównej albo z generałem Józefem Bemem. Lista bohaterów jest długa.
2013-11-26
Zaskakujący i niewyobrażalny
Pisze Aleksandra: (...)"Spodobało mi się, że w to śledztwo zostało zaangażowane tak wiele różnych osobowości o skrajnie różnym nastawieniu do życia i światopoglądzie. Ksiądz, który mocno wierzy w swoją posługę duszpasterską oraz posiada ogromną wiedzą wojskową, dziennikarz z "sentymentem do dawnych wieków i nierozwiązanych do dziś zagadek", archeolog zafascynowana historią i komisarz- sceptyk i ateista. Jednak to wybuchowa mieszanka daje realne i namacalne rezultaty. To oni są w centrum wydarzeń i to oni zdobywają wiedzę, która przybliża ich do rozwiązania zagadki. (...) Jednak to Tomasz Horn jest najdotkliwiej doświadczonym bohaterem tej książki. Krzysztof Beśka kreuje dla niego całkiem zaskakujący i niewyobrażalny scenariusz. Autor nie tylko daje mu się wykazać siłą charakteru ale i wystawia jego lojalność na próbę. Ewa Rimmel była dla mnie najbardziej nieodgadniona postacią. Nie wiedziałam czego można się po niej spodziewać i jak się zachowa w kolejnych trudnych i niebezpiecznych sytuacjach. Co się zaś tyczy księdza Nehringa- duchowny odznaczył się pasją, której często brakuje współczesnym duszpasterzom. (...) Całkiem zgrabnie wyszło Krzysztofowi Beśce połączenie współczesnego świata z historycznym testamentem naszego kraju. Teraźniejszość spójnie i płynnie przechodzi w przeszłość i na odwrót. Za sprawą autora przenosimy się w początkowe lata chrystianizacji w Polsce, poprzez Zakony Krzyżackie, aż po żywoty Mikołaja Kopernika oraz jego brata Andrzeja. To w historii rozwija się intryga, która niesie spustoszenie i jest powodem śledztwa naszych bohaterów. (...) Całość
2013-11-25
Treściwy, napięty, ciekawy


2013-11-21
Na celowniku
Jutro jadę do Włocławka, na festiwal Włocławek na celowniku. Jak piszą organizatorzy, to pierwsza tego typu impreza w tym mieście. Spotkanie ze mną rozpocznie się w klubie Stara Remiza przy ul Żabiej o godzinie 17. Poprowadzi je podinspektor Leszek Koźmiński z Wyższej Szkoły Policji w Pile. Potem odbędzie się panel prowadzony przez Roberta Ostaszewskiego. Więcej o imprezie tutaj
2013-11-12
Święto Niepodległości
Gdybym miał napisać, co sądzę o tym, co się wczoraj działo w Warszawie, musiałbym użyć języka mało parlamentarnego. Powiem zatem, jak spędziłem ten dzień. Otóż na spacerze z rodziną po Forcie Bema. Patron tego miejsca był wielkim polskim patriotą, który jednak nie wahał się przejść pod koniec życia na islam. Potem czytałem Wierną rzekę Stefana Żeromskiego (co jest mi potrzebne, bo zajmuję się aktualnie powstaniem styczniowym), który również kochał Polskę, choć nie wahał się pisać krytycznie o tym, jaka była w latach dwudziestolecia międzywojennego, do którego okresu wielu ludzi dziś tak tęskni.
2013-11-05
Brak chwili na złapanie oddechu

2013-10-29
Emocjonująca eskapada
Pisze Zuzanna Chabbielska na stronie Czytajmy Polskich Autorów: "(...) Razem z bohaterami, których spora grupka występuje w rolach głównych, mamy do rozwiązania zagadkę bocznego toru historii naszego kraju. Drogę przetną nam wojownicy księcia Bolesława, trędowaty kanonik i polski sakralny odpowiednik Armii Duchów. Odwiedzimy niejeden zabytkowy kościół w okolicach Zalewu Wiślanego, wieżę Mikołaja Kopernika, powiatowy szpital. Podpatrzymy pracę archeologów, poznamy od podszewki kradzież relikwiarza z gnieźnieńskiej katedry i wybierzemy się na duchowego SPA. Autor zabiera nas na emocjonującą eskapadę, nie da nam zmrużyć oka wciągając w wir zdarzeń, który jednak wymaga skupienia czytelnika, by się w nim nie zagubił. Wydarzenia się przeplatają, wątki giną, akcja pędzi w ekspresowym tempie. Błyskawicznie przenosimy się z miejsca na miejsce nie bacząc na ograniczenia, choć czasem zbaczając z obranej trasy. (...) Będą porwania, sekrety, morderstwa, ucieczki, więzienia, zdrady, sekta, strzelanie i wojskowy helikopter. Nie ominą nas także afery i skandale – biskup z towarzystwem, napięta sytuacja na polsko-rosyjskim pograniczu czy problemy statystycznego archeologa, jak przejęcie ważnego stanowiska przez laików czy wysadzenie muzeum. Od niegroźnej samochodowej stłuczki do iście wybuchowego zakończenia z końcem świata w perspektywie, a przecież „właściwie się nie znamy”. Mimo zagmatwania warto tę historię poznać w jeden z nadchodzących jesiennych wieczorów, a z pewnością nie będzie on szary i pozbawiony wyrazu". Całość na stronie
2013-10-28
Spotkanie pokoleń
I Festiwal do Czytania w Olsztynie i I Wystawa Pisarzy z Warmii i Mazur należą już do historii. I pewnie trwale się w niej zapiszą, ponieważ na jednej scenie spotkali się przedstawiciele kilku pokoleń. Od Kazimierza Brakonieckiego i Włodzimierza Kowalewskiego, którzy kiedyś uczyli nas wrażliwości na słowo, przez Mariusza Sieniewicza, Tomasza Białkowskiego i Piotra Siweckiego, z którymi 20 lat temu zaczynałem tę robotę, po Martę Syrwid, która już jest znaną autorką i zachwyca (ci, których nie wymieniłem, niech się nie gniewają). Piotr Bałtroczyk, który imprezę prowadził, nie miał litości – każdy z czytających miał do dyspozycji tylko 5 minut. Potem, podczas czytania bez cenzury, można już było sobie pozwolić na więcej. Nie tylko czasowo.
2013-10-24
I Wystawa Pisarzy
Już w sobotę o 19.00 w Olsztynie, al. Piłsudskiego 38. Wraz z innymi twórcami z regionu będę czytał, choć nazwa imprezy to wystawa. No to będę stał i czytał. Zastanawiałem się, co wybrać, w końcu zdecydowałem się na fragment najnowszej książki, poza cyklami. Spotkanie prowadzi Piotr Bałtroczyk, na gitarze gra mój druh z Shantażu, Krzysztof Kawałko. A o 21.00 w Klubie Środowisk Twórczych przy ul. Nowowiejskiego ci sami twórcy będą czytać bez cenzury. Zapraszam, kto w okolicy!
2013-10-22
Dogadać się!

2013-10-21
"Kraków jeszcze nigdy…

2013-10-16
I Festiwal do Czytania
Jeszcze trwają gorączkowe przygotowania, dopinanie listy gości, sprawdzanie sprzętu nagłaśniającego i tak dalej. Ja już wiem, że przyjadę do Olsztyna na to niezwykłe, jestem o tym już przekonany, wydarzenie. O szczegółach napiszę niebawem. Więcej o festiwalu tutaj
2013-10-15
Wiedzą i inteligencją
Pisze Daniel Koziarski; "(...) Od początku do końca Ornat z krwi jest przede wszystkim kryminałem (utrzymanym w mrocznej atmosferze thrillera) i książką akcji; to proza, która błyskawicznie wciąga czytelnika w wir przedstawionych wydarzeń i angażuje go w wyjaśnianie kolejnych zbrodni i zagadek brawurowo kreślonych sprawnym piórem Beśki. Stosuje tutaj autor dobrą, sprawdzoną metodę konstrukcji kryminałów – do końca trzyma w niepewności, ale jednocześnie stopniowo wykłada kolejne karty na stół, żeby poprzez piętrzenie zagadek nie powodować nadmiernego mętliku odbierającego przyjemność czytania. To powieść bogata zarówno w tła, konteksty i postacie historyczne (pojawiają się m.in. Mikołaj Kopernik i jego brat Andrzej, święty Wojciech, wielcy mistrzowie zakonu krzyżackiego), jak i miejsca akcji wskazane bezpośrednio czy przez autorskie odesłania (Frombork na pierwszy planie, ale jest i m.in. Gdańsk, Kwidzyn, Malbork). Autor konsekwentnie wykazuje się wiedzą i inteligencją (w jego prozie widać solidny research, znajomość przedstawianych miejsc i realiów zamiast marnych stylizacji i tanich przeklejek z wikipedii), jak i wyczuciem (dygresje dobrze komponują się z głównym nurtem i fabułą powieści). (...) Całość na blogu Daniela
2013-10-14
Zakręcona
Recenzja Ornatu z krwi na stronie clevera.blox.pl: "Zakręciła mną ta powieść! Od początku bardzo mocno i może dlatego upadek końcowy trochę mnie zabolał. Powiem wprost – miałam pretensje do autora, że dopuścił prozę życia, która mnie z tej enigmatycznej podróży z powrotem ściągnęła na twardy, prozaiczny grunt współczesności. Bo na początku było cudownie tajemniczo. Gdziekolwiek bym się nie obróciła, dokądkolwiek nie zajrzała, w którąkolwiek stronę nie spojrzała – wszędzie widziałam zagadki i wskazówki do kolejnego rebusu. A to wydrapane na poręczy fotela denata, a to w ułamanym ramieniu krzyża, a nawet w Gwiazdozbiorze Łabędzia. Wszystko miało znaczenie. Nawet tytuły i podtytuły rozdziałów (Confiteor, Cygnus, Misterium fidei, Sanctus), których znaczenia dosłownego i kontekstowego dowiadywałam się w trakcie czytania. A żeby było jeszcze bardziej tajemniczo, akcja powieści toczyła się w czasie teraźniejszym i przeszłym. Łączył je wątek historyczny, sprytnie sugerujący jego ciągłość, którego spadkobiercami zostali alumni w seminarium duchownym we współczesnych mi czasach. (...)" Całość tutaj
2013-10-13
Rozwiązanie konkursu
Lubię sprawdzone patenty. W ostatnim konkursie na portalu Moda i Ja zwycięzcy zostali wylosowani przez dwie popularne pisarki o imieniu Katarzyna. Był to czysty przypadek – jako pierwsze podały liczbę na Facebooku. Teraz, w poszukiwaniu "sierotek" potrzebnych do rozwiązania konkursu z Ornatem z krwi, zorganizowanego na tym samym portalu, poprosiłem dwie inne pisarki, tym razem Małgorzaty. I oto wyniki: książki, które prześlę w przyszłym tygodniu, wylosowały Grażyna Wawrzynowicz z Grójca Wielkiego i Dominika Król ze Złotego Stoku. Gratuluję!
2013-10-12
Stosik jesienny
Trzy dni temu odebrałem w księgarni powieści, które zajmą mi długie jesienne wieczory. Fotografowanie stosików to domena blogerów piszących o książkach (już o tym pisałem). Ja też sobie pozwoliłem na kilka takich zabaw; chodziło o pozycje, które chciałbym przeczytać przed rozpoczęciem pisania nowego tekstu. By wejść w realia etc. I taką samą liczbę godzin dziennie czytać, co i pisać. Pisarz Marek Krajewski, którego najnowsza powieść na mnie czeka, w jednym z ostatnich telewizyjnych wywiadów powiedział, że nie czyta książek twórców mu współczesnych, jak to ujął, z obawy o plagiat. Według mnie powinno być odwrotnie: trzeba czytać innych, by nie wejść na minę.
2013-10-11
Edmund Niziurski
Kilka dni temu Joanna Chmielewska, wczoraj Edmund Niziurski. Wykrusza się stara, zasłużona gwardia. W dzieciństwie czytałem książki dwóch panów N. Nienackiego i Niziurskiego. Awantura w Niekłaju, Księga urwisów, Szkolny lud, Okulla i ja wreszcie Sposób na Alcybiadesa. I wiele, wiele innych. Nikt tak nie pisał o szkole, czyli o budzie, i nauczycielach, czyli gogach. Dzięki tym lekturom lżej się do własnej szkoły chodziło. Edmund Niziurski pozostawił po sobie masę książek, po które, mam nadzieję, wciąż będą z przyjemnością sięgać młodzi ludzie.
2013-10-10
K jak książka
O Ornacie z krwi na blogu K jak książka: „(...) Autor tworząc sylwetki bohaterów, postawił na różnorodność. W odszyfrowanie tajemniczych zbrodni angażuje wszystkich bohaterów. (...) Przekazywane nam informacje są dawkowane i ujawniane w odpowiednich odstępach czasowych, tak żebyśmy nie mieli wszystkiego podanego na talerzu. Jestem pozytywnie zachwycona. 577 stron naprawdę dobrego kryminału, który nie pozwala zgadnąć celu działania mordercy i wszystkiego, co z zbrodnią związane. Z niecierpliwością wyczekuję kontynuacji powieści, ponieważ autor jak najbardziej zaimponował mi pomysłem stworzenia na polskim rynku autorskim czegoś, czego jeszcze nie spotkałam. Piątka z plusem za pomysłowość i umieszczenie akcji w naszym kraju”. Cała recenzja tutaj
2013-10-08
Jesień z dreszczykiem

2013-10-07
Wykombinował dość udanie
Pisze Leszek Koźmiński, polonista z wykształcenia, a policjant z zawodu, w bardzo obszernej i wyczerpującej recenzji na stronie Kryminalna Piła: "(...) Ornat z krwi Krzysztofa Beśki dość udanie spina w sobie to, co duża grupa czytelników lubi najbardziej: zagadkę zbrodni połączoną z tajemnicą ukrytą w czeluściach dalekiej historii, dynamiczną akcję pełną zwrotów, w których pojawia się i labirynt osób oraz wydarzeń, a także momenty ocierające się o ból i śmierć, odrobinę ludzkiego szaleństwa i odpryski rodzących się uczuć, czy wreszcie niewyjaśnione legendy przeszłości obok tajnych związków ludzi i zdarzeń, kreujących rzeczywistość, przez co jawi się ona wcale nie jako ta, którą na co dzień widzimy z okien własnych mieszkań i samochodów. Całość zamysłu fabularnego, zawierająca w sobie to wszystko, co wyżej wymieniłem, Beśka wykombinował i zrealizował pisarsko dość udanie. Zaczyna zagadkową historią spod płaszcza krzyżackiego, w której tajemnica śmierci wielkiego kontura to tylko, jak się okaże po lekturze całej książki, jeden drobny element czegoś nieokreślonego i nieodgadnionego, co swój początek ma wraz z inicjacją chrześcijańską na ziemiach pruskich, a brutalnie rozwija się współcześnie, angażując w to wszystko bohaterów powieści (...)" Całość recenzji
2013-10-05
50 procent szans
Parę słów o Ornacie z krwi na blogu od-deski-do-deski. „Jeśli
lubicie tajne stowarzyszenia, legendy i nie straszny wam Zakon Krzyżacki, to
książka Krzysztofa Beśki powinnam wam się spodobać.(…) Biorąc Ornat do
ręki wiedziałam, że istnieją tylko dwa sposoby jego odbioru. Albo będzie to
świetna książka, przy której nie sposób będzie się nudzić, albo powieść okaże
się totalną klapą, która błyskawicznie poleci do kąta. Szczęście dla mnie,
Krzysztof Beśka mile mnie zaskoczył. Nie jest to zagadka na miarę Dana Browna,
lecz czyta się przyjemnie i zadziwiająco szybko strony przelatują nam przez
palce. Jest w tym ciekawa akcja. Wiarygodny, choć trochę zbyt odważny
dziennikarz, i napięcie, które mimo iż jest dalekie od sięgnięcia zenitu,
napędza naszą ciekawość.” Całość
2013-10-04
Czas iść dalej!

Była środa, czwarty października, świętego Franciszka. Przed kamienicą przy Piotrkowskiej 30 zatrzymała się dorożka. Wyskoczył z niej jegomość w średnim wieku. I od razu pośliznął się na mokrym bruku, deszcz bowiem padał w Łodzi przez całą noc. Na szczęście mężczyźnie udało się zachować równowagę. Zapłacił fiakrowi, spojrzał na drzwi cukierni.
– Ostatnia nadzieja – mruknął pod wąsem, po czym ruszył ku wejściu.
Ledwo przekroczył próg lokalu braci Rau, uderzył go gwar rozmów i tytoniowy dym, tak gęsty i gryzący, że aż chwycił się za piersi. Przystanął, odruchowo szukając prawą ręką oparcia, ale dłoń nie trafiła na nic. Zamrugał powiekami. Po chwili przez zmrużone oczy usiłował cokolwiek dostrzec w głębi lokalu.
– Pan życzy stolik? – usłyszał głos, który wydał mu się podobny do rechotu żaby.
Sekundę później stanął przed nim marker.
– Stolik dla pana? – powtórzył na wypadek, gdyby tamten nie dosłyszał pytania, harmider nie cichł bowiem ani na chwilę.
– Tak – odparł gość, by dodać, ubiegając kolejne pytanie: – Dla jednej osoby…
(z pisanej powieści)
(z pisanej powieści)
2013-10-03
Na szachownicy
Porównywano mojego Berga, detektywa z Trzeciego brzegu Styksu, do Erasta Fandorina, nim zacząłem czytać książki Akunina. Właśnie skończyłem Gambit turecki. Przypierdalają się do mnie, że w Ornacie z krwi są literówki. No są. Zdarza się. Ale nie ma błędów ortograficznych, nie ma słowa "pułki". Kilka razy czytałem, mając nadzieję, że chodzi jednak o formacje wojskowe. Ale nie. Chodzi o półki, na których coś można położyć… Akcja dzieje się w roku 1877, a tu w pewnym momencie wychodzi, że… 10 lat później. Korekta spała. Jeśli zaś chodzi o treść, to nie zmarnowałem czasu. Czyta się szybko, miło, książka jest w stanie zaciekawić i zainspirować, choć postaci tu dużo (kolejny częsty zarzut pod moim adresem), a samego Fandorina mniej niż w Azazelu, więcej zaś Warwary Suworow. Może w kolejnej części będzie inaczej. Zaraz się na nią rzucam.
2013-10-02
Przyjemnie i bezstresowo
Pisze ZaaQ na lubimyczytac.pl: „(...) Jest to książka, z lekką nutą nadinterpretacji, o rodzimej rzeczywistości. Czasami denerwowałem się szablonowym wręcz opisywaniem przedstawicieli formacji mundurowych jako będących nie w pełni władz umysłowych, ale cóż. Taka ostatnio panuje moda, taki styl. Z drugiej strony spotykamy wręcz nieprawdopodobny zbieg okoliczności na potrzeby kilkuwątkowej fabuły. Książka ogólnie czyta się szybko, przyjemnie i bezstresowo. W sam raz jako lekka lektura na słoneczną plażę bądź chłodniejsze jesienne wieczory (...) całość
2013-10-01
Poślizg
Co prawda na stronie granice.pl Pozdrowienia z Londynu są dziś książką dnia i widnieje przy nich data wydania 1 października, powieści jeszcze nie ma. W myśl zasady, że co za gęsto, to nie zdrowo, premiera drugiej części przygód detektywa Stanisław Berga została przeniesiona na początek przyszłego roku. Prosimy zatem o cierpliwość.
2013-09-29
Wszystko, co powinno być

2013-09-28
2013-09-27
Konkurs kolejny
Zapraszam do udziału w kolejnym konkursie z Ornatem z krwi, tym razem na stronie naszemiasto.pl. Do wzięcia 10 sztuk, trzeba tylko wykonać kilka czynności. Szczegóły tu
2013-09-26
Nie wszystko na talerzu
Pisze Katarzyna Roszczenko na blogu Z książką w dłoni: (..) Ornat z krwi to dość dobry kryminał. Jest tu powrót do przeszłości, dowiadujemy się wielu ciekawostek o św. Wojciechu, mistrzu zakonu krzyżackiego Wernerze von Orselnie oraz o braciach Mikołaju i Andrzeju Kopernikach. Podoba mi się ten manewr w kryminałach, gdyż, jeśli fabuła jest powiązana z wydarzeniami z przeszłości, to lubię wiedzieć, o co tak naprawdę chodziło. Autor nie podaje nam jednak wszystkiego na talerzu, dawkuje nam informacje w sposób bardzo ciekawy i nienużący. Ukazanie akcji na dwóch płaszczyznach daje bardzo dobry efekt dla odbioru lektury. Obie płaszczyzny są w bardzo plastyczny sposób ukazane. Podjęłabym się stwierdzenia, że wydarzenia sprzed lat są pisane językiem adekwatnym do tamtych lat, w każdym bądź razie ja je tak odczytałam. (...) Akcja rozwija się dość spokojnie, jednak nie nużyło mnie to, a wręcz przeciwnie – mogłam bardziej wczytać się w treść i lepiej poznać przedstawioną historię. Pomimo prawie 600 stron, których początkowo trochę się obawiałam, lekturę uważam za udaną, a czas z nią spędzony za bardzo ciekawy. (...) Czekam z niecierpliwością na kolejne części. Cała recenzja
2013-09-25
Koniec "Borussii"?
Olsztyńskie pismo "Borussia" zawiesiło działalność. Taką wiadomość przeczytałem w kilku miejscach w sieci. Kto nie ma internetu, pewnie dowie się o tym dużo później, wszak periodyk wychodził ostatnio dość nieregularnie. Kierowana przez Kazimierza Brakonieckiego, a potem przez Roberta Trabę "Borussia" wychodziła od niemal 22 lat i była pierwszym poważnym pismem literackim, w którym zamieściłem swoje teksty; wtedy były to wiersze. Dziś stanęło na krawędzi. Jak czytam, będą dalej działać, gdy ktoś im pomoże. Czy pomoże? Nie wiem… Zerknąłem też na komentarze pod artykułem na Onecie W takich miejscach najczęściej można znaleźć zwykłe chamstwo i prawdy, które mają do powiedzenia "prawdziwi Polacy". Tak jest i w tym przypadku. Kilka wypowiedzi było jednak poważnych. Nie da się ukryć, że "Borussia" była miejscem, gdzie wąska grupa ludzi prezentowała swoje poglądy. Tak jest w każdym piśmie kulturalnym. Może jednak w tym przypadku była to zbyt wąska grupa i zbyt wąskie poglądy, by zapewnić zadowalającą sprzedaż i życzliwość ministerstwa, które przyznaje dotacje. Na pocieszenie: Olsztyn nie zostanie bez pisma literackiego – na początku roku wyjdzie pierwszy numer "Prac Literaturoznawczych", pisma olsztyńskiej polonistyki.
2013-09-24
Konkurs z Ornatem
Kilka już się odbyło, głównie na Facebooku. Teraz czas na zabawę na portalu kampanii Książka jest Kobietą, której jestem ambasadorem. Pytanie, jak zwykle u mnie, do banalnie łatwych należeć nie może. Ale trudne też nie jest. Można wygrać dwa egzemplarze z dedykacją autora. Szczegóły na stronie kampanii
Subskrybuj:
Posty (Atom)