2012-05-11

Przychylnym okiem


Pisze Karolina Galewska: "Wieczorny seans mile mnie zaskoczył. Nie tylko niebanalną fabułą, ale również kreacją bohaterów. Sylwetki postaci były wyraźne, starannie dopracowane. Na szczególną uwagę zasługuje tutaj oczywiście główny bohater, Konstanty Podbiał. Niby zwykły gliniarz, jednak nie do końca. Potrafi odpyskować, rozśmieszyć i zdawać by się mogło, że jest człowiekiem, który twardo stąpa po ziemi. Tymczasem jest on zagubiony; mieszka w stolicy od dłuższego czasu, a mimo to wciąż nie potrafi się tu odnaleźć. (...) Poznał świat show-biznesu, który rządzi się własnymi zasadami, jednak on nigdy nie zamierzał się im podporządkowywać, patrzy na to z dystansem i nie ubolewa nad faktem, iż wyraźnie tam nie pasuje. Ta postać wzbudziła we mnie pozytywne emocje i z niecierpliwością śledziłam każdy jego ruch. I choć z początku sprawiał wrażenie nieco chłodnego, obojętnego, to jednak los zupełnie obcych ludzi nie jest mu obojętny, co zostało wyraźnie wyeksponowane. (...) Książka pana Beśki trzyma w napięciu do ostatnich stron; dopiero pod koniec zagadka zostaje rozwikłana. Cóż więcej mogę powiedzieć? Wieczorny seans to naprawdę porządnie zrealizowana powieść kryminalna, która porusza wiele kwestii, co z kolei składa się na jej nietuzinkowość. Serdecznie zachęcam do sięgnięcia po tę pozycję. Jestem pewna, że się nie zawiedziecie".


całość na:
http://przychylnym-okiem.blog.onet.pl/254-Krzysztof-Beska-Wieczorny-,2,ID470171479,n

2012-05-08

Trzeci brzeg Styksu od dziś...

... do kupienia w księgarniach, nie tylko dobrych, jak brzmi reklamowy slogan, ale wszystkich, bo to jest klucz do sukcesu. Jeszcze przed premierą zastanawialiśmy się z wydawcą, czy to thriller, czy kryminał, bo że retro, to pewne. Mam nadzieję, że Stanisław Berg będzie tak samo skutecznym detektywem jak Holmes i Fandorin, a jego przygody równie ciekawe. Cieszę się bardzo, że książka wyszła w Poznaniu, do którego to miasta mam taki sam sentyment, jak do Łodzi. 

2012-05-07

Z gorzką i ostrą ironią

Pisze Daniel Koziarski: "Abstrahując od legendy 07 zgłoś się, który jest dla polskiego serialu kryminalnego tym, czym dla polskich produkcji wojennych Stawka większa niż życie, trudno znaleźć jakikolwiek odcinkowiec, który mógłby konkurować w swojej kategorii z Gliną Pasikowskiego (niektórzy pewnie, może słusznie, wskażą Pitbulla). Chyba już nawet najzagorzalsi fani serii pogodzili się jednak z tym, że trzeciego sezonu nie będzie.
   Czytając Wieczorny seans Krzysztofa Beśki miałem nieraz przed oczyma właśnie duet policjantów Gajewskiego i Banasia (odpowiednio Radziwiłowicz i młody Stuhr). I nie chodzi wcale o paralele - stary i młody policjant, stolica, a raczej o umiejętne uchwycenie przez Beśkę pewnej atmosfery, która - oczywiście w dużej mierze to wrażenie oparte na czytelniczym instynkcie - winna cechować dobry, realistyczny kryminał rozgrywający się w warszawskich realiach. 
   Nie jest to rzecz rewolucyjna w żadnej mierze. Komisarz Konstanty Podbiał, nie wyróżnia się specjalnie na tle innych bohaterów polskich kryminałów. Autor na swojej stronie zaznaczył, że irytuje go, kiedy pisarze nadają policjantom swoje cechy (słuszna do pewnego stopnia uwaga), ale mam wrażenie, że nie chcąc powielić tego konstrukcyjnego błędu, przy okazji zrezygnował z jakiejś odważniejszej indywidualizacji. Szkoda, bo przecież nie o to chodzi, żeby zamknąć Podbiała w klatce z innymi "rasowymi psami", ale żeby wrył się mocno w czytelniczą pamięć. Mamy tutaj dobrze skonstruowaną kryminalną intrygę (choć nie na miarę opadającej szczęki czy ciarek na plecach), odpowiednio dawkowane napięcie i sporo obserwacji natury obyczajowo-społecznej. I to te ostatnie przede wszystkim czynią Wieczorny seans książką bardzo udaną. Skojarzenie z głośną Wrzawą tego samego autora jest jak najbardziej na miejscu. Znowu, bez ideologicznego nadęcia, z gorzką i ostrą ironią rozprawia się Beśka zarówno ze strukturą korporacji, paradoksami rynku pracy jak i młodymi wielkomiejskimi wilkami (którzy - jak stwierdza złoślwie bohater książki - jeszcze pół roku temu sikali za wiejską chatą). Do tego dochodzi mocno eksponowany segment tej powieści traktujący o celebrytach - polski show business telewizyjny dostaje razy. Wielki plus również za ciekawy obraz Warszawy, która w powieści, choć w tle, to jednak żyje swoim wyraźnym życiem. A przy tym Beśka jest warsztatowo bardzo dobrym pisarzem, któremu wyczucie skutecznie pozwala omijać szerokim łukiem wszelkie przejawy pretensjonalności.
    Pewnie doczekamy się kontynuuacji przygód komisarza Podbiała. Ja w każdym razie nie miałbym nic przeciwko temu. Wrzawa musi trwać"

"Nasz Olsztyniak" 29.04.2012


2012-04-25

Po spotkaniu

W kameralnej atmosferze klubu Grawitacja oficjalnie powitaliśmy na świecie Wieczorny seans. Podczas spotkania prowadzonego przez szefową Wydawnictwa MG, Ewę Malinowską-Grupińską, odpowiadałem na wiele ciekawych pytań. Mam nadzieję, że nie mniej ciekawie i wyczerpująco. Najtrudniej było przekonać wątpiących, że mój kryminał jest naprawdę kryminałem, a sympatia do miasta szczera. Wszystkim uczestnikom spotkania bardzo dziękuję za wspólnie spędzone chwile. Do następnego razu!

2012-04-23

2012-04-20

W Radiu Dla Ciebie

Dyskusja o najnowszej książce, na gorąco i na żywo. Jako że kryminał warszawski, będzie nas słychać na całym Mazowszu. Jutro, to jest w sobotę, o 17.00 w Radiu Dla Ciebie. Zapraszam!

2012-04-19

Wieczorny seans od dziś

Dziś wchodzi do księgarń moja najnowsza, czwarta już powieść. Wieczorny seans to współczesny warszawski kryminał. Nie byłbym jednak sobą, gdyby główny bohater, komisarz policji, nie pochodził z Warmii i Mazur. We współczenych kryminałach wkurza mnie to, że autorzy nadają swoim bohaterom swoje cechy. Tu erudyta, tam polonista z wykształcenia, jeszcze gdzie indziej doskonały kucharz. Czy Kostek Podbiał będzie prawdziwym psem? Mam nadzieję, że tak. W mordę w każdym razie dać umie. Kiedyś słyszałem, że gliniarz powiniem mieć o jeden zwój mózgowy więcej niż przestępca, by mógł go złapać. Nie zgadzam się z tym, mam wielu kolegów w policji i to szalenie inteligentni ludzie. Ale policjant w dobrym kryminali winien gonić za przestępcą, a nie wdawać się w filozoficzne dysputy. Zapraszam do księgarń!

2012-04-05

Wielkanoc 1892

Na świątecznym, wielkanocnym stole w domu łódzkiego detektywa, Jewgiennija Aleksandrowicza Riepina, nie brakowało niczego. Okazją do wystawnej uczty nie było tylko najważniejze święto chrześcijan, obchodzone przez wyznawców prawosławia tydzień po Wielkiej Nocy katolickiej, czyli 24 kwietnia 1892 roku.

W tym roku czczono bowiem życie – po wypadkach ostatnich dni, kiedy ten dar największy o mało co nie zostałby zabrany wielu ludziom, nie można było i nie chciano inaczej! (...)

2012-04-03

Idzie, idzie...

http://www.empik.com/wieczorny-seans-beska-krzysztof,p1048155824,ksiazka-p

http://www.wydawnictwomg.pl/wieczorny-seans/

http://merlin.pl/Wieczorny-seans_Krzysztof-Beska/browse/product/1,1018956.html

2012-04-02

Co mogę powiedzieć o życiu?

* * * [Zastępowałem w klatce dzikie zwierzę]

Josif Brodski

[tł. Stanisław Barańczak]

Zastępowałem w klatce dzikie zwierzę,
wypalałem swój wyrok i ksywę gwoździem na ścianie baraku,
grałem w ruletkę, plażowałem na Riwierze,
jadłem obiad z diabli wiedzą kim we fraku,
z wysokości lodowca świat oglądałem polarny,
trzykroć tonąłem, dwakroć mnie skalpel chlastał,
rzuciłem kraj, który mnie wykarmił…
Z tych, co mnie zapomnieli, złożyłoby się miasto.
Włóczyłem się po stepach, gdzie wrzask Hunów brzmi jeszcze w wichrze,
przywdziewałem ubrania pod dyktando kolejnej mody,
siałem żyto, kryłem papą smołową spichrze,
piłem każdy płyn z wyjątkiem suchej wody.
W sny moje wbiła się straży oksydowana źrenica,
chleb wygnania żarłem ze skórką, oczyszczając z okruchów blat;
przyzwalałem strunom głosowym na wszystkie dźwięki prócz wycia -
w końcu przeszedłem na szept. Dziś mam czterdzieści lat.
Co mogę powiedzieć o życiu? Że rzecz to w sumie dość długa.
Tylko nieszczęście budzi we mnie zrozumienie,
ale dopóki ust mi nie zatka gliniana gruda,
będzie się z nich rozlegać tylko dziękczynienie.

2012-03-19

Wieczorny seans

Mamy już okładkę, mamy plecy, gdzie po raz pierwszy widnieją loga patronów medialnych (poprzednim wydawcom nie chciało się o to zabiegać albo po prostu byli za ciency w uszach!), grzbiet i termin premiery. Jeśli nic się nie stanie, a przede wszystkim Empik nie stanie okoniem, to książka wyjdzie 19 kwietnia. W okładce Wieczornego seansu widzę lekkie nawiązanie do Wrzawy, swoistą klamrę. Można powiedzieć, że to będzie drugie otwarcie.

2012-03-06

Research...

Dwudziestolecie międzywojenne to bardzo ciekawy okres – pod każdym względem, także literackim. Wkrótce zaczynam coś zupełnie nowego, poza cyklami. Wcześniej jednak – lektury, powieści znane i mniej znane, pisane wówczas i pisane o. Do tego pinakoteki, mapy, zdjęcia, rozkłady jazdy pociągów, komunikacji miejskiej etc.

2012-02-29

Miron

To było jakoś w 1999, może 2000 roku. Szedłem na wywiad z aktorką Moniką K., z którą umówiłem się w restauracjo-kwiaciarni Nei Fiori na Mokotowie. Miałem jeszcze chwilę, więc wstąpiłem do biblioteko-księgarni na Dąbrowskiego. Nie zajrzałem jednak ani na lewo, ani na prawo, bowiem na wprost stał karton z książkami do wzięcia. Nie musiałem też mocno grzebać, by w mojej dłoni znalazł się egzemplarz (cholera, zaczynam jechać Zafónem; nowa książka, z cyklu tych nie dla dzieci, już w kwietniu!) Donosów rzeczywistości Mirona Białoszewskiego. Otwieram i widzę dedykację-wiersz: Pani Helenie Krajewskiej/Dzień dobry/okno odsłonięte/ja w łóżku/Le czyta to, co tu/a pani mnie rysuje/i tak powstały/cztery Mirony/i już zostaną/jak to Pani mówi o/pisaniach i malowaniach/–to zostanie, to/już zostanie/18 grudnia 1973/Miron piąty. A na następnej stronie: z pokłonami dla p. Juliusza i jego pejzaży/Miron Ktoś wyrzucił coś takiego? Na to wyglądało. Nie mam podstaw sądzić, że to nie Białoszewski napisał te słowa własnoręcznie, zresztą na świeżo wydanej książce. Chciałem to sprawdzić w jego dzienniku sekretnym, który właśnie wyszedł, ale, niestety, zaczyna się dużo później. Tak czy inaczej, mam w bibliotece taką pamiątkę, którą nie potrafię się nie pochwalić.

2012-02-22

Redakcja "Trzeciego brzegu Styksu"

Kurier przyniósł mi wczoraj kopertę z ryzą papieru. Zadrukowaną i zapisaną ołówkiem. To redakcja mojego Trzeciego brzegu Styksu z wydawnictwa Rebis z Poznania. Biorę się zatem za robotę: odnieść się do poprawek, to i owo skrócić czy wyrzucić.

Jak ważny to etap, wie każdy, kto wypuszczał swoją książkę w świat. Można wiele zyskać albo wiele stracić. Tak jak wydawnictwo, którego nazwy nie wymienię, a które wydało trylogię Millennium Larssona. Czytam właśnie II tom. Książka ma 700 stron, a mogłaby mieć spokojnie 500. Jeszcze jakoś przebolałem, jak Lisbeth przez kilkanaście stron robiła zakupy w Ikei. Ale za każdym razem, gdy ktoś wypił lub zaparzył w tej powieści kawę, mam ochotę rzucić książką o ścianę. Na każdej stronie jest "kawa", co dwie strony ktoś "patrzy komuś w oczy", co trzy – "kiwa głową". Kurwa! Za co wziął pieniądze redaktor tej książki?!

2012-02-15

Na podium

Pisze Maciej Partyka: (...) Dużym atutem są wiernie oddane realia minionej epoki. Beśka, podobnie jak Orbitowski w „Tracę ciepło”, opisuje jak na oczach bohaterów rodzi się kapitalizm w postaci ulicznych straganów, na których sprzedaje się wszystko co popadnie. Licealiści inspirują się napisami na murach, śpiewają chórem hity z lat osiemdziesiątych, obserwują happeningi Pomarańczowej Alternatywy. Część z nich w ramach buntu ostentacyjnie nosi długie włosy – tzw. Wałdochy (czy ktoś pamięta jeszcze reprezentanta Polski Tomka Wałdocha z najlepszych lat?). To czego brakuje w „Fabryce Frajerów” to jakaś dobra historia, która byłaby w stanie wciągnąć czytelnika. Zbiór wspomnień, historyjek, anegdot i śmiesznych sytuacji czyta się nieźle, niemniej brakuje tego czegoś, co sprawiłoby, że nie oderwiemy się od książki. Kilkunastu bohaterów – uczniów, ich rodziców, nauczycieli, wychowawców, wojskowych – przewija się w różnych sytuacjach, niemniej trudno powiedzieć, żeby któryś z nich budził jakąś szczególną sympatię i był obiektem wyjątkowego zainteresowania. Krzysztof Beśka ma dobry warsztat i dysponuje lekkim, gawędziarskim stylem. Dlatego, mimo że jego książka fabularnie nie powala jest raczej godna polecenia. Szczególnie dla tych, którzy lubią poczytać o młodzieży, ale już niekoniecznie coś dostosowanego do młodego, niewymagającego odbiorcy. W tej kategorii powieści obyczajowej, nawiązującej do czasów szkolnych, widziałbym „Fabrykę Frajerów” na podium zaraz za „Tracę Ciepło” Łukasza Orbitowskiego i „Złem” Jana Guillou.

całość na: http://votum-separatum.net/index.php/2012/01/02/fabryka-frajerow/

2012-02-08

W sprawie ACTA

Krótko: wszystkie moje słuchowiska można znaleźć w internecie i ściągnąć z różnych Chomików. I wcale mi to nie przeszkadza! Niech ludzie słuchają; może, zainteresowani, sięgną potem po moje książki... Zresztą Teatr Polskiego Radia jakoś moich sztuk nie wznawia, zresztą nowych też już nie bierze, bo pieniędzy mało, a trzeba wystawiać znajomków. Ruch przeciwko ACTA w Polsce również mile mnie zaskoczył, tłumy protestujących na ulicach przywodzą na myśl stare lata. Jak widać, nie wszyscy mają wszystko w dupie, nie wszyscy gonią tylko za kasą.

2012-02-07

Ostatni, czyli wieczorny

Tak jak Chińczycy nie dali rady, uciekli ze swojego odcinka autostrady A2 i polskie firmy musiały wjechać tam swoimi maszynami, a i pewnie wiele poprawić, tak po Nowym Świecie wchodzi Wydawnictwo MG. Prace redakcyjne na warszawskim kryminałem ruszyły od nowa. W pliku, który otrzymałem, jest trochę czerwono. I dobrze, bo zawsze można coś ulepszyć. Zmieniamy też tytuł: zamiast Ostatniego seansu będzie Wieczorny. Tak dla większego spokoju, tym bardziej że Agatha Christie popełniła opowiadanie o takim dokładnie tytule. Czekamy na okładkę. Snajper wystrzeli już niebawem...

2012-02-01

Na nartach...

... nie jeździłem. Zbuntowałem się. Rodzina, owszem, niech śmiga. Ale ja? Chłopak z Mazur?! Sanki, jak najbardziej, z tej górki na zdjęciu, po lodzie, nie wyhamowawszy, wjechaliśmy ze Stasiem w zaspę, a drugi odcinek skończyliśmy na parkingu. A jak Tatry, to zawsze myśli o SIW. No to jakiś cytacik z Niego, do tego zdjęcia będzie dobry. Widoczek kojarzy mi się z pocztówkami z edycji paulińskiej, gdzie zawsze drukowali jakąś złotą myśl. "Przetrwać – to już jest wiele, gdy naokoło widzi się zalewającą nas pustynię ducha – pogodzić się z beznadziejnością i żyć w prawdzie, a nie omamiać się urojonymi nowaliami, które niby nadejść mają – nie brać ostatnich podrygów za zaczątki rzeczy nowych... Jakże łatwo jest obiecywać jasną przyszłość, bełkocząc nieszczerze, ze skłamanymi łzami w oczach, banalne, oklepane pocieszenia ludzi niezdolnych do okrutnego myślenia: że przecież zawsze były wahania i oscylacje i ludzkość coś sobie dla uciech zawsze wynalazła..." (SIW, Nienasycenie).

2011-12-29

40 miesięcy

1 września 20o8 roku siadłem do komputera i zacząłem tłuc w klawiaturę. Codziennie, konsekwentnie, świadomie, nie bacząc na nic ani nie oglądając się na nikogo. W Sylwestra minie 40 miesięcy od tej chwili. Można przez ten czas kilka razy zostać ojcem. Ja napisałem przez ten czas siedem powieści w trzech cyklach. Nie chce mi się liczyć, ile wyszło na jedną, bo to nie o to chodzi. Ważne jest to, że w przyszłym roku w trzech wydawnictwach wyjdą książki rozpoczynające te trzy cykle, każdy inny. Mam wrażenie, że nikt tego jeszcze nie próbował, choć mogę się mylić. Zobaczymy. Aktor może zagrać różne postacie w kilku różnych filmach w krótkich odstępach. A ja przecież tylko opowiadam historię... Przez te 40 miesięcy wiele się też nauczyłem, nie tylko w kwestiach ściśle pisarskich, ale też w kwestiach, którymi autor musi się zająć, gdy już książkę napisze i ocyzeluje. Najważniejsza nauka jest taka: nie negocjować już z redaktorami, bo to do niczego dobrego nie prowadzi. Nie rozmawiać niżej niż dyrektor wydawniczy, dotrzeć do właściciela, prezesa. Bo szeregowemu redaktorowi zawsze będzie łatwiej powiedzieć "nie" zamiast "tak". Pięciu na dziesięciu z nich w ogóle nie rozsznuruje maszynopisu ani nie otworzy pliku z powieścią w komputerze. Dziewięciu na dziesięciu z nich, nawet gdy przeczyta, nie podłoży się, nie zaryzykuje ciepłej posadki, zawsze będzie wiedziało lepiej. Jak pisał Głowacki, "talenciki u nich mizerne, za to kompleksów od chuja". Sama to prawda. Nie to, że mam się za nie wiadomo kogo. Ale też mam dość skakania po sobie. Kończę zatem ten rok wraz z drugą częścią thrillera dla Rebisu i jeszcze jedną zmianą. Wydawcą Ostatniego seansu , warszawskiego kryminału, nie będzie Nowy Świat, z którym współpracę zdecydowałem się zakończyć, tylko warszawskie Wydawnictwo MG, z którym właśnie podpisałem umowę. Książka będzie na plażę.

2011-11-28

Biały kruk

Niedawno skończyłem czytać (dla przyjemności, ale też niezmiennie po to, by pozostawać w realiach XIX wieku) Spowiedź. Sens nocy Michaela Coxa. To thriller, którego bohaterem i jednocześnie zabójcą jest bibliofil. Tak motywowany, przyjrzałem się swojemu księgozbiorowi. Jest dość bogaty, jak na nasze warunki mieszkaniowe. Jak stare książki zawiera? Dotąd myślałem, że najstarsze pochodzą z lat dwudziestych XX wieku. A tu miła niespodzianka: ma pewną pozycję, której okoliczności zdobycia lepiej przemilczę, która wygląda staro, ale nie ma informacji na temat druku, daty, drukarni. Dwa dni temu odnalazłem te dane – dokładnie w połowie książki. Bacona Metoda Michała Wiszniewskiego została wydrukowana w roku 1876, ma więc 135 lat!

2011-11-09

Wrzawa wciąż aktualna?

Już myślałem, że się mi debiutancka książka zestarzała. A jednak nie! Z najnowszych danych resortu pracy wynika, że pod koniec września było około 213000 bezrobotnych z dyplomem uczelni wyższej – o ponad 22000 więcej niż przed rokiem. Wśród bezrobotnych absolwentów wyższych uczelni dużo jest ekonomistów, pedagogów, specjalistów od marketingu i handlu, politologów oraz socjologów...
Więcej tutaj:
http://praca.wp.pl/title,Najwiecej-bezrobotnych-jest-po-ekonomii-pedagogice-politologii,wid,13965332,wiadomosc.html


2011-11-02

Trzeci brzeg Styksu!

Była Wielka Sobota 1892 roku. Zegar na wschodniej wieży neorenesansowego budynku dworca wskazywał punktualnie godzinę pierwszą po południu. A to oznaczało, że do odjazdu pociągu do Łodzi pozostało dokładnie siedem minut.

Dwaj mężczyźni w średnim wieku, ubrani wedle najnowszej angielskiej mody i siedzący przy stoliku w barze klasy pierwszej, zdawali jednak w ogóle się tym nie przejmować. W spokoju sączyli herbatę i rozmawiali półgłosem. Nie zwrócili też większej uwagi na pojawienie się przy nich zaaferowanego bagażowego, któremu najpewniej powierzyli wcześniej swoje walizki.

Izwinicie... – zwrócił się do nich człowieczek.

Jeden z mężczyzn, o kilka lat starszy od swojego towarzysza, z niechęcią przerwał rozmowę i popatrzył koso na bagażowego.

– Mów po ludzku – warknął, w dodatku niezbyt głośno, a mimo to jego polszczyznę można było określić jako najczystszą.

Pojezd... To znaczy chciał powiedzieć, że pociąg zaraz odjeżdża, miłościwy panie. Pociąg do miasta Łodzi. Za sześć minut... – wydukał kolejarz, czerwieniąc się przy tym.

– Miłościwi panowie to nie tutaj. Następne drzwi – zaśmiał się drugi z mężczyzn, by zaraz dodać, patrząc na kamrata: – My jesteśmy prości inżynierowie.


Inżynierowie wyjadą z Dworca Wiedeńskiego i dojadą do Łodzi w pierwszej połowie przyszłego roku, a wszystko dzięki temu, że właśnie podpisałem umowę na wydanie thrillera Trzeci brzeg Styksu z poznańskim Domem Wydawniczym REBIS. Wielka sprawa i wielkie wyzwanie.

2011-10-18

Notka bio

Kiedyś, żeby się czegoś dowiedzieć, łapało się za encyklopedię. Dzisiaj to książki, które deaktualizują się najszybciej. Jakiś czas temu wypełniłem formularze do leksykonu Who is who w Polsce. Jak wygląda efekt tej pracy, nie wiem i pewnie się nie dowiem. Taki leksykon kosztuje kilka tysięcy złotych (śmiem twierdzić, że po to właśnie powstaje: żeby jego bohaterowie mogli go kupić, postawić na półce, cieszyć się widokiem swojego nazwiska w druku...). Ale notka biograficzna być musi. Jeśli chodzi o moją, to można ją znaleźć w Wikipedii i, od kilklu dni, także w Leksykonie Kultury Warmii i Mazur. Tutaj:
http://leksykonkultury.ceik.eu/index.php?title=Krzysztof_Beśka

2011-10-11

Głos w sprawie internetu

Wziąłem udział w sondzie, opublikowanej na łamach kwartalnika "VariArt": Literatura w sieci. Owszem! Ale tylko jako forma promocji tradycyjnych nośników, czyli książek i periodyków. Jestem i najprawdopodobniej zostanę tradycjonalistą pod tym względem. Książka musi mieć swoją wagę, grubość, zapach, winna wydawać dźwięk, szelest przewracanych kartek. E-booki? Owszem, ale, w mojej ocenie, jeszcze wiele wody upłynie, nim wyprą tradycyjną książkę. Codziennie widzę, jak kobiety usiłują wepchnąć “cegły” Larssona do swoich małych torebeczek – i zawsze im się to udaje! A zatem – promocja, reklama, szum wokół dzieła. Bo nikt książki nie kupi, jeśli jej okładka czy nawet fragmenty nie znajdą się wcześniej w internecie – już to w księgarniach internetowych, już to na portalach społecznościowych, gdzie można ją promować w profilu autora bądź założyć profil oddzielny. Również autor bez swojej strony www albo przynajmniej bloga dziś nie istnieje. Kiedyś życie intelektualne toczyło się w kawiarniach, potem przeszło na wyższe uczelnie. Dziś dyskusja toczy się w sieci, przynajmniej jej część. Inna rzecz to problem, w jaki sposób zaklasyfikować, jak wpisać do bibliografii recenzje książek, które istnieją tylko w sieci. Czy istnieją już jakieś przepisy w tej kwestii? Jest też niewątpliwie internet miejscem, gdzie mogą się pokazać debiutanci, swego rodzaju przedsionkiem, półką skalną w drodze na Parnas. Ale tylko jeden na dziesięciu będzie mógł iść dalej i wyżej, zadebiutować jako autor książki pachnącej drukarską farbą.

2011-09-23

Pierwsza księga

Gdybym był megalomanem, zacząłbym: "Kiedy pytają mnie, nad czym aktualnie pracuję...". A potem pewnie użyłbym słów "gorąco namawiają mnie, żebym...". Na szczęście nie jestem i mam nadzieję, że nigdy nie będę. Poza tym na palcach rąk można policzyć osoby, których w ogóle obchodzi, co robię, co piszę i czy piszę. Nie, to nie jesienna chandra. Tak po prostu jest. Kurwa, że dodam dla lepszego efektu. Ale mam tego bloga i mogę sobie tu pisać, co chcę. I napiszę, że właśnie skończyłem I księgę (z trzech) nowej powieści. To druga część thrillera, którego akcja rozgrywa się w Łodzi końca XIX wieku. Tytuł: Pozdrowienia z Londynu. A tu świeży fragment, pewnie z błędami i niezgrabnościami, ale mam to w dupie: – Nasz klient nazywa się Antoni Metz, handluje mąką, z której wypieka się chleb, który na co dzień jemy – perorował Riepin. – Odwiedziwwszy mnie przed dwoma dniami, skarżył się, że zaginęła mi bardzo cenna, rodzinna pamiątka. Nie może zgłosić sprawy w cykrule, gdyż, jak twierdzi, jest ona bardzo delikanta...

– Jakieś podejrzenia? – chciał wiedzieć Stach.

– Oczywiście. Pan Metz podejrzewa osobę, jak to sam określił, z towarzystwa, w związku z czym nie chcie doprowadzić do skandalu, gdyż, cytuję: to zaszkodziłoby wszystkim...

– A co podejrzewa najlepszy detektyw w tym mieście? – zapytał Berg; wiedział, że jego wspólnik lubi być od czasu do czasu w ten właśnie sposób mile połechtany.

Jewgiennij Aleksandrowicz wzdął policzki, spojrzał w okno powozu, sapnął, wreszcie ciągnął dalej:

– Sprawdziłem, kim jest szanowny pan Metz. Człowiek ów ma skłonność do pokera, a i nie odmawia towarzystwa panien, z którymi nie trzeba się wdawać w filozoficzne spory.

– Tak można powiedzieć o większości ludzi, którzy w tym mieście noszą spodnie i używają brzytwy – wtrącił Stach.

– Tak, to prawda – rzeł Rosjanin i odchrząknął. – Wracając do rzeczy, jestem więcej jak pewny, że ową cenną pamiątkę człowiek ten po prostu przegrał w karty, a teraz chce za wszelką cenę odzyskać. Miałem już kiedyś taką sprawę i wiem, że ta nie pachnie wcale ładniej. Czasami ludzie nie wiedzą, czym się zajmuje prywatny detektyw...

2011-09-09

Rower Prusa

Mam dwudziestoletni rower, tajwański, górski, chyba jeden z pierwszych w Polsce. Gdy zaraz po odebraniu wiozłem go pociągiem, ludzie pytali, co to jest. Dziś rowery górskie stanowią chyba z 80% wszystkich. A ja mam już dość pochylania się, spinania, dyszenia. Nie będę się kreował na sportowca. Dlatego wymieniłem kierownicę na miejską "holenderkę". I tak jest dobrze. Po drugie – właśnie skończyłem czytać Ze wspomnień cyklisty, zapomnianą nowelę Bolesława Prusa z 1902 roku. Czytam Prusa, by zbliżyć się do realiów przełomu wieku XIX i XX, co jest mi potrzebne do pisania drugiej części powieści Trzeci brzeg Styksu. Prus opisuje świetnie okolicę podwarszawską, choć całość naiwna jest i irytująca. Ale fragment jeden wpadł mi w oko: "Nie wiem, czy który z uczonych lub poetów zwrócił uwagę, że rower jest nie tylko istotą żyjącą, ale – bardzo wrażliwą, bardzo subtelną. Łączy on w sobie przymioty arabskiego konia i ptaka. Jest tak lekki, że prawie unosi się w powietrzu – czasie wyścigów okazuje szaloną ambicję – na równej drodze toczy się jak kula, na nierównej drży, na niepewnej chwieje się, pod górę wdrapuje się z trudnością, jak szlachetny rumak, którego zaprzągnięto do wozu. Ale za to z góry – leci na skrzydłach..."

2011-08-22

Kwidzyn

Kiedyś pani w radiu zarzuciła mi, że napisałem słuchowisko o pewnym zjawisku, z którym nie miałem styczności; chodziło o teatr w domu. Poniewczasie przyszedł mi do głowy argument, że przecież Lem też nie był w kosmosie, a pisał o nim – i to jak! Ale rzeczywiście lepiej wiedzieć, o czym się pisze. Czytelnicy sa czujni. Wykorzystując zatem chwilę wolnego, udało mi się dotrzeć do Kwidzyna, gdzie rozpoczyna się akcja mojej powieści Ornat z krwi, którą za jakieś 7-8 miesięcy wyda krakowski Insignis. Widziałem kryptę wielkich mistrzów, których odnalezienie mnie zainspirowało; jest już gotowa, Heinrich von Plauen czeka na gości. Niestety, jak widać na zdjęciu, nie wszystkim się wycieczka podobała... Na osłodę może fragment.
– Co znaleźliście? – zapytał dziennikarz, podsuwając rozmówcy mikrofon z kolorowym logiem stacji pod sam nos.

– Rozpoczynając nasze poszukiwania, chcieliśmy ustalić miejsce spoczynku słynnej średniowiecznej mistyczki, błogosławionej Doroty z Mątowów, która w 1394 roku dała się żywcem zamurować w celi – rozpoczął z lekką sapką profesor. – Tymczasem w krypcie natrafiliśmy aż na dwie trumny, położone bardzo blisko siebie, a w nich kompletne szkielety. Wiadomo, że w katedrze pogrzebano wielkich mistrzów krzyżackich. W istocie, w trumnach znaleźliśmy zapinki zakonnych płaszczy i fragmenty skórzanych pasów rycerskich. Teraz czekamy na badania antropologiczne szkieletów, a także ekspertyzę dendrochronologiczną, którą z dokładnością do jednego roku pozwoli określić czas ścięcia drzew, z których wykonano trumny.

– Kim są... to znaczy kim byli pochowani? – zapytał z dziennikarz bez mrugnięcia okiem, co więcej: z dramatyzmem, jakby przed chwilą znaleziono zwłoki ofiar seryjnego mordercy i gwałciciela, nie zaś średniowieczne truchła,

– Po wstępnych konsultacjach z historykami, możemy domniemywać, iż są to szczątki wielkich mistrzów zakonu krzyżackiego: Wernera von Orselna i Ludolfa Königa von Wattzau...

2011-07-14

Szanty Vol. 2

Przegapiłem marcową premierę, ale lepiej późno niż wcale. Agencja MTJ wydała płytę z piosenkami żeglarskimi, gdzie pośród szesnastu pozycji są też moje Mikołajki (muzyka Marek Matyjewicz). "Król Sielaw wita, chłodzi się już jasne full..." – śpiewa Shantaż. I niech wszystkim idzie na zdrowie!

2011-07-08

Złota aralia

Jak walić, to obiema rękami. Prawy prosty, po nim lewy sierpowy. Dlatego po Ostatnim seansie, w sprawie którego czekamy jeszcze chwilę z hasłem: drukować!, wyjdzie, również w Nowym Świecie, druga część przygód komisarza Konstantego Podbiała, Złota aralia, warszawski kryminał ze wstawkami retrospektywnymi z Powstania Warszawskiego. Oto mały fragment:
Kostek wyjął z kieszeni złożoną kartkę papieru i rozprostowując ją na leżysku wersalki, obok laptopa.

– Pamiętasz ten rysunek, który skopiowałem z wewnętrznej strony okładki zeszytu, gdzie Kazimierski opisał pierwsze dni powstania? – zapytał Joannę. – Przypomniałem sobie o nim, gdy twój dziadek opowiadał o mapie, którą znaleźli nad ranem dziewiątego sierpnia w budce bahnschutzów przy linii obwodowej. Na mapach, nie tylko sztabowych, pewne znaki oznaczają konkretne miejsca. Przykładowo krzyżyk przy krzyżyku to cmentarz, kółko z krzyżykiem na górze to kościół albo kaplica.

– Tak, uczą tego już w podstawówce, na lekcjach geografii... – zgodziła się podporucznik Rieff.

– Oraz w szkółkach niedzielnych w Szczytnie i Emowie pod Wiązowną – dokończył nie bez złośliwości komisarz. – W każdym razie mając tę wiedzę, można też stwierdzić, co oznaczają kółka i gruba czarna linia z poprzeczkami w równych odstępach.

– Las, ogród, park.

– W każdym razie duże skupisko drzew. Przerywana linia to tory kolejowe. Wiem, wiem, może to być zupełny przypadek, a takich miejsc jest w Warszawie wiele. Jeśli jednak połączymy to z faktem, że oddział Kazimierskiego był na dalekiej Woli w okolicach dziewiątego, dziesiątego sierpnia...

Spojrzała na fotomapę Warszawy.

– Zaszyfrowana mapa?

– Od początku tak uważałem, ale jakoś nie było czego się chwycić.

– Możesz powiększyć trochę zachodnią część miasta?

Zrobił to. Przez chwilę wydawało im się, że spadają z ogromnej wysokości.

– Poczekaj! – Joanna wycelowała palcem w jakiś punkt na ekranie, przechylił głowę w lewo. – Co to jest?

Uśmiechnął się chytrze, robiąc identyczny ruch głową.

– To jest drugi gwóźdź, na którym chcę zaczepić swoją teorię. Coś, co z początku wzięliśmy na przekrój poprzeczny łodzi, jest czymś zupełnie innym i, jak widzisz, doskonale odznaczającym się na mapie Google. Może dzięki temu, że kształt ten tworzą kanały.

– Fort?

– Bema. Wszystkie inne, a położone w pobliżu, jak Radiowo, Wawrzyszew czy Chrzanów, wyglądają nieco inaczej. Spójrz.

– To prawda. A co oznacza right 2? Może dwa kilometry na prawo...

– Wystarczy sprawdzić podziałkę i zmierzyć!

2011-06-29

Wystawa

W holu Biblioteki Miejskiej w Mrągowie przy ul. Warszawskiej 26 można oglądać wystawę Mrągowscy Twórcy Literatury przedstawiającą sylwetki i twórczość mrągowskich pisarzy. Są tam krótkie biogramy i książki ludzi tworzących w Mrągowie, bądź z Mrągowa się wywodzących. Jako urodzony w tym mieście, mam honor też tam być, ale... No właśnie. Wszystkie moje książki są akurat wypożyczone, więc nie było czego włożyć do gabloty. A zatem mamy tylko biogram z fotką i skan okładek książek. Wystawę można oglądać do końca wakacji.

2011-06-20

Leonard i Bogdan

Sobotni wieczór z widokiem na Mały Jeziorak. A że w telewizorze nic, słucham radia. Radia Gdańsk, bo ściągam i bardzo lubię. Najpierw Kazik śpiewa Zegarmistrza światła. Wielkim zaszczytem jest dla mnie, że znam osobiście autora tekstu tej piosenki, starej jak ja. To Bogdan Chorążuk, poeta, malarz, autor tekstów piosenek, wielki smakosz życia. Maluje na skaju, pije wino, kocha kobiety, a rachunki płaci, biorąc... ZAiKS za piosenkę tytułową serialu Plebania. Wiele razy odwiedzałem Bogdana w jego samotni na wysokim piętrze wieżowca na Mokotowie.
Jako że akurat Sting koncertował w Gdańsku, audycja obfitowała w jego piosenki. Przy jednej z nich, Sisters of Mercy, prowadzący zadał zagadkę: kto jest autorem i pierwszym wykonawcą tego utworu. Jak nigdy nie biorę udziału w konkursach sms-owych, tak teraz, owszem. Tym bardziej, że prowadzący podpuszczał: nie, to nie jest Bob Dylan... Oczywiście, że nie, bo Leonard Cohen. Tak też napisałem i... wygrałem ten konkurs!
Cohen i Chorążuk mają wiele wspólnego: obaj urodzeni w 1934 roku, piszą piosenki, artyści prawdziwi. Oby byli z nami jak najdłużej.

2011-06-13

Ostatni seans w komórce

Jak donosi Wydawca, Ostatni seans niebawem trafi do druku. Książka będzie dostępna również we wszystkich możliwych formatach – i na czytniki e-booków, i na tablety, i w wersji multimedialnej na iphone’a i ipada. No, a jak ktoś bardzo będzie chciał, to autor może przyjść i poczytać do poduszki :)

2011-06-09

Znad Jezioraka

Wreszcie dotarła do mnie antologia poezji znad Jezioraka Błękitna nostalgia. W środku sześć moich wierszy: pięć z tomu Jeziorak (2000), jeden z Urbi et Orbi (1998). Książka wydana bardzo porządnie, opatrzona licznymi fotografiami, ma klimat. Z antologiami jest zawsze ten kłopot: debiutować w nich można, ale szansa, że ktoś zwróci na twoje wiersze uwagę, jest bardzo mała. Co innego, gdy taka przygoda ma miejsce w momencie, gdy człowiek już przestał, jak ja, pisać wiersze. To swego rodzaju podsumowanie pewnego okresu twórczości, a i dowód, że wciąż mi nad Jeziorak blisko.

2011-06-07

Mały lifting...

... bloga, czyli czas na zmiany.