2009-12-22

Jak to na wojence ładnie...

Pisze dr Bernadetta Darska: "(...) Chaos, który wyraźnie dominuje w miejscu, które szczyci się panującą tu dyscypliną, to czytelna sugestia, iż schyłkowy okres PRL-u znajduje także swoje odbicie w morale przyszłych wojskowych. Inicjacja w dorosłość jest więc tu także zapowiedzią inicjacji w demokrację. Że i z dorosłością, i z demokracją nie ma żartów, nie trzeba nikogo przekonywać. Portretowani przez Beśkę chłopcy szybko się o tym przekonują, odkrywając, że marzenia i to, co z nich pozostaje, często mają ze sobą niewiele wspólnego. Tytułowi frajerzy to absolwenci liceum. Ci, którzy dali się ulepić wojskowemu drylowi, w nowym systemie będą mieli problemy z odnalezieniem się, ci zaś, którzy oparli się szkolnym naukom, również nie staną po stronie wygranych w rzeczywistości, która ma dopiero nadejść. W efekcie liceum wojskowe staje się rodzajem stygmatu także w dorosłym życiu. Autor nie każe swojemu narratorowi zajmować wyeksponowanych pozycji, oddaje głos grupie, bo to ona jest tutaj najważniejsza. Symbolizuje pokolenie. Główny bohater usuwa się na dalszy plan, choć jednocześnie dzięki wiedzy i pamięci gwarantuje zaistnienie opowieści. (...)" całość na:

http://bernadettadarska.blog.onet.pl/Jak-to-na-wojence-ladnie-K-Bes,2,ID396533810,n

2009-12-17

Prosto z frontu

Pisze Dawid Kornaga: "Nie jest to powtórka z Miasta i psów Llosy; Beśka operuje inną temperaturą narracji i klimatem fabuły, by wiernie, bez udziwnień przybliżyć czytelnikom cztery lata w miejscu, w którym uczyli się i swawoli juniorzy polskiego oręża. Wielu z nich później faktycznie zostało wojskowymi, sam autor „nie podołał”, ale za to napisał tematyczną książkę, prosto z frontu. Jeśli wszystkie epizody, zawarte w Fabryce, są prawdziwe (a pewnie są) to naprawdę na podziw zasługuje precyzyjna pamięć autora. Tym trudniejsze obrał sobie zadanie, że zamiast skupić się na swojej osobie, „byłem, zrobiłem”, pod lupę wybrał kolektywnego bohatera – swoich szkolnych kolegów. Ujawnia się tylko czasem i te wyznania zdają się być bardzo szczere: relacje z kobietami czy powody, dla których nie zdecydował się na karierę oficera. O ile w swoich dotychczasowych książkach Beśka punktował ciemne strony nastawionej na konsumpcjonizm rzeczywistości, w Fabryce rozliczył się z samym sobą...
całość na:
http://kornaga.blogspot.com/2009/12/fabryka.html

2009-12-14

Na rozkaz

Pisze Izabela Mikrut: "Gloryfikacja przeszłości? Bildungsroman? Zbiór anegdot, zespolonych sprawną narracją w jedną całość? Powieść Fabryka frajerów Krzysztofa Beśki nie daje się łatwo zaklasyfikować, chociaż z pozoru nie należy do lektur trudnych. Oscyluje jednak między beletrystyką a literaturą rozrachunkową, przesiąknięta jest – poza lekko sentymentalnymi wynurzeniami – także ostrą oceną dawnych czasów. Na pytanie po co Krzysztof Beśka nie udziela jednoznacznej odpowiedzi. Tym lepiej, szereg niewyszukanych rozwiązań niespodziewanie otwiera przed czytelnikami nowe możliwości interpretacji. Znakomite czytadło zyskuje przez to głębię. Do liceum wojskowego (które przygotowuje uczniów do kontynuowania nauki w wyższym szkolnictwie wojskowym) zapisują się chłopcy spragnieni przygody, samodzielności (mieszkać trzeba przecież w internacie) i swobód. Szkoła wojskowa zapewnia na pozór wszystko to, co urzeka nastolatków – jak się jednak okaże, pełna jest również absurdalnych rozkazów, bezsensownych przepisów i głupoty. U schyłku lat 80. XX wieku placówka ta przypomina siedlisko najbardziej idiotycznych pomysłów rodem z M.A.S.H.a, „Paragrafu 22” czy historii Szwejka w wersji młodzieżowej (chociaż Krzysztof Beśka nie tworzy w konwencji literatury czwartej, współczesne publikacje z tego zakresu przewyższają Fabrykę frajerów pod względem poziomu brutalności)... Całość na:
http://tu-czytam.blogspot.com/2009/11/na-rozkaz.html

2009-11-28

Na ustawkę

Pisze Magda Kuszewska na stronie ladysmart.pl :
"O facetach. Dla facetów. I dla kobiet, bo sam autor tłumaczył, że w ten sposób możemy poznać swoich mężczyzn, synów, braci… Że jest szansa, by w końcu lepiej ich zrozumieć. Bo przecież wiadomo, że facetom zamkniętym na jednej przestrzeni przychodzą do głowy różne, nieraz dziwne i szokujące pomysły. Jakie? To już Krzysztof Beśka najlepiej opisuje w swojej mocno autobiograficznej, trzeciej powieści (po „Wrzawie” i „Bumerangu”). Tak jak narrator i główny bohater ukończył bowiem Wojskowe Liceum Ogólnokształcące, które słynęło z rygoru i….wysokiego poziomu, także artystycznego. Beśka jako jeden z nielicznych się wyłamał i nie został później oficerem ani generałem. Wybrał polonistykę, pisał wiersze, komponował i grał w zespole szantowym. Dziś jest autorem słuchowisk radiowych i prozaikiem. Ale widać, że nadal blisko mu do wojska, że ma sentyment i do tego znakomitą pamięć. Przenosi czytelników na polską prowincję lat 80. Cytuje powiedzonka („Ciach, babkę w piach”), przypomina przeboje z tamtych lat (Lady Pank) i to, co się nosiło (dresy oraz dżinsowe bluzy). Scenki ze szkolnych apeli, pierwszych wypraw na randki i męskich rozmów przy zgaszonym świetle przeplatają się tutaj z wyprawami na „Ustawkę”. Uwaga, wrażliwcy: są „wyrazy”. Ale także właśnie dzięki nim znajdziemy tutaj kawał prawdziwego życia".

2009-11-23

Bez martyrologii

Pisze Katarzyna Krzan w recenzji Ogólniak dla żonierzy umieszczonej na portalu Granice.pl: (...) "Beśka zwraca tu uwagę na palimpsestowość pamięci, co prowadzić może do fabularyzowania luk, dopisywania łańcuchów przyczynowo-skutkowych tam, gdzie w rzeczywistości ich nie było. Ale jak w takim razie opowiedzieć inaczej swoje dzieje? Pokolenie obecnych trzydziestoparolatków może z pomocą Beśki przypomnieć sobie swoje własne szkolne lata, gdy przebojami wakacji były utwory: „Chciałabym, chciała”, „Czwarte liceum”, czy „Idź precz!”, a obiektem erotycznych fascynacji były zagraniczne piosenkarki z Samanthą Fox na czele. Beśka nie próbuje dorabiać swoim bohaterom martyrologicznej biografii, przeciwnie: przyznaje, że w tamtych czasach chłopcy myśleli głównie o dziewczynach, także tych z plakatów, swoim wyglądzie, ukrywaniu przed dorosłymi faktu palenia papierosów i picia alkoholu. Historia, która dziać się miała „na ich oczach” była gdzieś z boku i dopiero ex post mogła być właściwie oceniana." (...)
całość na http://www.granice.pl/recenzja.php?id=5&id3=2388

2009-11-19

Głosy z Północy

Informacje Kulturalne na TVP Olsztyn pokazują książkę, ale, co o wiele ważniejsze, spod samej granicy odzywa się głos Wojtka: "Gratuluję, Krzychu! Właśnie przeczytałem. Polecam tym, którzy jeszcze nie. Oczywiście żaden z nas nie może ocenić tej ksiązki obiektywnie, jak to już trafnie ujął Steelman. Ja czytając ją, jeszcze raz przeniosłem się za mury naszej kochanej szkoły, wspomnienia odżyły. Tego oczekiwałem i to dostałem. Dzięki. Tak na marginesie chciałbym dodać, że bardzo sprytnie wprowadziłeś wątek z Piotrem. "Skleiłeś" całość i była akcja, dzięki czemu książka spokojnie może być zdresowana do szerszego grona. Życzę dodruków". Dla porządku pozwolę sobie przytoczyć i wcześniejsze zdanie Steelmana: "Trochę się obawiam tego zakupu. I nie chodzi o to, ze mógłbym tam znaleźć obraz siebie, z którym się nie zgadzam albo zgoła prawdziwy, ale taki, którego nie chciałbym pokazywać. Już dawno zauważyłem, że B. (i nie tylko on) pamięta dużo więcej ode mnie. Może zwyczajnie mi komórki obumierają, a Wasze się trzymają – nie wiem, ale denerwuje mnie to. Rzecz w tym, że ile bym z Liceum nie pamiętał, to chyba jednak inaczej; nie mam tego zapamiętanego tak "mądrze i świadomie". Ten cudzysłów to nie ironia tylko podkreślenie, że pamiętam to inaczej, zwyczajniej, może mniej "dorośle", ale może i bardziej wspaniale? A z drugiej strony, gdybym to zostawił bez cudzysłowu, to by dopiero pachniało ironią. W każdym razie, podsumowując tylko po fragmentach, myślę, że swoich wspomnień z np. apelu, obiadu, srania czy czego tam jeszcze chyba bym tak nie rozciągnął i w takie przemyślenia nie ubrał. Ale może to potrzeba wydawcy? Może wynik faktycznej innej świadomości, innych żali, radości? Tak czy tak – nie znam i nie krytykuję. Pewnie nawet, kiedy już kupię i przeczytam, też nie będę krytykować, nawet jeśli to czy owo mi nie podejdzie. Wydał książkę (o NAS!) i zajebiście jest! Kolega żyje, działa i tylko się cieszyć".

2009-11-13

W RDC

O Fabryce frajerów, wcześniejszych książkach, a także o planach na przyszłość będę mówił na żywo dziś w Radiu Dla Ciebie (Warszawa 101,0 FM). Start o godzinie 21.09. Rozmowę poprowadzi red. Małgorzata Kron.

Pozbawieni złudzeń

Pisze Łukasz Perzyna w “Tygodniku Solidarność”: “Patriotyzm Polaków, wbrew wielu prognozom, nie odchodzi w przeszłość. kończy się za to – co naturalne w zjednoczonej Europie – jego tradycyjna wersja, związana z mundurem, kultem wojska i służby. Pisarz młodego pokolenia, 37-letni Krzysztof Beśka, opisuje w najnowszej powieści Fabryka frajerów proces pozbawiania wszelkich heroicznych złudzeń młodych ludzi, którzy u schyłku PRL trafiają do liceum wojskowego. – W Olsztynie, gdzie gdzie dzieje się akcja mojej powieści, chociaż nazwa miasta ani razu w niej nie pada, teraz nie ma już ani jednego żołnierza. Garnizon zlikwidowano, została tylko wojskowa komenda uzupełnień z urzędnikami – opowiada Krzysztof Beśka. – A jeszcze niedawno na każdym kroku mijało się tam ludzi w mundurach. Co dalej z patriotyzmem – zastanawia się pisarz. – Czujemy się lepsi, gdy na podium staje Małysz, wygrywają piłkarze, choć ostatnio oni zawodzili, a sprawdzali się raczej siatkarze czy szczypiorniści. Ale na co dzień jest z tym odrobinę gorzej. Wiele zależy jednak o tego, czy odwiedzając w weekend rodzinę w naszym dawnym mieście, pójdziemy na zakupy do kolegi ze szkoły, który tam pozostał i założył mały sklepik na rogu. Czy wybierzemy raczej market zagranicznej sieci, gdzie właściciel pomiata polskimi pracownikami. To nasz wybór – podkreśla pisarz Krzysztof Beśka. I dodaje: – Patriotą jest się podczas wojny, a w czasie pokoju obywatelem...”

2009-10-29

Na zachętę i w reakcji na fragment

Wydawca

Nie zna życia, kto nie służył w... marynarce, chciałoby się dopowiedzieć, ale akcja książki Krzysztofa Beśki Fabryka frajerów, która dzieje się w liceum wojskowym u samego schyłku PRL-u, nie ma wiele wspólnego z okrętami (ale czołgi są, jakby kto pytał). Fragment zamieszczałem tu na blogu już dawno temu, teraz poraz zapowiedzieć gotową książkę, która za kilka dni trafi do księgarni. Fabryka… to opowieść o dorastaniu, o końcu PRL i początku nowej epoki, ale przede wszystkim - wciągająca lektura. Bardzo polecam (...) raczej panom niż paniom.

Absolwent Krzysztof, matura 92: 

Czytając fragment o przywracaniu życia zwierzętom, przypomniałem sobie, jak jeden z naszych kolegów (nazwiska nie przytoczę) podczas jedzenia wspomnianej kiełbasy, znalazł w jej środku mysz, odkroił ten kawałek z myszą i resztę zjadł. Swoją drogą, to każdy z nas ma trochę inne wspomnienia; gdyby każdy napisał takie wspomnienia, to nie wiem, czy postronna osoba czytająca te opowieści zorientowałaby się, że o tym samym.

Absolwent Tomasz, matura 91: 

Pięknie powspominać. Ciekawe, że to, co kiedyś czasami nas wkurzało lub było nie do zniesienia, dziś jest miłym i zarazem fantastycznym wspomnieniem. Malo tego. Chętnie bym powrócił w tamte latka i świetną przygodę ,jaką było nasze kochane OLW. Pozdrawiam serdecznie. ps szkoda, że wielu zapomniało, puściło w niepamięć lub też pamiętać nie chce. Mam jednak nadzieję, że jeszcze kiedyś spotkamy się w choćby małym gronie.

2009-10-28

Fabryka frajerów

Gdyby ktoś urodził się w chwili, gdy zakończyliśmy naukę w liceum, byłby dziś już pełnoletni. Ale książka powstała dopiero po latach, trochę też musiała poczekać na wydanie. Ale wreszcie jest! Od dziś Fabryka frajerów, moja trzecia powieść, wydana nakładem warszawskiego wydawnictwa Nowy Świat, jest dostępna w księgarniach, także internetowych. Szukać pod B, jak Beśka.

2009-10-23

Się zbliża...

Podobno dodawali nam bromu do herbaty i kawy. Ale jakoś nikt nie chciał w to wierzyć. Nie zanotowano żadnych zaburzeń erekcji. A i kiedy wieźli nas na przykład samochodem ciężarowym na strzelnicę, my, zamiast grzecznie siedzieć na ławkach, zawijaliśmy plandekę, zwisaliśmy z burty ciężarówki i nie było dziewczyny, która przeszłaby ulicą na trasie naszego przejazdu, a nie zostałaby przez nas zauważona. 

– Hej, lala! Bucik ci się przypala! – wrzeszczeliśmy jak banda Zulusów. 

To było jedno z grzeczniejszych zawołań, jakimi obdarzaliśmy napotykane białogłowy. Nie znaczy to, że w bezpośrednim kontakcie bylibyśmy tacy sami. No, broń Boże! Tak po prostu działała adrenalina, a może coś innego, czego nazwać nie potrafiliśmy. Syndrom grupy samców, wygłodniałych choćby nawet widoku dziewczyny, która nie byłaby kucharką, pielęgniarką, wychowawczynią czy nauczycielkąW jednym z pokojów na naszym piętrze odbyły się na przykład zawody onanistów. Kto szybciej osiągnie upragniony cel. Rekord, który pobił zdaje się Jacek Traugutt rodem z Łomży, wynosił jakieś piętnaście sekund. To jeśli chodzi o szybkość, bo gdyby ktoś chciał zapytać o wytrzymałość, to takie mistrzostwa też miały miejsce. 

2009-10-19

Chmielna róg Szpitalnej

Nowy salon z tanią książką. Dobre zaopatrzenie w trzech dużych pomieszczeniach, a w witrynie kuszą nowości :)))

2009-10-16

Ściąga

Ci, który słuchali wczorajszej audycji, wiedzą, o co chodzi: "Ja dlatego, żeby zarobić rubla więcej, niż potrzeba, nie wstanę pięć minut wcześniej, niż mi się chce, a dlatego, żeby zrobić nawet miliardy – nie poświęcę przyjemności pełnego człowieczego życia, nie wyrzeknę się patrzenia na słońce, spacerów po powietrzu, swobodnego oddychania, myślenia nad trochę większymi rzeczami niż miliardy. Ja nie będę robił, robił, robił! Bo ja chcę żyć, żyć, żyć! Nie jestem bydlęciem pociągowym ani maszyną, jestem człowiekiem. Tylko głupiec chce pieniędzy i dla zrobienia milionów poświęca wszystko..."

2009-10-15

Książka i słuchowisko

Jeszcze raz zapraszam do radiowej Jedynki, dzisiaj o 20.10. Będzie na żywca o najnowszej książce i najnowszej sztuce, ktorej premiera chwilę później. 

2009-10-14

1. urodziny miesięcznika "Bluszcz"

Z kilkudniowym opóźnieniem donoszę, iż byłem i piłem. Niedzielne popołudnie to pora dość dziwna na świętowanie, chyba że są to urodziny babci lub cioci. Ale impreza okazała się świetna, wyjątkowo, cośmy z Kuszewską zgodnie stwierdzili. Mało które pismo literackie świętuje swoje jubileusze, jeśli już, to pewnie w zaciszu redakcyjnym, tym samym od 1945 roku, gdzie nieproszeni goście nie wejdą i sobie w spokoju obciągać wzajem można. Ci sami nieproszeni goście zresztą także nic nie opublikują, bo to nasza własność (choć Biblioteka Narodowa dokłada gros kasy) i wara wam od naszych łamów. "Bluszcz" inny jest, przyjazny, więc i jego urodziny były inne. Białe wino się piło, tort bezowy się jadło i kanapki, całe mnóstwo. Z ciekawymi ludźmi się rozmawiało, nikt się nie puszył, nie wywyższał. Z pisarkami na wydawcę swego się trochę ponarzekało, bo sprawiedliwy, ale nierychliwy. Pięknego koncertu dawno nie widzianej i nie słyszanej Renaty Przemyk się wysłuchało, a potem tańczyło na parkiecie, bo i do tego doszło. Uff. Do zobaczenia za rok, na drugich urodzinach.

2009-10-12

Polisa

Emisja: 
2009-10-15 20:09   Program 1

Reżyseria: Janusz Kukuła
Realizacja: Maciej Kubera
Opracowanie muzyczne: Marian Szałkowski
Obsada: 
Krzysztof Banaszyk (Szymon)
Izabella Bukowska (Agnieszka)
Waldemar Barwiński (Adam)
Dorota Landowska (Terapeutka)
Jarosław Gajewski (Telemarketer)

Premierowe słuchowisko Krzysztofa Beski pt. "Polisa" to historia Szymona (Krzysztof Banaszyk), zapracowanego menadżera dużej korporacji. Poza pracą nic dla niego nie istnieje. Każdy dzień wygląda tak samo monotonnie. Nie ma rodziny, partnerki. bo to - w korporacyjnym świecie - strata czasu, który można poświęcić na pracę. Pewnego dnia Szymon otrzymuje propozcyję założenia polisy na życie. Nawet nie przypuszcza, że decyzja o podpisaniu umowy tak bardzo zmieni jego życie.

2009-08-19

Żbik i Święty

Pisze Daniel Koziarski w Przystani Literackiej: "Rozczarowany niegdyś "Trupami polskimi" (w bardzo nierównym zbiorze wyróżniały się moim zdaniem opowiadania Świetlickiego i Grupińskiego), sięgnąłem po "Opowiadania kryminalne" bez nadmiernych oczekiwań. (...) Krzysztof Beśka w "Chorobie legionistów" zręcznie konstruuje fabułę i przy rozwiązaniu zagadki odsyła do wojennej przeszłości. Czytając, ma się przed oczyma "Żbika" i "Świętego", a że to bardzo dobre wspomnienia, należy pogratulować autorowi, że napisał kawałek zajmującej prozy."
całość na: http://www.przystan-literacka.pl/index.php?show=2727

2009-08-18

Głosy z Polski

Pisze na swoim blogu Prowincjonalna nauczycielka: "Dziewięć opowiadań i dziewięciu autorów. Opowiadania zaprezentowane w zbiorze prezentują rózne typy kryminału- od lekkich, w których zbrodnia wydarza się jakby od niechcenia, przez te, w których ofiara pada pod cieżarem spisku, po te najczarniejsze lub te, w których o morderstwie dowiadujemy sie od tych, którzy zostali pozbawieni życia. Interesujący problem ukazany jest w opowiadaniu zatytułowanym "Mleczaki" - na ile policyjni informatorzy są wiarygodni. Zakończony suspensem tekst Dawida Kornagi ukazuje zaplecze działań redaktorów śledczych i motywy ich działań. W Chorobie legionistów Krzysztof Beśka przedstawia czytelnikom tajemnice skarbu ukrytego przez nazistów w Warszawie i zabójstwa dokonywane po to, by zachować tajemnicę. Hanna Samson pokazuje, że życie gospodyni domowej nie musi być nudne i pozbawione atrakcji;) Każde z opowiadań jest inne, ale też każde interesujące. Autorzy stosują różne - właściwe sobie - narracje, wybrany przez siebie temat realizują z dużym zaangażowaniem i wiernością o to, by było kryminalnie. Mnie się podobało:)"

2009-07-27

Choroba legionistów

  • Opowiadanie, zamieszczone w tomie Opowiadania kryminalne, już w księgarniach. Są też pierwsze recenzje. Pisze Jarosław Czechowicz: "Jest się czym zachwycać już od pierwszych stron. Rozpoczynająca książkę „Zbrodnia doskonała” Jarosława Klejnockiego to pełen ironii obrazek z życia, którego przewrotność zaskoczyć może każdego. Klejnocki wyjaśni, w jaki sposób bezproblemowo pozbyć się gburowatego kioskarza, który burzy idyllę życia w drogim, zamkniętym przed światem osiedlu podmiejskim. Autor drwi z głównego bohatera, ale i bezlitośnie obnaża absurdy myślenia o bezpiecznym i spokojnym życiu. Ta miniaturka wzbudza emocje, chociaż operuje minimalnymi środkami wyrazu. Takich tekstów chciałoby się przeczytać więcej. Dobrze czyta się Krzysztofa Beśkę i jego „Chorobę legionistów”. W tym sprawnie toczącym się opowiadaniu odkryjemy zagadkę morderstw kolejnych uczestników powstania warszawskiego i dowiemy się, jaki związek z zabójstwami starszych panów ma choroba wywołana przez działającą klimatyzację. Dowcipnie i ujmująco motyw przewodni antologii wykorzystał Dawid Kornaga. Jego „Mleczaki” opowiadają historię zabójstw, których dokonuje… dziecko za pomocą swych mlecznych zębów".

2009-07-02

Ostatni seans

Ledwo tusz wysechł, rzecz jeszcze nie ocyzelowana, ale kusi, żeby się pochwalić. Dziś skończyłem pisać powieść kryminalno-obyczajową. Wrzucam fragment, a co tam!

Młodszy aspirant Nowak bez problemu pojął aluzję.

– Wracając do naszego snajpera – ciągnął dalej po chwili – wspomniałeś, że skądś znasz widok, przedstawiony na filmie.

Słomka w ustach Kostka zafurkoczała groźnie.

– To prawda – rzekł. – Chodzi o zdjęcie, zwykłe, czarno-białe, ale bardzo znane, bo swego czasu obiegło cały świat w grudniu 1981 roku. Dziś, po latach, można powiedzieć, że to chyba najsłynniejsze zdjęcie stanu wojennego. W momencie jego wprowadzenia miał być akurat wyświetlany film "Czas Apokalipsy" Forda Coppoli.

– Znam – wtrącił Tymek. – Z ojcem chrzestnym w roli tego pułkownika, co go miało załatwić komando na motorówce.

– Zgadza się. Na ścianie kina wisiał sobie baner z reklamą filmu, a przed gmachem stanął akurat wojskowy skot. Idealny komentarz do sprawy! Zdjęcie zrobił Chris Niedenthal, Anglik od lat mieszkający w Polsce. Jest nawet znane miejsce, skąd się wychylił. 

– No?

– To ta sama kamienica, w której wczoraj byliśmy. Sprawdziłem to wczoraj w internecie.

– Tyle że tego kina już nie ma – zauważył przytomnie aspirant, zgniatając w kulkę ociekający sosem pergamim, w który zapakowana była kanapka. 

– Od 1996 roku. To pierwsze kino, które poległo w walce z nowym ustrojem.

– To raz. A dwa, zbieżność miejsca, z którego zrobiono fotkę i z którego potem ktoś strzelał, może być czystym przypadkiem. (...)

2009-06-23

Cień wiatru

Wpaść oto między półki w empiku, zacząć slalom. W oczach wirują kolory, litery, cyfry, obrazy, uszy atakuje dźwięk z głośników. Coraz to nowe nazwiska, tytuły książek, nazwy wydawnictw. Kroki stają się coraz wolniejsze, zaczyna brakować tchu, w głowie wiruje, serce wali (trzy pszeniczne wypite pół godziny wcześniej z pisarzem Kornagą dają o sobie znać). Wreszcze znaleźć siebie, odnaleźć siebie. Pod literą B, skromnie, jedną książką na cały sklep. A jednak Wrzawa trwa, a Bumerang leci. Jeszcze nie zaryłem mordą w piach. Przez chwilę czuć się jak Julian Carax z powieści Cień wiatru, którą ledwie w niedzielny wieczór się zamknęło. A gdyby tak sięgnąć po egzemplarz, schować za pazuchę, wyskoczyć z księgarni? Nim dopadną – spalić? Nie, jeszcze nie. Jeszcze się pomęczyć.

2009-06-03

4 czerwca 1989

Kim lub czym byłaś wtedy dla nas, Polsko, zmieniająca oto swoje oblicze w akompaniamencie strzelających puszek coca-coli, ziaren prażonej kukurydzy i przebojów disco polo pierdzących z targowych stoisk czy z polowych łóżek ustawionych wprost na ulicy? Zmieniająca się jak kapryśna kochanka, która mówi „tak”, a myśli „nie”, wali cię po rogach i gzi się z innymi po kątach, gdy tylko odwrócisz wzrok, głupi ty, durny, naiwny jak pięcioletnie dziecko? Czy byłaś zmęczona i pijana wciąż..., jak w piosence Obywatela G.C., której wtedy z Grzesiem Prądzyńskim namiętnie słuchaliśmy?
Czym byłaś ponad kształt znany każdemu dziecku, zbliżony do koła, a może do kwadratu, wycinany po stokroć w szkolnych izbach z drewna, styropianu, brystolu i malowany białą i czerwoną farbą, drukowany w szkolnych podręcznikach, na wyborczych ulotkach; kształt – krzyż narodów, święty i zbrukany, cierpiący i skurwiony – niezmiennie powodujący szybsze bicie serca człowieczego lub jego zatrzymanie, hymn pochwalny wieszcza Mickiewicza albo wiązkę najgorszych inwektyw spod budki z piwem lub pośredniaka, czasem zaczerwienienie oczu, wzruszenie i zaciskanie pięści, zwycięski wyrzut ramion do góry, bośmy znów dali radę, i gest papieskiego błogosławieństwa?
Kim byłaś wtedy dla nas, Polsko, zmieniająca swe godło, nazwę, władze, zapisy konstytucji, którejśmy mieli strzec z bronią w ręku do ostatniej kropli krwi?
Gaude Mater, Polonia! – śpiewaliśmy zgodnym chórem na lekcjach muzyki, nie wiedząc, czy cieszy się ona w istocie, mając nas...
Bo i żaden z nas nie wiedział, jaka będziesz, Polsko ukochana, gdy powiemy: tak, dobrze – zostaję, oddam głos na Wałęsę w pierwszych wyborach prezydenckich, które są jednocześnie pierwszymi wyborami, w których wezmę udział. Potem złożę przysięgę na wierność narodowi, unosząc dwa palce na wysokość bagnetu. Sypniesz groszem z nieba, matko ty moja, czy piaskiem w oczy? Dasz kopa w sam środek dupy chwilę po otwarciu granic wielkiej Europy, a z nimi i rynków pracy?
Czy nie poskąpisz metrów kwadratowych mieszkania, innych apanaży, srebrnych gwiazdek i kolorowych baretek na mundurze? Czy może trumienkę prostą otulisz bielą i czerwienią, w imię wyższych racji, sojuszów i zaufania, rencinę rodzinie wypłacisz, słowami i ciepłem wypielęgnowanej dłoni pana premiera czy prezydenta na policzkach sierot pocieszysz? Czy może o ziemię rzucisz w godzinie szarej, kajdankami nadgarstki skujesz, kapotę na łeb założysz, co ochroni przed zdjęciami do gazet, i pod lufą kałacha żandarma z domu zabierzesz?
(Fabryka frajerów)

2009-06-01

Wywiad dla "Tygodnika Solidarność"

Rozmowa z Krzysztofem Beśką, autorem powieści Wrzawa i Bumerang.

Niech zrobią coś dla swoich

– W autoryzowanej przez Pana notce biograficznej czytamy: "urodził się 2 kwietnia 1972 roku w Mrągowie nad jeziorem Czos. Dzieciństwo spędził nad jeziorem Jeziorak w Iławie." Żaden inny młody polski pisarz nie podkręśla tak mocno przywiązania do regionu. Z kolei bohaterowie Pana Wrzawy, gdy zatapiają się w Warszawie, w starym warmińsko-mazurskim gronie, wznoszą toast: "Kariery albo PGR-y". Która z postaw zwycięży, gdy różnica między regionami w kryzysie się pogłębi?

– Nigdy nie wypieram się swoich korzeni...


2009-05-11

Złapać Krajewskiego

1. Udało mi się złapać najnowszego Krajewskiego, a raczej najnowszego Mocka. Tytuł inny niż poprzednie, bo brak w nim słowa Breslau. I słusznie, bo akcja dzieje się w przedwojennym Lwowie. Pierwszą rzeczą, jąką chciałem zrobić po tym odkryciu, był telefon do prozaika Pawła Jaszczuka z Olsztyna, który napisał i wydał w Rebisie powieść Foresta Umbra. Jej akcja dzieje się w tym samym miejscu i czasie. Czy można tu mówić o "wejściu komuś w szkodę"? Chyba nie, wszak tematyka, miejsce i czas akcji nie są przecież własnością autorów. Mam tylko nadzieję, że ktoś o tym wspomni w jakiejś recenzji, porówna, sięgnie po Jaszczuka. Z drugiej strony szkoda, że Paweł nie poszedł za ciosem i nie ciągnął dalej przygód redaktora Sterna. Może zresztą to zrobił, ale kolejnych książek brak.
2. Doktor Krajewski to autor świetny i prywatnie człowiek bardzo miły. Jako wierny czytelnik i fan Mocka, życzę mu samych sukcesów. Ale błąd wytknąć muszę. O jednym, w kryminale Aleja samobójców, powiedziałem mu osobiście, na promocji książki w warszawskim Punkcie. Bohater książki kopie puszkę po piwie Gdańskim. Otóż Gdańskie jest tylko w... butelkach. Drugą rzecz znalazłem w Głowie Minotaura. Jeden z bohaterów w roku 1937 wspomina coś o wakacjach na plaży we Władysławowie. Otóż nazwa ta ostnieje dopiero od roku 1938, zresztą wtedy nazwano tak tylko port, cała reszta to była Wielka Wieś Hallerowska. No, ale jako człowiek z północy złapałem Krajewskiego – południowca na błędach typowo północnych. Pewnie gdybym coś pisał o Wrocławiu, też bym się gdzieś pomylił.
3. Moje łapanie Marka Krajewskiego to nic w porównaniu z tym, co zrobiło krakowskie wydawnictwo Znak, które zaproponowało autorowi umowę na cykl książek tylko dla nich. Szczegóły, także te związane z pieniędzmi, to tajemnica. Jedno jeste pewnie: ojciec Mocka jest już zawodowcem.

2009-05-07

Poezja – Dzisiaj – Nigdy

Mówi się, żeby nie wchodzić dwa razy do tej samej rzeki. Ale jeśli koryto szersze, w woda nie niesie już brudów, to czemu nie? Dlatego odwiedziłem kolegów ze Związku Literatów Polskich (dokładnie tych, których nie obrzucałem obelgami we wpisie kilka miesięcy temu). Okazja była, by pogadać, przypomnieć stare dzieje. I zacząć od nowa. Okazało się, że periodyk "Poezja Dzisiaj" chce nam dać we władanie sto (może mniej, może więcej, nie pomnę) stron. Świetny pomysł, by się zaprezentować, nawet w grupie, w grupie zawsze raźniej. No, tylko że po kilku dniach okazało się, że żeby móc ogłosić się z wierszami (ja planowałem dać kilka piosenek), należy uiścić drobną opłatę – mianowicie 200 złotych polskich. Od osoby! Podziękowaliśmy zatem panu Nawrockiemu za tę propozycję. Może nie tym razem. Może niech się sam, kurwa, buja, szuka innych naiwnych, niedowartościowanych jeleni, amatorów z pieniędzmi. A jednak syf rzeką jeszcze płynie. Szlam i gówno. 
Mówi się, że muzyka łagodzi obyczaje. A poezja zbliża. Ale tak długo, jak będą mieli dostęp do papieru (poza toaletowym) ludzie pokroju Nawrockiego, tak nie ma co marzyć choćby o zbliżeniu ze Stowarzyszneiem Pisarzy Polskich.

2009-04-25

POPLIT

Miara popularności albo przynajmniej uznania to, prócz ilość sprzedanych książek, także uczestnictwo w tego typu imprezach. 
Była to w pewnym sensie podróż sentymentalna. Samochód zostawiłem na byłym placu apelowym Fabryki frajerów. Nasze szkolne budynki są remontowane; jeden jest już gotowy do zamieszkania. 5500,- za metr kwadratowy. Nic, znak czasu. Nikt tu nie umierał wcześniej, więc mieszkać można. A co my, absolwenci OLW, odczuwamy, patrząc na to, to już nasza sprawa. Spacerkiem udałem się do miasta, starym szlakiem, przez dziurę w płocie przy Dworcu Zachodnim. Przede mną dwie godziny, jak kiedyś, gdy ogłaszano Czas wolny. Olsztyn zmienił się przez te 20 lat. Najbardziej chyba Starówka. Na zamku tylko ślad po ściętej lipie (jak się potem dowiedziałem, to sprawka pioruna), coctail mleczny nieczynny, w ulubionych spożywczakach banki... Tylko fosa pięknie wyremontowana, choć zamknięta, więc piwka nie ma gdzie spokoju spożyć.
Czas jechać do Świątek. Spotkanie w bibliotece, sala pełna, rozmowę prowadzi Bernadetta Darska z Uniwersytetu, szefowa "Portretu". Obok mnie dwaj starsi panowie, pisarze, o których, niestety, wcześniej nie słyszałem. Poruszane problemy to obecność w internecie, obecność na półkach księgarskich, obecność w ogóle.

2009-03-03

Okładka

Pojedziemy chyba tym tropem, co? A raczej... pójdziemy. Tak na marginesie, dawno nie miałem na nogach "kajdanów". Co to są "kajdany"? Odpowiedź już niebawem na kartach powieści Fabryka frajerów.

2009-02-09

W co się pakujemy?!

On ci pomoże. Twój dowódca. Wykształcony, po takiej szkole jak nasza, i inteligentny. Książki czytał. Dusza człowiek po prostu! Pod warunkiem, że będzie miał do tego głowę. Że mu żona nie ucieknie, bo w leśnym garnizonie nie ma przecież sklepów i koleżanek. Albo nie zacznie się dymać, ślubna, najdroższa moja, z kim popadnie, bo mąż będzie zajebany na kompanii od rana do nocy i od nocy do rana. Tak, pod warunkiem wszak, że pan porucznik będzie miał do tego głowę. Że jeszcze sobie w nią nie strzeli ze służbowego P-83, bo nie będzie potrafił znieść samotności, upokorzenia, poczucia beznadziei albo tego, że mu na przykład wynieśli pół magazynu czegoś tam i teraz będzie musiał z własnej kieszeni zwracać. Albo że jeszcze będzie widział ostro, nie zapije się na śmierć w domowym zaciszu bądź w oficerskiej kantynie...
Bo czy tak naprawdę wiedzieliśmy, w co się pakujemy?!


(Fabryka frajerów)