I znów rocznica, choć tym razem nie okrągła. 108 lat temu, 23 stycznia 1905 roku, urodził się Konstanty Ildefons Gałczyński. Myślę o nim zawsze, gdy mijam głaz przy Towarowej w Warszawie, leżący w miejscu, gdzie stała kamienica, w której mieszkał. Kilka razy odwiedzałem leśniczówkę Pranie, tak z wody, jak i z lądu. Zdążyłem wysłuchać tam Wojciecha Siemiona recytującego wiersze twórcy Zielonej Gęsi. Gałczyński przez długie lata pozostawał pod wpływem Mickiewicza. Kto dziś inspiruje się Gałczyńskim? Kiedyś słyszałem, że można owe wpływy znaleźć w moich wierszach. Możliwe, choć to już zamknięty rozdział. Konstanty Ildefons Gałczyński, choć kojarzony jest z wieloma miejscami, to dziś także ambasador Warmii i Mazur, choć w mojej ocenie słabo dość wykorzystywany. Jest wiele pięknych wierszy, ale wspomnę tu tylko jeden. Usłyszałem go po raz pierwszy właśnie na Jeziorze Nidzkim, Piotr S., dziś dyrygent i pedagog, na chybił-trafił otworzył tomik, który właśnie kupiłem, i przeczytał:
Siódme niebo.
Zima była, gdy wysiadłem z autobusu
i rzuciłem się w twoje ramiona,
i twych włosów, twych wieczornych włosów
ogarnęła mnie woń niezmierzona.
Księżyc zniżył się, błysnął nad klamką,
potem odszedł i wplątał się w drzewo.
Pierścień nocy nad nami się zamknął
i zaczęło się siódme niebo.