2016-05-03

Bo w Mikołajkach

Żadne chyba inne miasto nie jest obecne w mojej twórczości jak Mikołajki, występuje bowiem tak w wierszach, jaki i w piosenkach, a także powieściach. Długo by wyliczać kolejne spotkania, kolejne stopnie fascynacji i kolejne piękne panie, które tam poznałem. Ostatnio jednak była długa rozłąka. Gdy wróciłem tam w ostatnią sobotę, zastałem wiele nowych budynków, rozbudowano werandy kawiarni i tawern, budują nową kładkę dla pieszych. Dzieje się. Poniżej kilka zdjęć i refleksji.
Kładka w budowie. Już tu o niej pisałem. Teraz będzie nowocześniej
i nie trzeba będzie składać zadaszeń mostków na statkach.
Ryneczek. Król Sielaw jakiś inny, bo i fontanna
inna, płaska. Naokoło festyn: stoiska, namioty,
a nawet sztuczne lodowisko. Ludzi kupa.
Promenada wzdłuż Jeziora Mikołajskiego prawie się nie
zmieniła. Nadal można nią iść i iść, a czasami zatrzymać się,
by coś przekąsić.
Hotelik na uboczu, wśród pól. Mogę polecić bez wahania, nie tylko
okno, ale i cały. Wieczorne rowerowanie było, wieczorne piwo i faja
w ogrodzie i na balkonie.

Na Ptasiej Wyspie przez lata straszyły ruiny czegoś, czego ktoś
nie zdołał dokończyć. Dziś jest tu wspaniały hotel pięciogwiazdkowy.
Może się kiedyś szarpnę i tam zamieszkam.
Popłynęliśmy statkiem na Śniardwy. Po raz pierwszy mi się to
zdarzyło, bo i wcześniej nie byłem tu z dzieciakiem.
Do Mikołajek przyjeżdżało się kiedyś pociągiem.
Dzisiaj nic tu już nie jeździ, a szkoda. Idąc po
torach, skracaliśmy sobie drogę do hotelu.






2016-05-02

Contessa

Było tu już o piórze, teraz czas zrobić krok dalej. Oto moja maszyna do pisania marki Contessa. Bida była taka, że trzeba było ją wziąć na raty. Wydziergałem na tej maszynie pracę magisterską i słowo wydziergałem wydaje mi się jak najbardziej na miejscu, bo nawet się starałem, by akapit prawy równy był. Dziś oddanie takiej pracy jest już nie do pomyślenia. Dziś rzadko kto na maszynie pisze, jak już, to dla zabawy albo z braku innego sprzętu, a i tak przecież trzeba rzecz cyfrować. Parę tygodni temu kupiłem dla mojej Contessy nową taśmę. Dla młodzieży wyjaśnienie: to to coś, co sprawia, że literki są czarne na białym papierze. Dostać taśmę to też nie taka łatwa sprawa, w wielu sklepach młodzi sprzedawcy wielkie oczy robili, dopiero w sklepie Skali na tyłach zburzonego Sezamu pani miała. Tak czy siak, raz na jakiś czas coś będzie można na niej wystukać.

2016-04-29

Dom jedwabny

Po tę powieść nie mogłem nie sięgnąć. Nie tylko dlatego, że z autorem jesteśmy w jednej stajni, czyli w Rebisie. Nowy Sherlock Holmes? Jak zmierzyć się z legendą? Jak zadziwić czytelnika, który o tej postaci wie już wszystko? Okazuje się, że można. Mamy więc genialnego detektywa z Baker Street  doktora Watsona i sprawę pędzącą dwutorowo. Odpowiadał mi bardzo język tej powieści, chyba nawet nieco lepszy od oryginału. Widać, że to książka napisana dziś, także jeśli chodzi o tematykę. Jest już druga część, Moriarty, którą z pewnością też przeczytam.

2016-04-27

Na silniczku

Kiedy byłem mały, słyszałem często, że jestem leń patentowany. Pewnie to i prawda, bo nawet nie za bardzo mi się chciało zdobywać sam patent żeglarza. O okolicznościach, jakie temu towarzyszyły, pisałem w Fabryce frajerów. Po latach uprawnienia nawet dało się wykorzystać kilka razy. Po prostu musiałem dojrzeć, a mistrza czyni praktyka. Teraz pomyślałem, że warto by było wymienić dokument, ten wszak ma już lat 28. I oto mam. O tyle okazało się to korzystne, że teraz mogę używać silniczka. No to w drogę!

2016-04-26

Jeziorak

W sobotni wieczór na Canal+. W zaciekawieniem zacząłem oglądać, wszak to temat mi bliski – i to pod wieloma względami. Raz że kryminał, dwa – akcja rozgrywa się nad moim jeziorem. Zamiast Iławy co prawda występuje Iławiec, ale reszta nazw się zgadza, a bohaterka jeździ samochodem z rejestracją zaczynającą się od liter NIL. Sama intryga dość ciekawa, akcja też, oglądało się dobrze. Tylko czemu nie rozpoznałem na ekranie żadnego z miejsc? Odpowiedź pojawiła się później: film kręcono nad… Zalewem Zegrzyńskim.

2016-04-25

2016-04-22

O Rikszy…


Autopromocja to podstawa. Filmik, w którym zachęcam czytelników do sięgnięcia po powieść Rikszą do nieba, do obejrzenia tutaj


2016-04-21

Zaliczony do udanych

Pisze Muminka na LC: "(…) W sumie szkoda, że zaczęłam znajomość ze Stanisławem Bergiem od trzeciego tomu. Zagadkowe są podpalenia pobliskich dworów, które ongiś należały do polskich szlachciców, ale władza rosyjska skonfiskowała owe majątki za działalność powstańczą właścicieli. osadzono w nich zasłużonych carskich urzędników z rodzinami, a jakiś samozwańczy mściciel podpala je, pozwalając, by urzędasy się spaliły, ale zawsze ratuje ich małoletnie potomstwo. Stach Berg wraz ze słynnym detektywem mentorem i przyjacielem Riepinem rozpoczyna śledztwo. Autor pieczołowicie odtwarza topografię dziewiętnastowiecznej Łodzi, więc w sumie zaliczam ten kryminał retro do dzieł udanych, otwarte zakończenie różnie można interpretować, mam więc nadzieję, że Stanisław Berg, umiejętnie zmieniający wcielenia, jeszcze powróci" całość

2016-04-20

W Polskim Radiu 24

Coraz bardziej idę w politykę, cholera. Ale chyba nie da rady inaczej, patrząc na to wszystko. Rozmowy, którą przeprowadził ze mną red. Mateusz Drozda, można wysłuchać tutaj


2016-04-18

WidziMiSię w Polsat News 2

O polityce, bieżących wydarzeniach i tym, dlaczego popieram prezydenta Asada i nie boję się Rosji, a także o książce Rikszą do nieba opowiadałem w programie WidziMiSię do spółki z Tomaszem Jastrunem. Rozmowę, która odbyła się w piątkowy wieczór, można obejrzeć tutaj


2016-04-16

I kto to mówi

Wczorajszej audycji Barbary Fedoniuk w Radiu Olsztyn wysłuchać można tutaj

2016-04-15

Dyżur literacki


Dzisiaj od 18.00 przez godzinę siedzę z długopisem w dłoni i nadzieją w sercu, że kogoś spotkam. Wszystko to w księgarni Autorskiej, w Złotych Tarasach w Warszawie. Podpisuję wszystko, jak mój rówieśnik prezydent Duda.
Natomiast 0 22.00 pojawię się w programie WidziMiSię w Polsat News 2. Zapraszam!

2016-04-14

Gorzkie żale II

Tym razem krócej. Podczas premiery Rikszy… powiedziałem, że w niektórych miejscach już na mnie patrzeć nie mogą. Zapraszałem na spotkanie w Olsztynie, promujące Kryptę…, jesienią. W odpowiedzi słyszałem  tłumaczenia, że nie, bo to, bo sro. Utwierdzam się w przekonaniu, że sukces – a sukcesem jest już wydanie książki w normalnym wydawnictwie, które tobie płaci, a nie ty płacisz wydawnictwu – jednak boli. Cztery książki wydane w ciągu 12 miesięcy?! I to jeszcze opasłe tomiska? Nie, to przecież nie uchodzi! Pewne zniecierpliwienie dało się odczuć także wśród recenzujących, dotąd mi życzliwych. Dlatego lista osób, do których planowałem wysłać kolejną powieść, znów uległa zmianie, znacząco się uszczupliła…

2016-04-12

Pod gruszą

Kryminał z 1885 roku, z akcją rozgrywającą się w 1830? Czemu nie?! Przecież ludzie ludzi zabijali zawsze, prawda? Theodore Fontane, niemiecki pisarz i aptekarz, autor opisywanej tu już powieści Effi Briest, napisał taką właśnie książkę. To raczej nowela niż powieść, 120 stron zaledwie. Mamy tu zatem karczmarza ze wsi nad Odrą, trupa znalezionego przypadkiem pod gruszą właśnie, choć to nie ten trup najważniejszy. Akcja ciągnie się i ciągnie, nie ma tu spektakularnych zwrotów, pościgów i tego wszystkiego, bez czego dziś by się nie obyło. Dużo archaicznych zwrotów w rodzaju "atoli" czy "snadź", które warto wykorzystać, byle z umiarem. Sama kryminalna intryga słaba, ot, zabił Polaka czy nie zabił. Ale czas nad książką raczej nie zmarnowany.

2016-04-11

Pierwszorzędny

Pisze Anna na lubimyczytac.pl: "(…) Sięgnęłam po pierwszy tom serii o Stanisławie Bergu i... mile się zaskoczyłam. Kryminał jest pierwszorzędny. Książkę czyta się bardzo dobrze, klimat historyczny doskonale zachowany. Co prawda z początku odniosłam wrażenie, że autor już pisząc tę powieść sam do końca nie wiedział, kogo ma uczynić głównym bohaterem, jako że poszczególne postacie bardzo szybko ginęły. Ale to wcale nie zaszkodziło książce. Różnorodne postacie, ciekawa intryga, zaskakujące zakończenie – mogę tylko gorąco polecić tą książkę. I z przyjemnością sięgnę po kolejną". całość

2016-04-08

Trans

Muszę to przyznać: są dwie osoby, dzięki którym przerzuciłem się z poezji na prozę, na szczęście. Jako drugi pojawił się Piotr Giedrowicz, autor jednej na razie wydanej książki Bessa-Lala. A kto był pierwszy? Manuela Gretkowska. Pamiętam, jak siedziałem na skwerku przez iławskim liceum i czytałem Kabaret metafizyczny, a może to był Tarot paryski. Nieważne. Była wiosna 1996 roku, patrzyłem na licealistów wychodzących ze szkoły i myślałem, że fajnie by było tu po studiach, czyli od września, pracować. Z drugiej strony jednak fajnie byłoby także wyjechać stąd w pi…u, choćby właśnie do Paryża. Dziwna to była proza, ale mocna, mimo że pisała to kobieta. Potem, już w Warszawie, sięgałem po wszystko,  co napisała. Aż  przegięła Polką. Od tamtej pory nic Gretkowskiej nie czytałem. 
Jakiś czas temu rzucił mi się w oczy wywiad z reżyserem Andrzejem Żuławskim, chyba sprzed 6 lat. Mocny, ciekawy, prawdziwy do bólu. Chciałem więcej. No i z tego chcenia narodziła się potrzeba przeczytania powieści Trans. Książka to nienowa, ale to znów Gretkowska taka jak kiedyś. Opowiada o romansie z Laskim, czyli Żuławskim właśnie, czyli wydarzeniach sprzed lat już 20. Płyny ustrojowe płyną szeroką strugą, mamy wspaniały Paryż, mamy małżeństwo z Michalskim, początki transformacji w Polsce, no i ów romans nad romanse z człowiekiem nieprzewidywalnym, dzikim, kobietożercą. Dla mnie bomba!

2016-04-07

Spektakularnie i filmowo

Pisze Beata Wasilewska  w recenzji Tajemnice Warmii i Mazur: (…)"Muszę przyznać, że warstwa historyczna w powieści stanowi nie tylko doskonałe tło dla sensacyjnych wydarzeń fabularnych, ale jest również bardzo porywająca. Może nawet bardziej niż przygody współczesnych bohaterów. Wiele emocji wywołuje opis ucieczki ludności Königsbergu przed radziecką nawałą w styczniu 1945, eskapada niemieckich ciężarówek z różnymi ładunkami oraz misje okrętów podwodnych na Bałtyku. To wszystko zaś okraszone zostało historią bursztynowego arcydzieła, które od wielu lat rozpala wyobraźnię poszukiwaczy zaginionej Bursztynowej Komnaty. Nie wspomnę już o tajnej niemieckiej broni V1 lub poczynaniach formacji 36. Dywizji Grenadierów SS "Dirlewanger". Wątki sensacyjno-kryminalne całkiem zgrabnie zostały połączone z warstwą historyczną powieści. Mam nawet wrażenie, że dużo płynniej niż w poprzedniej części przygód Tomasza Horna. Pod względem fabularnym dzieje się naprawdę dużo. Są pościgi, porwania, zabójstwa, działania grup przestępczych, tajemnicze powiązania niektórych członków niemieckiej wycieczki złożonej z emerytów i utrata pracy przez głównego bohatera. Mnóstwo postaci, wątków i incydentów, których nie powstydziłby się żaden szanujący się twórca powieści kryminalnych. Podobnie jak w Ornacie z krwi autor nie zapomniał o specyficznym dla siebie tytułowaniu niektórych rozdziałów, ponownie pojawiają się wartości długości i szerokości geograficznej opisywanych miejsc. Książkę czyta się szybko, za sprawą krótkich rozdziałów przenosimy się w różne miejsca akcji, towarzyszymy równolegle prowadzonym śledztwom policji polskiej i niemieckiej. Akcja toczy się spektakularnie i filmowo" (…) całość tutaj

2016-04-06

Kryminalne puzzle

Pisze Martucha w recenzji Poszukiwania naznaczone krwią: (…)"Tempo akcji jest różne. (…) Sporo się dzieje: morderstwa, szantaże, groźby, kradzieże, szpiegostwo – oj wiele tego. Są też momenty na złapanie oddechu: opisy różnych miejsc przedstawione prostym, plastycznym językiem, wspomnienia z dzieciństwa bohaterów i ich dorosłego życia, które miały wpływ na nich i ich umiejętności. Ale niektóre można by było skrócić a nawet pominąć, choćby opis trasy Gdańsk-Kwidzyn, przebieg remontu katedry, sprawa wywożenia pijaczków do lasu i przypominanie innych spraw. Powieść mimo sporej objętości dość szybko się czyta. Krótkie rozdziały podzielone na podrozdziały, urwane często w najciekawszym momencie, a do tego zagmatwanie sprawy zagadki i odszukanie skarbu tylko podsycają ciekawość czytelnika. Jeśli ktoś zna opisywane tereny, to tym bardziej akcja go wciągnie i nawet przymknie oko na opisy pogody i przyrody. Kryminalne puzzle odkrywane są stopniowo, by zbyt szybko nie ułożyć układanki. Nie podobało mi się, że większość bohaterów ma nazwiska obcobrzmiące: Horn, Rimmel, Ratz, Nehring, Arendt, a tak mało naszych swojskich. Z kolei brak tłumaczenia fragmentów łacińskich modlitw nie była aż takim grzechem, gdyż łatwo można było się zorientować, która to. W tekście pojawiały się fragmenty Biblii istotne dla odszyfrowania zagadki, a także fragmenty kazań Pasterza. Styl i język autora… generalnie dobry, zrozumiały, konkretny, choć zauważyłam to i owo. (…) Ornat z krwi rzeczywiście spływa krwią, i to od wieków. Historyczna wiedza łączy się w tej powieści z przygodą, brutalnymi morderstwami, skomplikowanym śledztwem, zagadkami, zwiedzaniem zabytków, udziałem w wykopaliskach archeologicznych, krótkim pobytem w sekcie, zaskakującym finałem, a to wszystko na ziemi warmińskiej i częściowo w Gdańsku i Elblągu. Całość tutaj

2016-04-05

W rozjazdach

Po premierze skok na północ. Urodziny ("a imię jego czterdzieści i cztery") i torcik, kontrola, czy Riksza stoi w iławskim Empiku, wyprawa brzegiem Jezioraka, potem jazda do Olsztyna w dwóch niezwykle ważnych literackich sprawach. Wszystko to miało się znaleźć tutaj, ale, niestety, internet zawiódł. Wszystko to jeszcze jakoś podsumuję wkrótce. Póki co mocny ból z ponownym wejściem w rytm pracy.

2016-04-01

Premiera

Taki mały żarcik zrobiłem, ale mało kto dał się wkręcić…

Jose i Robert Bielak atakują muzycznie. Książka, jak przed rokiem,
zagrana, a także zaśpiewana.

Kuba Świderski przygotowuje się do czytania pierwszego
fragmentu. Interpretacja mistrzowska! Zachęcił wielu gości do zakupu.

Prowadzący spotkanie Leszek Bugajski zastanawia się nad kolejnym pytaniem

Tradycyjny tort w kształcie książki. Tylko jak go pokroić?

A może tak!

Wśród gości Emilian Kamiński, którego Teatr Kamienica znajduje się
w miejscu, gdzie rozgrywa się kilka dramatycznych scen powieści.
Fotka z Lidką Kopanią, która pewnie zabierze "Rikszę…"
gdzieś pod palmy, tak jak to się stało z "Autoportretem…".
Co tu mądrego napisać…


Stało się! Zaśpiewałem w Hybrydach, zaskoczyłem, pogadałem, porcjowałem, podpisywałem. Powieść Rikszą do nieba jest już wśród czytelników. To była relacja ze spotkania (fot. Małgorzata Akimowicz-Paruszewska, Lidia Kopania i Dagmara Szymańska).

2016-03-30

Warstwa muzyczna

W zeszłym roku Robert Bielak i jego zaczarowane skrzypki elektryczne zagrały cały Autoportret z samowarem. Teraz będzie podobnie, ale ja mu pomogę. Czarny Orfeusz, który pojawia się na początku powieści i na końcu, zajmie w tej prezentacji szczególne miejsce. Z góry przepraszam za mój hiszpański!

2016-03-29

W Telewizyjnym Kurierze Warszawskim


Kilka zdań i ładnych obrazów o powieści Rikszą do nieba, a także mnie nieuczesanego można zobaczyć tutaj pod koniec Kuriera.

2016-03-27

2016-03-25

Smoking

Sprawa jest złożona. Dwa tygodnie temu wracałem z Antykwariatu Grochowskiego, patrzę, krawiec. Myślę, wejdę, bo górę od smokingu dopasować trzeba. Pracownia jak z dawnych lat, pan starszy, drugi pan starszy na podorędziu. Pytam, czy zrobi. Zrobi, ale przynieść muszę. Jakiś taki dziwny, fajny nastrój mną zawładnął, kupiłem właśnie Trans Gretkowskiej, zacząłem podczytywać jeszcze w autobusie 102. A 102 zawsze mi się kojarzy z pierwszymi wyprawami do Warszawy, odwiedzinami u Szerszenia, który mieszkał w 1997 roku na Stanisławowskiej. Pracowałem wtedy w wiejskiej szkole i marzyłem, by przenieść się do stolicy. No się udało... Po kilku dniach zaniosłem do krawca górę. Od zawsze była za szeroka, kupiony w starym iławskim Nenufarze smoking Bytomia "bo był tani, a smoking trzeba mieć". Byłem w nim tu i ówdzie, milenijnego sylwestra czciłem. Teraz jednak wszystko się zaczęło zwężać, włącznie z życiem. No to dopasowaliśmy, dziś odebrałem, leży. Na premierze przywdzieję, bo okazji do smokingu przecież tak mało.

2016-03-24

Może się spodobać

Parę słów z recenzji Wasilki: "(…) Krzysztof Beśka napisał ciekawą historię i przy okazji opowiedział coś ważnego o współczesnym świecie. Jak to zrobił? Powołał do życia bohaterów i wplątał ich w historię, która dała mu sposobność wykazać się wiedzą na temat początków polskiego chrześcijaństwa oraz umożliwiła zainteresowanie czytelników ciekawymi miejscami, które znajdują się na północno - wschodnim obszarze naszego kraju. (…) W książce Ornat z krwi dzieje się bardzo dużo. Akcja porusza się do przodu szybko i sprawnie za sprawą krótkich rozdziałów, które najczęściej kończą się jakimś mocnym uderzeniem, co oczywiście tylko podnosi stopień zainteresowania dalszymi losami bohaterów. Ponadto autor zastosował dość ciekawy zabieg i w niektórych tytułach rozdziałów dodał informacje o szerokości i długości geograficznej opisywanego miejsca. Dzięki temu wiemy, gdzie konkretnie znajdujemy się w danym momencie powieści. Szczególnie to istotne, gdy bohaterowie przemieszczają się po wodach Bałtyku. Oczywiście dowiemy się tego, jeśli sprawdzimy to sobie na mapie. Czy znalazłam te reklamowane odniesienia do twórczości Dana Browna? Trochę tak. Chyba najbliżej tej powieści do Kodu Leonarda da Vinci. Tematyka religijna, tajemnica, która miałaby wstrząsnąć chrześcijańską Polską, ukryte stowarzyszenie z charyzmatycznym Pasterzem mogą wywoływać podobne skojarzenia. Akcja prowadzona w filmowym stylu i bohater, któremu towarzyszy piękna kobieta to kolejne podobieństwa. W Ornacie z krwi zabrakło mi emocjonujących zagadek do rozwiązania, było ich za mało. A zapowiadana od początku wielka tajemnica okazała się całkiem prozaicznym, choć z pewnością mocno wybuchowym zakończeniem. Mimo wszystko powieść Krzysztofa Beśki czyta się dobrze, jej język nie jest skomplikowany, fabuła zaciekawia i może się spodobać. Mnie jednak najbardziej urzekła część powieści, w której autor przedstawił swoją wizję wydarzeń historycznych owianych legendą, niewyjaśnionych do końca. Uczynił to w sposób szczegółowy i doceniam jego przygotowanie do napisania tych historii. Jeśli dzięki temu zachęci czytelników do samodzielnych i pogłębionych poszukiwań informacji na poruszone w powieści tematy, na pewno będzie to jego sukcesem (…)" całość tutaj

2016-03-23

Effi Briest

Po książkę sięgnąłem z dwóch powodów: bo czytał ją Hans Castorp w powieści Castorp, a także dlatego, że akcja osadzona jest w czasach, w których żyją też moi bohaterowie, w Niemczech. Swoją drogą straszne to były czasy, gdy kojarzyło się małżeństwa, kiedy nastolatkę oddawało się za żonę dwa czy nawet trzy razy starszemu mężczyźnie, w dodatku od razu rodziła ona dzieci! Jak dobrze, że Niemcy z tego wyszli, bo inne narody już niekoniecznie. Przez większość powieści właściwie nie dzieje się nic, ot, zwyczajne życie na prowincji, w pomorskim miasteczku. Aż prawie pod koniec – zdrada czy tylko jej podejrzenie. I wszystko, co z niej wynika, czyli odstrzelenie kochanka, wypędzenie żony, rozwód, zabranie dziecka. Język tej powieści, a szczególnie dialogi, co mnie mile zaskoczyło, są bardzo współczesne, więc czytało się to w miarę dobrze. Do tego ciekawe opisy obyczajów i zajęć ówczesnych ludzi, o czym dziś przestajemy mieć pojęcie. No bo jak żyć bez telewizji, internetu itd. A no jakoś się żyło.

2016-03-22

Stypendium


No i stało się. Jako jeden z czternaściorga szczęśliwców, w tym dwojga w dziedzinie literatura otrzymałem stypendium twórcze Marszałka Województwa Warmińsko-Mazurskiego. A to oznacza, że żarty się skończyły. I trzeba będzie, jak Stanisław Berg, jechać do Królewca! szczegóły

2016-03-21

Gruba i pachnie!

Jest. Fizycznie. Trzymam ją w rękach. Podobno Leszek Bugajski, który ma prowadzić spotkanie, złapał się za głowę. Że taka gruba. Śmieję się, że tą książką otwieram kolejną dziesiątkę. Nieco poważniej myślę, że wielu pisarzy, choć dorobek mają spory, to tak naprawdę przez całe życie piszą jedną książkę. Ale jeszcze gorsze to być autorem jednej wydanej książki. Kilku takich znam. Dlatego dla spokoju dorzuciłem do tego dziesięć. Czy to megalomańskie? Nie. No, może trochę.

2016-03-18

Wywiad dla Olsztyn 2.0

Co urzekło Pana w historii Mauzoleum Hindenburga, iż postanowił Pan napisać o niej książkę?

To nie tylko książka o Mauzoleum, ale o całej krainie i kilku ważnych momentach w jej historii. Tak się złożyło, że w jednej okolicy doszło do kilku bitew, które prawdopodobnie zmieniły historię. Z jednej strony chwała Grunwaldu, z drugiej – Tannenberga. Szkoda trochę budowli, że nie dotrwała do naszych czasów. Mimo że zbudowano ją na chwałę Niemców. Zostały nam zamki, pałace, więc czemu nie miałoby zostać Mauzoleum Hindenburga?

całość tutaj

2016-03-17

Gorzkie żale

Chodzi to za mną od dłuższego czasu. Wylać z siebie żale, bo gdzie jak nie tutaj?! Przecież nie w kolejnej książce. Baby sobie mogą wylewać w swoich Cukierniach, Dworkach i takich tam. Ja mam do wykonania robotę i ją wykonuję, choć nikt z batem nade mną nie stoi. Od paru dni po mediach przewala się temat czytelnictwa. Że znów nie czytamy, że nigdy nie było tak źle jak teraz. Pewnie nie było. A ja egoistycznie chcę, by czytano. Mnie. Więcej, częściej, mocniej! Wciąż brzmią mi w uszach słowa Joanny z bloga Retrobiblioteka: "Przecież nie po to piszesz dobry kryminał, by za pięćdziesiąt lat poświęcił ci uwagę chudy doktorant szukający tematu na monografię. Docenić i polubić powinni cię czytelnicy. Teraz. Już! (...) Takim za mało znanym i za mało docenianym pisarzem jest moim zdaniem Krzysztof Beśka. Pochłonęłam trzecią jego powieść (po dwóch „łódzkich” kryminałach) i uważam, że jest to bardzo sprawny rzemieślnik, znacznie lepszy od przynajmniej kilku „kryminalistów”, których ostatnio czytałam. (...) W Polsce rynek książki jest na tyle płytki, że ambitniejsza literatura popularna ma małe szanse przebicia. Z jednej strony różne Katarzyny Michalak, z drugiej literatura grantowa. W środku jest bardzo mało miejsca. A proza Beśki jest lepsza literacko niż wiele książek wydawanych pod hasłem „ambitny autor diagnozuje polską rzeczywistość”, jak choćby ostatni Twardoch, czyli jego profil facebookowy na papierze". Dzięki wielkie za te słowa. Robię, co mogę. Wiemy jednak bardzo dobrze, że w tym wszystkim nie tylko o sztukę chodzi…

2016-03-16

Tango Własta

Tę piosenkę śpiewał Bodo, o którym ostatnio głośno za sprawą serialu, Fogg, a także Holoubek i Fronczewski. Polskie słowa do piosenki Całuję twoją dłoń, Madame napisał Andrzej Włast, czyli Gustaw Baumritter. Postać wzorowana na nim pojawia się w książce Rikszą do nieba, a zatem piosenka nie może nie zabrzmieć na spotkaniu. Ale będzie w oryginale, czyli po niemiecku, tak jak śpiewa pan Max ze zdjęcia. Już ćwiczę i język sobie łamię.