Trzy lata temu cieszyłem się ja (na zdjęciu widać) z Wawrzynu, który przyznała kapituła nagrody, i tego, który przyznali czytelnicy. Dzisiaj z tych samych powodów cieszył się Zbigniew Waszkielewicz, którego nagrodzono za książkę Wujek Ziuniek na długie zimowe wieczory. Ja też się raduję, choćby z tego powodu, że werdykt jest nieoczywisty. I z pewnością będzie szeroko dyskutowany, oby z pożytkiem dla olsztyńskiego środowiska. Pozostała czwórka nominowanych triumfowała już w latach poprzednich. Niech więc się staną zmiany, niech będzie różnorodność!
2013-05-22
2013-05-21
Wypędzeni?
Wczoraj premier Bawarii, Horst Seehofer, zapowiedział w Augsburgu ustanowienie w tym kraju związkowym Dnia Pamięci o Wypędzonych. Hmm. Tym bardziej zasadne wydaje mi się powołanie do życia bohatera, który nazywa się Adam Sikorski i jest europosłem z Warmii i Mazur. Wystąpi w mojej powieści Krypta Hindenburga i ma swój pierwowzór w żyjącej postaci. Na szczęście.
(...) Był to ten typ polityka, który gros swojego czasu poświęcał nie na przysypianie na sali obrad, a pracę w terenie. Gdyby bowiem rozliczyć go z godzin, jakie spędził na obradowaniu w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, mógłby był uznany za jednego z największych nierobów. Opozycja zresztą już mu to wytykała, nie mogąc zapomnieć, że w ostatecznym starciu pokonał ich miejscowego pupila.
Za o wiele ważniejsze uznawał Sikorski pomoc zwyczajnym ludziom, szczególnie tym, za sprawą których otrzymał swój mandat.
Już pierwsza sprawa, z jaką się do niego zwrócono, stała się swoistym kierunkowskazem dalszych jego działań. Była to obrona Polaków przed roszczeniami majątkowymi Niemców.
Zaczęło się od pewnego pewnego gospodarstwa pod Biskupcem, które postanowiła odzyskać pewna kobieta, mieszkająca w Niemczech od połowy lat siedemdziesiątych. Sądy, pozwy, oskarżenia. Nerwy i łzy ludzi, którzy mieszkali tam teraz. To właśnie na to eurodeputowany Adam Sikorski nie potrafił patrzeć spokojnie. (...)
2013-05-20
Stały motyw
Wczoraj, aby namówić syna do wizyty na Targach Książki, przekupiłem go tym, że na miejsce dojedziemy pociągiem. Udało się. Niedawno zdałem też sobie sprawę, że nie ma pośród tego, co ogłosiłem prozą, pozycji, w której nie występowałby pociąg. Pociągiem przyjeżdża przecież do stolicy bohater Wrzawy, pociągiem ucieka bohater Bumerangu. W pociągu tłumaczy się ze swojego wyglądu (mundur) bohater Fabryki frajerów. Wagonu towarowego szukają bohaterowie Choroby legionistów, w pociągu towarowym po raz ostatni widzimy też bohatera Zandki. No i najnowsze kryminały. Kolejami Mazowieckimi jeździ aspirant Nowak z Wieczornego seansu, a z Dworca Wiedeńskiego rusza do Łodzi nowy policmajster w Trzecim brzegu Styksu. Także w Pozdrowieniach z Londynu nie odpuszczam, bo w pociągu wyjeżdżającym z Łodzi będzie miała miejsce scena finałowa. Jakby więc ktoś chciał napisać o tym pracę, to zapraszam. No bo na zniżki chyba nie ma co liczyć…
2013-05-17
Targi Książki
W tym roku Warszawskie Targi Książki zorganizowane zostały na Stadionie Narodowym. Wpadłem tam wczoraj po robocie. Dziś może też na chwilę wstąpię. To świetny wybór, bo wreszcie człowiek się nie dusi jak w PKiN. Idąc w jednym kierunku, po kolei zaliczasz wszystkie stoiska. Tym razem nie siedzę na żadnym ze stoisk, gdyż książki, które wyjdą, wyjdą w drugiej połowie roku. No i refleksja, do której miejsce to zmusza. Sport jest dużo bardziej uczciwy niż sztuka. Szczególnie taki jeden na jeden, na przykład tenis albo boks. Jesteś lepszy, wygrałeś. Wszystko jest jasne. Nic więcej. Uderzysz za słabo, możesz mieć pretensje tylko do siebie. A w sztuce? A w literaturze? Koneksje, układy, koterie, uzależnienie od czyjegoś kaprysu, asekuranctwo decydentów, załatwianie recenzji, załatwianie nagród.
2013-05-15
Pułapka powieści
Na łamach "Expressu Bydgoskiego" pojawiła się także recenzja Trzeciego brzegu Styksu, również autorstwa Ewy Czarnowskiej-Woźniak, choć już nieco bardziej surowa: "(...) Ta różnorodność wątków i postaci jest dla mnie pułapką tej powieści. We wcześniejszych dokonaniach prozatorskich Krzysztofa Beśki zauważałam reporterskie przywiązanie do obserwacji, doceniałam czujną, wzbogacającą dziennikarską relację dokumentację miejsc i ludzi. W czasie i miejscu akcji Trzeciego brzegu Styksu pokusa jest wielka – zaborowa rzeczywistość wielonarodowego miasta epoki rewolucji przemysłowej pozwala (każe?) autorowi przywołać na karty powieści multum wyrazistych bohaterów, mnogość faktów i zdarzeń (...)".2013-05-14
Za zmysł obserwacji
Pisze Ewa Czarnowska-Woźniak na łamach "Expressu Bydgoskiego" w recenzji Zagraj to jeszcze raz: (…) Krzysztof Beśka nie jest nowicjuszem na polskim rynku powieściowym. Docenia się go, przede wszystkim, za zmysł obserwacji współczesnej, wolnorynkowej rzeczywistości, z wszelkimi jej zniekształceniami. Wydaje się, że kapitalne znaczenie ma tu doświadczenie autora w pracy reporterskiej. Czujny zapis relacji międzyludzkich, świetne charakterystyki postaci, wyjątkowo spostrzegawcze opisy wielkomiejskiego krajobrazu, podnoszą walory lektury. Jeśli policjant używa soczystego, potocznego języka i nie stroni od działań już zza granicy regulaminu, a przestrzeń zaludniają ludzie zmęczeni jednostajnym życiem, ciągle jednak nie pozbawieni wiary w jego odmianę – ufamy, że to może być obraz prawdziwy.
2013-05-13
To nie trailer…
Nie, to nie jest trailer Pozdrowień z Londynu, choć trudno o lepszy. Zawsze twierdziłem, że nasze pisarskie pomysły to nic w porównaniu z tym, co niesie życie. Jak potrafi zaskoczyć. I przerazić. Ciekawe, co jeszcze kryją łódzkie piwnice… czytaj
2013-05-12
2013-05-10
2013-05-09
Matura 1938
Bardzo mi się podoba określenie, którego użyłem wczoraj i które zapożyczyłem od Jamesa Pattersona. Chodzi o "na małym ogniu". Dziś zacząłem prace nad kolejnym tekstem, który dotąd dojrzewał na takim ogniu właśnie. To posolić, tam popieprzyć, zamieszać, ściągnąć szumowiny. A wszystko ku pożytkowi ogólnemu i przyjemności czytania. Bohater chodzi do II LO imienia Batorego w Warszawie (na zdjęciu, mijam ten gmach codziennie w drodze do pracy) i właśnie przygotowuje się do matury. Jest wiosna 1938 roku…
2013-05-08
Ocyzelowano
Prace nad kolejną częścią przygód Tomasza Horna, która dotąd stała na "małym ogniu", zakończone. Jedna z ostatnich scen rozgrywa się w budynku przedstawionym na zdjęciu i idzie tak:
Horn podszedł do pierwszych z brzegu drzwi, wyciągnął przed siebie rękę…
– Nie! – krzyknęła Erika. – Stój.
Popatrzył na nią pytająco. O co jej może chodzić?
W odpowiedzi policjantka skierowała strumień światła w miejsce, gdzie końce belek, z których zbito drzwi, spotkały się z sufitem.
Spojrzał tam także i Horn. I serce zamarło mu w piersiach. Wisiały tam… trzy granaty ręczne typu Eihandgranate 39, umiejętnie zamontowane. Taka sama niespodzianka czekała na kogoś, kto chciałby poruszyć drzwi numer dwa. I trzy.
Pierwsza myśl: jakakolwiek próba dostania się do środka, najmniejsze poruszenie tych drzwi spowoduje wybuch. (...)
2013-05-07
Steelman, opowiedz mi Dżumę
Kiedy rano na ulicy spotykasz idących na pierwszy egzamin maturzystów, których na świecie jeszcze nie było, gdy sam zdawałeś maturę, trzeba zacząć się bać. A może przeciwnie – przestać się przejmować byle czym? Tak czy inaczej, temat wraca raz w roku, a myśl cofa się do maja 1991 roku. Mieliśmy tego dnia iść na egzamin ubrani w mundury. A poszła cywilbanda (ja sam włożyłem czarną koszulę, która miała mi przynosić szczęście na egzaminach przez kolejne 5 lat; miała taki kołnierzyk, że można było włożyć w nią coś, co przypominało koloratkę. Kilka razy to zrobiłem, załatwiając ważne sprawy w kraju, który zaczynać już żyć na klęczkach). Jeden tylko Cezary S., dziś major i świetny specjalista od uzbrojenia, ubrał się w mundur galowy, nawet czapkę wziął, dzięki czemu nazajutrz znalazł się na pierwszej stronie "Gazety Olsztyńskiej"! Jak już wspominałem kilka postów temu, jako jedyny pisałem temat czwarty, czyli analizę i interpretację utworu poetyckiego. Jakoś dałem radę, choć 3 powinienem już dostać za samą odwagę. Potem były egzaminy ustne. Czekaliśmy na swój, wpadł podpułkownik W., rozrzucił na stole paski z pytaniami. Mój kolega, Robert C. zwany Steelmanem, wyciągnął jeden i mówi: jak ja chciałbym wylosować te pytania! Było tam pytanie o Dżumę A. Camusa. Poprosiłem go, żeby mi opowiedział, o czym to jest, bo, przyznaję, nie wiedziałem. Opowiedział. Podpułkownik W. zwinął pytania i wyszedł. Gdy wrócił po kilku chwilach z resztą komisji, zaczął się egzamin. Zdawałem jako pierwszy. Wyciągnąłem… Dżumę.
2013-05-01
Ćwierć wieku temu
Opisując pochód pierwszomajowy w Fabryce frajerów, trochę podkoloryzowałem. Nikt nas nie pomylił z technikum kolejowym. W roku 1988 po raz pierwszy i ostatni wyruszyliśmy z liceum wojskowego na ulice Olsztyna. Zdjęcie zrobiono na tyłach batalionu inżynieryjno-budowlanego, na łączniku dochodzącym do ulicy Artyleryjskiej. Potem maszerowaliśmy aleją Zwycięstwa, która półtora roku była już aleją Piłsudskiego. Miasto miało po raz pierwszy oglądać nasze mundury w większej ilości. Pamiętam oklaski. Pewnie jacyś znajomi…
2013-04-29
Wokół Miłosza
Dwa tygodnie temu wróciłem z domu bogatszy o nową książkę. Mama dała pieniądze i wysłała mnie do Empiku, bym sobie coś na urodziny kupił. No to kupiłem. Wiersze wszystkie Czesława Miłosza. Myślę, że to jedna z największych polskich osobowości XX wieku. Miałem wielkie szczęście, bo dane mi było poznać poetę osobiście w 1999 roku. Na maturze z języka polskiego wybrałem, zresztą jako jedyny, temat czwarty, czyli analizę i interpretację utworu poetyckiego. I był to właśnie wiersz Miłosza. Z kolei na zajęciach na polonistyce, opcji pod nazwą Wokół Miłosza, niewiele miałem do powiedzenia, przyznaję i kajam się. Może teraz uda mi się to nadrobić. Poniżej jeden z moich ulubionych wierszy.
Uczestnik
Co dobre? Czosnek. Na rożnie udziec barani.
Wino z widokiem na kołyszące się łodzie w zatoce.
Gwiaźdiste niebo w sierpniu. Odpoczynek na górskim szczycie.
Co dobre? Woda basenu i sauna po wielu milach podróży.
Kochanie się i sen w objęciu z dotykaniem się nóg.
Mgła o poranku jasna, bo zaczyna się dzień słoneczny.
We wszystko co nam, żywym, wspólne jestem zanurzony.
Doświadczając tej ziemi za innych w moim ciele,
Wędrując pod niepewnym zarysem wieżowców? antykościołów?
Dolinami zawsze pięknych, choć zatrutych, rzek.
2013-04-26
Dla słoików
Określenie "słoik" dla kogoś, kto nie pochodzi z Warszawy, tylko przyjechał tu jakiś czas temu (raz na jakiś czas wraca w rodzinne strony i przywozi jedzenie w słoikach właśnie) i pracuje, jest coraz bardziej popularne. Pojawia się już nie tylko w złośliwych internetowych komentarzach (najczęściej na stronie TVN Warszawa; podejrzewam, że tym, którzy to etatowo robią, słoma z gównem z butów wystaje), ale też w telewizji. Już ten i ów znany człowiek ujawnia się jako przyjezdny, już "słoiki" łączą szeregi. Myślę nieskromnie, że moja Wrzawa i Bumerang to obowiązkowa lektura dla każdego, kogo temat interesuje i chciałby go rozwinąć. Przez dziesięć lat chyba niewiele się zmieniło. Czy ja jeszcze jestem "słoikiem"? PIT rozliczam w Warszawie, ale już rejestracji auta na warszawskie nie zamienię (na szczęście nie mieszkam w okolicach, gdzie w nocy takim tną opony, bo zajęli miejsca parkingowe, na przykład na Ochocie). "Słoikiem" nie jest już na pewno mój syn, który urodził się w szpitalu na Solcu. I właśnie został przyjęty do zerówki w szkole podstawowej.2013-04-23
Święty Wojciech
Dziś Wojciecha. W kościołach msze, modlitwy, wspomnienia męczeńskiej śmierci tego pierwszego polskiego świętego. A nawet pielgrzymki do Świętego Gaju, gdzie zginął Sławnikowic. Tylko czy na pewno tam? O tym między innymi będzie moja książka, która wyjdzie 2 sierpnia nakładem gdańskiej Oficynki.
– In nomine Patris et fillii et Spiritus Sancti – wypowiedział podniosłym głosem milczący dotąd Wojciech, a jego prawa ręka zarysowała w powietrzu kształt krzyża.
Trzej misjonarze uklękli. Wiedziony ich przykładem Niedamir uczynił to samo, choć nieco niezgrabnie, plącząc się w poły długiego płaszcza, którym ktoś z miejscowych troskliwie nakrył go nocą. Mokra trawa z miejsca zmroziła kolana.
Wojciech zaintonował jakąś pieśń, jednak jej treści Pomorzanin nie rozumiał. Usiłował włączyć się do chóru (miał do tego dryg, bo często słuchał kołysanek śpiewanych dzieciom przez żony, a potem, oczywiście w samotności, potrafił sam odtworzyć melodię), jednak z ust jego dobył się tylko żabi rechot, więc poniechał kolejnych prób.
Potem Wojciech spojrzał na słońce, wziął do ręki jakąś grubą księgę, otworzył ją i rzekł:
– Lauda.
Następnie z ust misjonarza wypłynęły słowa szeleszczące i miękkie, miejscami śpiewne, innym razem twarde niczym bursztyn. Pozostali bracia odpowiadali mu na te słowa, czynili zagadkowe gesty, dotykali różnych części ciała. Niedamir, z początku usiłujący dotrzymać tempa, i tym razem zrezygnował. Wkrótce podnieśli się z klęczek.
W tej samej chwili rozległ się tętent końskich kopyt.
Wszyscy czterej spojrzeli w kierunku, skąd dobiegał ów odgłos – na las. Ciemne tło ściany przebijały srebrne błyski, jakby ktoś uwięziony między pniami dębów, trzymany przez mocne ramiona konarów grabów czy buków, dawał znaki, czekając pomocy.
Po kilku chwilach z lasu wyjechał oddział zbrojnych. W promieniach słońca już wyraźnie lśniły szyszaki, szpiczaste hełmy, tarcze i miecze. Jeszcze nie można było dostrzec barwy, a tym samym pod jakim kniaziem służyli wojowie. Ale ich zamiary były jasne.
Jechali, ażeby zabić. (…)
2013-04-22
Dzień Ziemi
22 kwietnia jest od wielu lat obchodzony jako Dzień Ziemi. Tego dnia głośno mówi się o sprawach ekologii. Kiedyś temat ten był mi bardzo bliski. Działałem w organizacjach ekologicznych. Napisałem nawet dwa artykuły do „Zielonych Brygad”. W roku 1990 imprezy z okazji Dnia Ziemi odbyły się w Ełku i były jednymi z największych w Polsce. Miały wówczas miejsce uliczne manifestacje, prelekcje, spotkania, wystawy oraz koncerty. Byłem tam. Na zdjęciu, które znalazłem w sieci, ten osobnik na środku to najprawdopodobniej jestem ja.
Co dziś mi zostało z tamtych lat? Przede wszystkim, jako chyba jedyny spośród ludzi, którzy wówczas decydowali się na taki krok, wciąż jestem wierny diecie wegetariańskiej. W domu starannie segreguję śmieci, wrzucam je do oznaczonych pojemników na osiedlu. Jestem przeciw elektrowniom atomowym. Z drugiej jednak strony denerwują mnie niektóre poczynania grup szeroko pojętych ekologów, które polegają na blokowaniu inwestycji, np. obwodnic. Przepraszam, ale wolę, by mniej ludzi ginęło rozjeżdżanych przez tiry niżby miano chronić mrówki czy żaby. Szlag mnie trafia, gdy poświęca się czas w wiadomościach na to, by napiętnować kogoś, kto kopnął kota, gdy obok ludzie głodują. O zdjęciach kotów na Facebooku już nie wspominam (ludzi, którzy je umieszczają, uciszam od razu). Tyle mi zostało z ekologii. Dużo to czy mało? Chyba jednak coś.
2013-04-19
Trzy pomysły na tekst
Dziś mija 70 lat od chwili, gdy Żydzi w warszawskim getcie stawili zbrojny opór hitlerowcom. Uroczystości trwają od kilku dni i będą jeszcze trwać. Ja myślałem od tamtych ludziach i wydarzeniach niemal każdego dnia, bowiem przez 7 lat pracowałem przy pomniku bohaterów getta. Wtedy też zaczęły mi przez głowę przelatywać pomysły, jak temat ten spożytkować w różnych formach literackich. Ciekawe byłoby na przykład słuchowisko o jakimś współczesnym mieszkańcu Muranowa, który w nocy przez ścianę słyszy płacz dzieci, choć nikt z sąsiadów dzieci nie ma… Teraz, w tym miejscu planowałem napisać o pozostałych dwóch pomysłach, z których jeden związany jest z bunkrem Anielewicza (mało kto wie, że po wojnie nie ekshumowano powstańców, którzy tam zginęli, na czele z Anielewiczem. Wszyscy leżą tam do dziś, kilkadziesiąt osób…) Ale nie zdradzę pomysłu. Moje. Nie dam. I na pewno kiedyś wykorzystam.
2013-04-17
Komisarz Podbiał na czytniku
Wiem, że na ten moment kilka osób czekało. Rok po premierze wersji tradycyjnej, papierowej, mój warszawski współczesny kryminał Wieczorny seans jest dostępny także w postaci e-booka. Książkę w promocyjnej cenie można nabyć tutaj
2013-04-16
Będzie o jebaniu, będzie o rzyganiu
Dwa wydarzenia, obok których przejść spokojnie się nie da. W warszawskim Teatrze Studio będzie można obejrzeć Rachatłukum Jana Wolkersa. To monodram w wykonaniu Marcina Bosaka, choć aż prosiło się, żeby to jednak był spektakl z drugą połową, czyli demoniczną Olgą. Był czas, gdy książki tego szalonego Holendra nie wypuszczałem z rąk. Pomogła mi bardzo na studiach, gdy starałem się wytrzymać na mocno sfeminizowanym roku. Drugie wydarzenie to premiera Kronosa, czyli tajnego dziennika Witolda Gombrowicza. Tam jaśniepanicz ponoć opisuje swoje stosunku tak z kobietami, jak i mężczyznami, a także wszystko to, co z tego wynikało, włącznie ze smarowaniem miejsc intymnych. Zapowiada się więc rzecz mocna, choć z drugiej strony czy dziś można jeszcze zadziwić i zaszokować w literaturze?
2013-04-11
Patterson
Dopiero wpadł mi w ręce jego Tropiciel, więc jeszcze nie wyrobiłem sobie zdania na temat tej prozy. Ale już dziś podziwiam Jamesa Pattersona i nie waham się nazwać go tytanem pracy. Zacytuję kilka fragmentów wywiadu z pisarzem, przedrukowanego w tygodniku "Forum":
"Pomyślałem sobie: czemu nie spróbować. I napisałem kryminał. Numer Thomasa Berrymana (1976) zdobył nagrodę Edgara dla najlepszego pierwszego kryminału po tym, jak odrzuciło go 30 wydawnictw. (...) Ktoś kiedyś powiedział, że szczęście polega na znalezieniu zajęcia, które się lubi, a gdy ktoś chce nam za nie płacić, to cud. Uwielbiam opowiadać historie. (...) Tak spontanicznie tworzę zarys książki, bo chcę, by powieści powstawały pod wpływem natchnienia. Potem wracam do nich i coś dodaję lub odejmuję, i zostawiam je jeszcze na jakiś czas na małym gazie. (...) Czytam około 30, 40 książek rocznie. Zazwyczaj literaturę faktu i powieści. (...) Chcę pisać serie książek, które mnie interesują. Gdy jakaś seria mnie znudzi, porzucę ją. (...)"
Do wszystkich tych prawd doszedłem sam. Dobrze teraz znaleźć ich potwierdzenie.
2013-04-10
Mapa Kryminału
Na Portalu Kryminalnym od jakiegoś czasu działa specjalna mapa, na której internauci, miłośnicy powieści z dreszczykiem, oznaczają miejsca związane tak z czytanymi książkami, jak i ich autorami. Pojawiła się tam również Łódź, Trzeci brzeg Styksu i detektyw Stanisław Berg. Zajrzeć i wziąć udział w zabawie można tutaj
2013-04-09
Tajemnica lwa
Rzeźba lwa z łapą na kuli, stojąca na rynku w Olsztynku, to dzieło Micheleangelo Pietrobelliego. Przetrwała wysadzenie mauzoleum Hindenburga zimą 1945 roku, jak i późniejszą dewastację ruin. Przez długie lata los lwa nie był znany. W 1993 roku rzeźba została przypadkowo odnaleziona w Kętrzynie… Lew ów odegra ważną rolę w powieści, za której szlifowanie właśnie się zabrałem.
2013-04-05
Na tropie
Praca nad drugą częścią przygód Tomasza Horna zakończona. Pochwalę się gorącym fragmentem:
(...) – Bastion Wschodni, czyli ten, w którym się znajdujemy. W dodatku carré to nazwa typu fortu i po francusku oznacza kwadrat, co może tłumaczyć kształt rysunku. Jesteśmy na miejscu, proszę państwa! – Czyż zatarł ręce.
Spojrzeli dookoła siebie. Jak okiem sięgnąć, trawa i zielsko, spod którego gdzieniegdzie wyzierała czerwień gotyckich cegieł.
– Na oko jakieś pół roku kopania. Oczywiście z użyciem ciężkiego sprzętu – stwierdził bez uśmiechu Horn, po czym zawiesił wzrok na kapitanie. – Pewnie odpowiedź dałyby ostatnie znaki. Domyślasz się, co oznaczają?
– Nad tym się właśnie zastanawiam.
– A może to konkretna mapa? – zastanawiał się głośno Szmidt. – Pozioma kreska, dwie pionowe i znów pozioma. Mur, brama i znów mur? Część znaków zodiaku, które wcześniej znajdowaliście, była umieszczone w bramach i drzwiach… (...)
2013-04-02
Dzień Książki dla Dzieci
Obchodzi się go 2 kwietnia, bo to rocznica urodzin Andersena. Trochę dziwne, jeśli się spojrzy na niektóre z baśni Duńczyka, przy których bracia Grimm to niewinni pastuszkowie. Ale co się dziwić, miał chłopak trudne dzieciństwo. Ja sam swego czasu znalazłem kładkę, która prowadziła od wierszy do prozy, właśnie w literaturze dla dzieci. Kiedy to potem przeczytałem, włosy mi dęba stanęły. A przecież dzieciństwa trudnego nie miałem. Skasowałem szybko i obiecałem więcej tego nie robić. Przy okazji, sobie samemu, w dniu urodzin życzę wytrwałości w pisaniu. Bo wena to dla amatorów.
2013-03-29
Gdyby nie wuj…
(...) Z Rzymu wracał Watzenrode biskupem, ale bez grosza przy duszy, w dodatku ścigany przez gniew królewski, więc okrężną drogą, by zmylić przeciwnika. Wiózł na Warmię jedynie książki, co koncept przyniosło, aby podszyć się pod… księgarza. Godność obejmował, niepewny, czy gniew Kazimierza przemieni się w zbrojną interwencję, papież odrzucił bowiem królewską apelację. Jagiellończyk zmarł jednak niebawem, a Łukasz Watzenrode stał się panem na Warmii.
Wkrótce jego siostrzeńcy, Andrzej i Mikołaj Kopernikowie, korzystając ze środków finansowych wuja, poszli jego krakowską, a później włoską drogą nauki, po skończeniu której młodszy z braci został sekretarzem oraz lekarzem na zamku biskupim w Lidzbarku. Uczestniczył też wraz z wujem w zjazdach stanów Prus Królewskich.
Potęga Łukasza Watzenrode rosła z każdym rokiem, wraz z nią potęga Warmii i jej Kościoła. Biskup budował coraz to nowe świątynie i suto je wyposażał. Również i jego pałac biskupi piękniał, wypełniały go niezwykłej urody obrazy, rzeźby, a nawet porcelana. Przede wszystkim jednak ukochał biskup Łukasz księgi – pięknie oprawne i bogato iluminowanie.
Część z nich otrzymał Mikołaj Kopernik po owym tragicznym zimowym dniu, w którym biskup Łukasz po zatruciu nieświeżymi rybami, w drodze z Krakowa, gdzie fetował zaślubiny króla Zygmunta Starego, oddał ducha w rodzinnym Toruniu, w wieku lat sześćdziesięciu trzech. Mikołaj nie mógł darować sobie, że nie było go wówczas przy swym krewnym i protektorze. Może coś by zaradził, kto wie? (...)
Łukasz Watzenrode, wuj Mikołaja Kopernika, jednego z bohaterów powieści, którą właśnie cyzeluję, zmarł 29 marca 1512 roku.
2013-03-28
To dopiero tajemnica
Idąc za ciosem, złapałem za kolejny tom przygód pana Tomasza, Pan Samochodzik i tajemnica tajemnic. Lektura Nienackiego jest dla mnie sposobem na upływający czas. I gówno mnie obchodzi, że autor należał do PZPR i ORMO, wyrywał nastolatki, zostawił rodzinę. Najważniejsze jest to, co napisał.
Zacząłem czytać. W pewnym momencie z książki wypadła czarno-biała fotografia. W pierwszej chwili nie poznałem nikogo, kto został na niej uwieczniony. Jakieś dzieci, czterech chłopaków, jedna dziewczyna. Z początku myślałem, że ktoś inny, kto książkę czytał, użył fotografii jako zakładki. Ale powoli zaczynałem sobie przypominać. Na zdjęciu był mój sąsiad z bloku, Marian z romskiej rodziny. Potem przypomniałem sobie nazwiska dwóch następnych chłopaków. Byli rok lub dwa wyżej ode mnie i chodzili do Szkoły Podstawowej nr 2 w Iławie. Tam zresztą, na sali gimnastycznej, zdjęcie wykonano. A skoro ja je mam, to zostało wykonane przed 1985 rokiem. Wygląda na to, że spoczywało między kartkami od około 28, może nawet 30 lat, czyli od chwili, gdy czytałem powieść po raz ostatni i pewnie też pierwszy. Tylko jak trafiło w moje ręce i do tej książki? To dopiero tajemnica tajemnic, co?
2013-03-26
Meksyk II
Dokładnie 70 lat temu, 26 marca 1943 roku, chłopcy z Szarych Szeregów odbili z rąk gestapo Jana Bytnara. Wydarzenie to, w kręgach konspiracyjnych znane pod kryptonimem Meksyk II, przeszło do historii jako Akcja pod Arsenałem. Tego czynu jakże ważnego dla ludzi, którzy na co dzień żyli w okupowanej Warszawie i Polsce, dokonali byli uczniowie warszawskiego liceum Stefana Batorego. Ich starsi o rok koledzy są bohaterami mojej powieści Autoportret z samowarem.
Było już tradycją, że podczas długiej pauzy zbieraliśmy się wszyscy w „Klubie X”. Tak nazwaliśmy stare, od dawna nie użytkowane pomieszczenie magazynowe we wschodnim skrzydle naszej szkoły, na pierwszym piętrze, w załomie korytarza.
Przejęliśmy je w spadku po zeszłorocznych maturzystach, którzy klucz otrzymali od jeszcze starszych kolegów. Jak długo to trwało, świadczyły napisy na ścianach, niektóre z datami, a większość zawierająca niecenzuralne słowa. Były tam również rysunki pornograficzne, karykatury profesorów, mówiące o poczuciu humoru i wyjątkowym talencie anonimowego autora.
Że maturzyści nie spotykali się tutaj tylko i wyłącznie po to, by w tajemnicy palić papierosy i rozmawiać o dziewczynach, świadczył fakt, iż tu i owdzie można było obejrzeć również jakieś matematyczne czy chemiczne zadanie. W końcu znajdowaliśmy się w liceum Batorego.
(...) Nagle z podwórka doszedł nas jakiś rwetes. Spojrzałem na zegarek; do końca pauzy były jeszcze ponad cztery minuty. Władek dopadł okienka; widok stąd nie był zbyt dobry, ale stając na palcach, można było zobaczyć kawałek dziedzińca.
– Wydaje mi się, że to pierwszaki się tłuką – relacjonował. – Jeśli dobrze widzę, to chyba Bytnar i...
– Baczyński – dokończyłem.
– Masz rację, to Krzysiek Baczyński. O, właśnie dostał w żołądek...
– Czego Janek chce od tego chuchra? – zainteresował się Heniek Kuśmider.
– Słyszałem, że Baczyński ma matkę Żydówkę, a ten fakt pewnym osobom się nie za bardzo podoba – odpowiedziałem.
2013-03-25
Adrenalina
Pisze Melania: "(..) Autor mnie zaskoczył, książka świetna... Ale po kolei. Już prolog obiecuje nam, że na kartkach książki będzie ciekawie, akcja dzieje się w ciągu tygodnia i wciąga od początki, dawka adrenaliny to wzrasta, to opada, żeby za chwilę znów wzrosnąć. Autor nie tylko przedstawia nam wciągającą akcję kryminalną, ale także mamy inne wątki, jak chociażby wizyty na planie zdjęciowym serialu żony Kostka, do tego poznajemy fabułę nie tylko ze strony policjantów, ale również zamachowca. Oprócz świetnej akcji autor raczy nas także różnymi spostrzeżeniami na otaczający świat i ludzi, jednocześnie oprowadza czytelnika po Warszawie nie tej współczesnej, ale tej z lat 80-tych (...)"
całość tutaj
2013-03-21
Czas powrotów
Nie przypuszczałem, że będę w tym miejscu recenzował płytę zespołu, w którym kiedyś śpiewałem. Ale to było kiedyś, no i nie będzie to recenzja, raczej kilka zdań refleksji. Po dwóch płytach z autorskimi piosenkami, do których napisałem teksty, Shantaż nagrał płytę z piosenkami Krzysztofa Klenczona i Seweryna Krajewskiego. Piosenkami, dodajmy, związanymi z morzem, pływaniem, jeziorami etc. Zawsze twierdziłem, że bliżej mi do Czerwonych Gitar i Trzech Koron niż do zespołów shantowych. Szlag mnie trafiał, gdy młode zespoły polskie udawały irlandzkie czy angielskie, siliły się na śpiewanie a capella i tak dalej. Środowisko shantowe to sitwa, kilka osób obstawia najważniejsze festiwale. Gdy pewni ludzie z Gdyni przejęli festiwal w Iławie, wprost mi powiedzieli, że zaproszą tu i dadzą zarobić tylko swoim! Żeby zagrać w Krakowie na Shanties, trzeba było najpierw wziąć udział w warsztatach i zapłacić za nie słono. A my nie wchodziliśmy w dupę "mistrzom", woleliśmy rockową gitarę Kawałki czy Szymańskiego niż silenie się na śpiewanie na głosy! A sama płyta? Przy pierwszym numerze, Śpiewce żeglarskiej, aż usiadłem. Raz, że pięknie wykonane, dwa, że to przepiękna, stara piosenka z tekstem Osieckiej. Wiele jest takich perełek, kilka numerów jednak wolę w oryginale. Ale to lekkie przekombinowanie to przecież nic w porównaniu z tym, co z robią jazzmani. To nic w porównaniu z Kubą Badachem, który na piosenkach Andrzeja Zauchy dokonał gwałtu. Słucha się zatem Czasu powrotów z prawdziwą przyjemnością. Polecam tę płytę szczególnie tym wszystkim młodym twórcom, którzy we wszystkich X-Factorach, Must Be The Music czy innym The Voice of Poland mało się nie zesrają, siląc się na angielszczyznę. Tyle jest przecież pięknych, starych, polskich piosenek. Ta płyta to dowód, że można.
2013-03-20
Układanie puzzli
![]() |
Pisze Wiecznie zaczytana: (…) "Czytanie Trzeciego brzegu Styksu można by porównać do układania puzzli. Początkowo ogrom rozsypanych elementów, mnogość bohaterów i historii wywołuje zagubienie. Jednak z czasem oswajamy się z nimi, dopasowujemy kształty, przykładamy, widzimy już ramy i zarys, by na końcu spojrzeć na całość, która powstała z pierwotnego chaosu. Jak wcześniej wspomniałam, na uwagę zasługuje też kreacja bohaterów – ciekawych indywidualności z dobrze zarysowaną psychologią postaci. Ich rozbudowany opis oraz charakterystyka ułatwiają oswojenie się i uwiarygodnienie, powodując tym samym sympatię bądź antypatię, lecz nigdy nie pozostawiając z poczuciem obojętności. Ciekawym zabiegiem jest zaskakiwanie i rozwiązywanie zagadek, o których nie mieliśmy wcześniej pojęcia. Dzięki odwróceniu uwagi na główne śledztwo, zmiana oczywistości, w których już się wygodnie umościliśmy, utrzymuje element zaskoczenia na wysokim poziomie i nie pozwala znudzić się lekturą. Jedyne, co czasem zgrzytało, to zbytnia zawiłość i przesadna skrupulatność językowa w opisywaniu czy to samego miasta, czy lokali mieszkalnych. Daje to pewnego rodzaju poczucie nadgorliwości, która przekracza granice i powoduje uczucie przesytu. Być może za sprawą zaangażowania, a być może rzeczywiście tak jest, ale zarzut ten dotyczy jedynie początkowych rozdziałów. Później wzrok gładko sunie po kolejnych stronach, nie dając czasu na refleksję, dopóki nie dojdziemy do końca historii" (…) całość tutaj
2013-03-19
Czterdzieści lat wcześniej
Pracując nad książką, której bohaterowie rozwiązują zagadki kryminalne i historyczne we Fromborku, nie mogłem nie zajrzeć do powieści Zbigniewa Nienackiego Pan Samochodzik i zagadki Fromborka. Po raz pierwszy czytałem ją, mając lat może z dziesięć, a może dwanaście. I do dziś wracam do niej z przyjemnością. Chciałbym w tym miejscu zaznaczyć, że dla mnie seria o przygodach Pana Samochodzika zaczyna się Wyspą Złoczyńców, a kończy Człowiekiem z UFO. Ewentualnie jestem skłonny zaliczyć do niej także trzy wcześniejsze powieści Nienackiego oraz dwie dokończone przez jego ucznia, Jerzego Ignaciuka. Wszystko inne to dla mnie hochsztaplerka w najczystszej postaci! A zatem – Frombork i skarby ukryte pod koniec wojny przez pułkownika Koeniga. Tu już pierwsze "ale". Nienacki pisze o nim "pułkownik SS", a przecież powinien "Standartenführer", skoro mowa o SS. Ale nie czepiajmy się. Jest mowa o poszukiwaniach grobu Kopernika, pavimentum, wieży, kanoniach, czyli o wszystkim, co najciekawsze i co u mnie znajdzie się również. Za każdym razem znajduję w tej powieści coś nowego. To książka dla młodzieży, więc trochę naiwna, ale to w żaden sposób nie razi. Na koniec paradoks – kiedyś słyszałem zdanie, że dziś pozytywnym bohaterem książki byłby nie pan Tomasz, a… jego wróg, Waldemar Batura. Obrotny, działający na granicy prawa, sprzedający na zachód dzieła sztuki. A Pan Samochodzik to przecież PRL-owski urzędnik, w dodatku ORMO-wiec!
2013-03-18
Podziemne rzeki
Siostra Pelagia mnie chyba przejrzała: "Jeden z moich faworytów na polski kryminał 2012. Trzeci brzeg Styksu przeczytałam dwa razy, bo sporo wątków i pomysłów (niektórzy twierdzili, że nawet aż za dużo). Reklamowany jako kryminał retro, a to raczej odstrasza i zapowiada nudę. Fascynujący żywy obraz Łodzi i w czasie czytania nie sposób uniknąć skojarzeń z Podziemnymi rzekami Londynu Christophera Fowlera (...)" Przeczytać całość i śledzić wątek można tutaj
2013-03-13
Cyzeluję, czyli odchudzam
Gdyby kiedyś ktoś powiedział mi, żebym z 300 napisanych w pocie czoła strony zrobił 200, pewnie bym się oburzył święcie. Potem zaśmiał się nerwowo. A potem odmówił. Ale czas płynie, człowiek się, mam nadzieję, rozwija. Dziś wiem, że gdy przystępuję do kolejnej autokorekty, muszę myśleć nie tylko jako autor, ale również jako… czytelnik tej książki. A współczesny czytelnik jest niecierpliwy. Nie można przeciągać struny. Zapomnieć o blachach tekstu i kwiecistych zdaniach, dygresjach, rozbudowanych opisach. Dziś książkę czyta się krótkimi rozdziałami, od przystanku do przystanku, od jednej stacji metra do drugiej. Dialogi, częste akapity. Nie ma tu wcale ironii, ja naprawdę tak myślę! Dlatego sam zdecydowałem się obciąć tych sto niemal stron, zrezygnować z kilku wątków i postaci, przenieść je gdzie indziej, może do innej powieści. Zaprzyjaźniony autor powiedział kiedyś, że sztuka pisania to także sztuka skreślania. I już widzę, po trzech dniach pracy, że lżej się oddycha. Wiem, że zdradzam sekrety warsztatu, ale trudno. To mogę zrobić. A może to nie żaden sekret? Może każdy to wie…? Tak czy inaczej po roku redaktor Tomasz Horn, bohater Ornatu z krwi, wraca przypadkowo do Fromborka, by rozwikłać kolejną zagadkę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





























