62 lata temu Leopold Tyrmand, na początkowych stronach swego Dziennika 1954, opisywał Bal Dziennikarzy. Dziś jego syn Matthew, który wybrał się na taką samą imprezę w Auli Politechniki (na zdjęciu), relacjonuje jej przebieg. Jak? Najpierw zrobił sobie fotki z dziennikarzami i politykami, a wszyscy uśmiechnięci, bo w dobrej wierze to robili, a potem opisał każdą zamieszczoną w sieci fotkę mniej lub bardziej złośliwie. Ze wskazaniem na to drugie. Młody Tyrmand ma jednak spory odchył prawicowy i to widać. Żenady szczyt. Ojcu do pięt nie dorasta. Pytanie, czy pani EMG, wydawca, ale też znana polityk PO, nadal go będzie promować.
2016-01-25
2016-01-22
Baczyński
(...) Część oficjalna spotkania dobiegła końca, a zaczęły się rozmowy w mniejszych grupkach. Dopchałem się do Baczyńskiego.
– Gratuluję ci. Piękne wiersze – powiedziałem.
– Dziękuję. – Uśmiechnął się blado.
– Nie zdążyłem ci jeszcze podziękować za… no, wiesz… – Mrugnąłem porozumiewawczo.
– Nie rozumiem.
Rozejrzałem się na boki. Wszyscy byli pochłonięci rozmowami, świadomi, że trzeba będzie je niebawem kończyć i wracać do domów przed godziną policyjną. Helenka stała w towarzystwie jakichś dwóch dryblasów, którzy wyglądali bardziej na siatkarzy, a nie takich, co wiersze klecą.
Nachyliłem się do ucha poety.
– Chodzi o to, że wstawiłeś się za mną w organizacji – powiedziałem. – Już powoli zaczynam działać.
Wtedy on spojrzał na mnie, jakby pierwszy raz na oczy widział.
– Ale ja nic i nikomu o tobie nie mówiłem.
– Jak to?!
Miałem pecha, bo ktoś znów odciągnął poetę na stronę. Była to ciocia Wirska we własnej osobie. Gdyby zrobiłby to ktoś inny, młodszy, pewnie tak łatwo bym nie ustąpił.
Po chwili uświadomiłem sobie, że właśnie strzelono mi drugiego gola albo, używając nomenklatury z innego dyscypliny sportu, zadano drugi cios. Helenka Rayska właśnie wychodziła z dryblasami. (...)
– Gratuluję ci. Piękne wiersze – powiedziałem.
– Dziękuję. – Uśmiechnął się blado.
– Nie zdążyłem ci jeszcze podziękować za… no, wiesz… – Mrugnąłem porozumiewawczo.
– Nie rozumiem.
Rozejrzałem się na boki. Wszyscy byli pochłonięci rozmowami, świadomi, że trzeba będzie je niebawem kończyć i wracać do domów przed godziną policyjną. Helenka stała w towarzystwie jakichś dwóch dryblasów, którzy wyglądali bardziej na siatkarzy, a nie takich, co wiersze klecą.
Nachyliłem się do ucha poety.
– Chodzi o to, że wstawiłeś się za mną w organizacji – powiedziałem. – Już powoli zaczynam działać.
Wtedy on spojrzał na mnie, jakby pierwszy raz na oczy widział.
– Ale ja nic i nikomu o tobie nie mówiłem.
– Jak to?!
Miałem pecha, bo ktoś znów odciągnął poetę na stronę. Była to ciocia Wirska we własnej osobie. Gdyby zrobiłby to ktoś inny, młodszy, pewnie tak łatwo bym nie ustąpił.
Po chwili uświadomiłem sobie, że właśnie strzelono mi drugiego gola albo, używając nomenklatury z innego dyscypliny sportu, zadano drugi cios. Helenka Rayska właśnie wychodziła z dryblasami. (...)
Rikszą do nieba
95 lat temu urodził się Krzysztof Kamil Baczyński.
2016-01-21
W Kamieńcu
(...) Z początku myślał, że trafili na jakiś rodzinny zjazd. Wesele albo, co gorsza, pogrzeb. Nie, nie byłoby to z pewnością najszczęśliwsze rozwiązanie. Dopiero potem hrabia Wierzbowski uświadomił Stachowi, że w domach takich ludzi zawsze jest dużo gości. Szczególnie teraz, latem, kiedy można było kąpać się w jeziorze czy chodzić po lesie.
Byli zatem w majątku grafów Finck von Finckensteinów goście z Berlina, Hamburga i Breslau, a nawet dalekich Niderlandów. Gdy dwa kwadranse po przekroczeniu progu pałacu zasiedli do stołu, bo był to już czas kolacji, Stach próbował nawet policzyć biesiadników. Szybko się jednak pomylił w rachunkach. Zresztą zaraz uwijający się jak w ukropie służący podali już przystawki (...)
Byli zatem w majątku grafów Finck von Finckensteinów goście z Berlina, Hamburga i Breslau, a nawet dalekich Niderlandów. Gdy dwa kwadranse po przekroczeniu progu pałacu zasiedli do stołu, bo był to już czas kolacji, Stach próbował nawet policzyć biesiadników. Szybko się jednak pomylił w rachunkach. Zresztą zaraz uwijający się jak w ukropie służący podali już przystawki (...)
2016-01-20
Szymany
Wreszcie! Działa! Pierwszy samolot wyleciał do Berlina, choć tylko po dziennikarzy. Zaraz wrócił. Od dziś będzie można polecieć z Szyman do Berlina właśnie i do Krakowa. Legalnie. Wszak Szymany to miejsce, gdzie ponoć lądowały samoloty z pasażerami w pomarańczowych wdziankach. Lotnisko pojawiło się na pierwszych stronach mojej Fabryki frajerów w takim właśnie charakterze. A pierwszy raz byłem tam jesienią 1987 roku, kiedy to wybraliśmy się na rajd nocny. Mapa sztabowa sobie, rzeczywistość sobie, ale iść trzeba. Daleko nie zaszliśmy, bo zaraz wybiegła na nas grupa chłopców z kałachami, a wojskowy star oślepił światłami. Wleźliśmy na lotnisko wojskowe. Potem przyszła nowa Polska. Przez pewien czas lądowały tam samoloty z turystami z Niemiec, bo po co się mają tłuc z Gdańska czy Warszawy. Dziś Mazury otwierają się na świat, co mnie oczywiście cieszy.
2016-01-19
To mnie cieszy
Jest akcja, jest reakcja. Na FB natknąłem się na profil Recenzje z Lubimy Czytać. I od razu zrobiło mi się lepiej. Bo jak my jebiemy, to jest fajnie, ale jak na jebią, to już jest be. Autorzy profilu wyłapują "recenzje", czasami nawet lektur szkolnych, czasami autorstwa małolatów, które z recenzjami nie mają nic wspólnego. Ot, dali miejsce, gdzie mogę wyżyć się na autorze i jego dzieje, to się będę wyżywał (wyżywała)! I tak Stary człowiek i morze dostał jedną gwiazdkę. A Chłopi etykietkę, że to książka o ziemniakach. Może kiedyś ktoś zwróci też uwagę na wyzłośliwianie się niektórych "znawców" na temat moich książek. Nawet w oficjalnych recenzjach, że wymienię największą idiotkę Różę_Bzową i jej ocenę Trzeciego brzegu Styksu. Pod maską można wszystko zmieszać z błotem. Taki jest internet.
2016-01-18
Domówka
Znajoma B. zdecydowała, że opuści Warszawę. Wybrała Katowice. Nie będę oceniał, nie jestem od tego, może nawet sam bym to robił. Tak czy siak w sobotę była impreza pożegnalna, domówka na Wareckiej. Miejsce bardzo zacne, kilkadziesiąt metrów dalej mieszkał bowiem Tadeusz Konwicki. Parę dni temu na kamienicy przy Górskiego odsłonięto nawet tablicę pamiątkową. Ten sam budynek występuje także w filmie Wajdy Niewinni czarodzieje. Nasza impreza niestety nie trwała aż tak długo jak panów na zdjęciu (m.in. Łomnicki, Komeda i Polański), ale też było fajnie.
2016-01-15
W Deutsch Eylau
Jakby kogoś interesowało, to Stanisław Berg właśnie wszedł do hotelu Centrall. Zakup cygar w sąsiedniej trafice zostawił na potem. Niestety, będzie za późno…
2016-01-14
Fabryka i co dalej?
O Fabryce frajerów pisze Piotr Gryko na stronie empik.com: "Młodym dziecięciem będąc, trafiłem do szkoły innej niż wszystkie, ja z własnego wyboru, inni podobnie lub z przypadku, lub wysłani przez rodziców. Jeden z ostatnich eksperymentów Polski Ludowej – Liceum Wojskowe. W tym przypadku liceum w Olsztynie. Szkoła która przyjęła pierwszych uczniów w 1987 roku, a ostatnie matury odbyły się w 1993. Szkoła w której 14/15-letni chłopcy trafiali pod opiekę nieprzygotowanych pedagogicznie oficerów Ludowego Wojska Polskiego. Co wyrosło z tego zasiewu?" Dziś już wiemy. W Wigilię nowym komendantem głównym Żandarmerii Wojskowej został jeden z naszych kolegów. Bez nazwisk. Paradoks polega jednak na tym, że zrezygnował on z nauki po pierwszym półroczu, wrócił do swojego miasta, gdzie ukończył normalne liceum. Bez nerwów, bez hodowania wrzodów na żołądku zdał maturę i wstąpił do Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Zmechanizowanych we Wrocławiu. 3 maja będzie prasował spodnie z lampasami jako pierwszy…
2016-01-13
Kawałek dobrego rzemiosła
Co na antenie radiowej Jedynki powiedział o Krypcie Hindenburga redaktor Roman Czejarek, nie wiem, bo siedziałem w tym czasie "na zakładzie". Ale wiem, co napisał na FB, a napisał miło: "Polecam publicznie te, które uważam za warte uwagi. Te są ciekawe, bo Marchwicki to historia wielkiej mistyfikacji, intrygująco opisana i zdokumentowana (choć ja mam wątpliwości), zaś Krypta… Krzysztofa Beśki to kawał popularnej teraz literatury kryminalno-historycznej (coś jak historie w Wrocławia, Gdańska lub Szczecina), czyli kawałek dobrego rzemiosła. Kto to lubi, będzie zadowolony."
2016-01-12
Requiem otchłani
Maxime Chattam i jego Requiem otchłani, czyli kolejna lektura towarzysząca. To ostatnia część dyptyku, którego bohaterem jest Guy, paryski pisarz rozwiązujący w roku 1900 zagadki kryminalne. Intryga, okropności, których dopuścił się złoczyńca, wreszcie dochodzenie – wszystko fajnie. Za dużo tu jednak kwiecistości rodem z literatury kobiecej. Za mocno też powieść poszatkowana jest na akapity, bez potrzeby zupełnie, co irytuje. I chyba dobrze, że to już koniec.
2016-01-11
Niechludow
Wczoraj, gdy przeczytałem o tym, jak dbał o siebie książę Niechludow, bohater Zmartwychwstania Lwa Tołstoja, od razu wziąłem się za porządki w szafce z kosmetykami. Tak czasem mam. Książki powinny w ten sposób działać. Poglądy bohatera na temat małżeństwa postanowiłem przytoczyć dokładnie.
2016-01-08
Ziemia obiecana
Ziemia obiecana w reżyserii Andrzeja Wajdy została uznana za najlepszym polski film w historii kina. Film otarł się nawet o Oscara, ale nie dostał nagrody, bo reżyser sportretował dość niekorzystnie Żydów. No trudno. Ja lubię i film, i serial, a przede wszystkim książkę. Szkoda, że na taśmę nie zostali przeniesieni wszyscy bohaterowie powieści, a trochę ich jest. Nawet więcej niż w moich łódzkich książkach, więc niech się odpieprzą ci, którzy mi to wyrzucali. Na koniec o tym, o czym już wspominałem: Stanisław Berg opuści miasto. Zrobi to dokładnie za 3 strony. No, może za 5.
2016-01-07
Podsumowań ciąg dalszy
Pani tak o Autoportrecie z samowarem… No niech już będzie.
Z kolei Tomasz Białkowski trochę narzeka:
2016-01-05
Widma Krajewskiego
To już trzecia lektura tej książki. I wciąż mi się podoba! Od niej zaczynałem przygodę z cyklem Marka Krajewskiego, a jako że to powieść najstarsza, w sensie że jej akcja rozgrywa się najwcześniej, siegnąłem po nią w ramach lektur obowiązkowych i towarzyszących. Nie pamiętałem tylko, że w książce tej akcja na chwilę została przeniesiona do pewnego miasta, które jest mi bliskie, bo na nim właśnie teraz będę operował. Na szczęście Mock przenosi się tam tylko na chwilę. Dziś, gdy cykl o niemieckim wrocławskim policjancie to już historia, wypada tylko wyrazić żal, że to już koniec. Mógł ją autor pociągnąć trochę dłużej. Ale Popielski kusił. Może pan Marek jeszcze wróci do starego bohatera, kto wie…
2016-01-04
Podoba mi się język
Emindflow, użytkownik (-czka) portalu lubimy czytać, zawsze reagował (-a) na moje nowości. Mimo że Dolinę popiołów uważa, w przeciwieństwie do wielu, za najsłabszą część cyklu, z uczciwości recenzję zamieszczam: "(...) Ta książka jest nieco słabsza od poprzednich. Być może dlatego, że większa część akcji rozgrywa się poza Łodzią, a dla mnie właśnie opisy XIX-wiecznej Łodzi były bodaj największym atutem. W tej powieści autor nawiązuje aż do powstania styczniowego, co samo w sobie skądinąd jest interesujące, ale już próby powiązania go z wydarzeniami opisywanymi w książce wydaja mi się mocno naciągane. Niezmiennie podoba mi się język, jakim posługuje się Krzysztof Beśka. Po prostu dobrze się to czyta, zwłaszcza bardzo sugestywne opisy codziennego życia w tamtych czasach (...)" całość
2016-01-02
2016-01-01
2015-12-31
Moje podsumowanie roku
Trzy wydane powieści, czyli w sumie 1412 stron. Co ważne: w trzech wydawnictwach. Wspaniałych, profesjonalnych wydawnictwach, które mi płacą, a nie ja im, aby książkę wydać, co jest coraz bardziej powszechną i zatrważającą praktyką w tym kraju. To moje dokonanie w kończącym się roku. Coś, o czym nigdy nawet nie marzyłem. No dobra, kłamię. Marzyłem o… czterech. Jedna na kwartał to byłoby coś, nie? Ech, podejrzewam, że drugi taki rok już się nie trafi. Chociaż… Tak czy inaczej – dziękuję wszystkim, którzy tu zaglądali, i życzę wszystkiego najlepszego w 2016 roku.
2015-12-30
2015-12-29
Pierwsze zdanie
Zacząłem, nie czekając na początek nowego roku. Wystarczy tego nieróbstwa. Zbyt długo odpoczywałem. Ale zanim zacząłem, zanim usiadłem, czas jakiś zastanawiałem się nad pierwszym zdaniem. Jak jest ważne, mówi film Godziny i wątek Virginii Woolf. I wpadło, nieoczekiwanie. Nie jest krwiste ani makabryczne, jak uczy Mario Czubaj. Są wszak różne kryminały. To ładny obrazek. XIX-wieczna pocztówka z dalekiego miasta nad morzem. Takie lubię. Złapałem za kartkę i coś do pisania, by nie uciekło.
2015-12-23
Na indeksie
Blisko sto tytułów wycofano jakiś czas temu z biblioteki publicznej w Ursusie. Z półek zniknęły książki z różnych dziedzin, które łączy słowo „seks” w tytule albo nieprzyzwoita, w ocenie pewnych ludzi, okładka. Ciekawe, czy to dopiero początek porządków w tej dziedzinie. Może od Ursusa się zacznie. Może ktoś i w moich książkach dopatrzy się na przykład kpin z papieża i Kościoła katolickiego, z radia Maryja, nazywania tzw. żołnierzy wyklętych bandytami. I wielu innych rzeczy, które w nowej Polsce będą nie do pomyślenia.
2015-12-18
Kuba Rozpruwacz po rosyjsku
Kolejny Fandorin. Tym razem o Kubie Rozpruwaczu. Powinienem chyba tę książkę przeczytać kilka lat temu, gdy pracowałem nad Pozdrowieniami z Londynu. A może nie powinienem? Trudno powiedzieć. W każdym razie to kolejne wariacje na temat legendarnego mordercy kobiet z Londynu. U Akunina to Rosjanin, zresztą trudno się dziwić. Ciekawie poprowadzona intryga i niezawodny detektyw w akcji. Tulipanowa szkoda, choć ja też Riepina uśmiercił…
2015-12-17
Ładne, proste życie
„Czas jest krótki, siły są niewielkie, biuro jest zmorą, mieszkanie jest głośne i trzeba próbować przebić się za pomocą jakiejś sztuki, jeśli się komuś ładne, proste życie nie udaje” – napisał Franz Kafka. O reszcie nieprzystosowanych wariatów można przeczytać tutaj O mnie, równie nieprzystosowanym, tu. Tylko czy chce mi się o tym pisać? Że wydałem w tym roku 3 powieści, około 1300 stron prozy, bijąc wszelkie swoje rekordy, a prawdziwe życie, kurwa, po cichu rozjeżdża mnie walcem?
2015-12-16
Prus, maszyna i ja
Wczoraj oglądałem Jednego z dziesięciu, odcinek premierowy. Jedna pani, polonistka, co doszła do finału, nie wiedziała, przy jakiej ulicy znajdował się sklep Stanisława Wokulskiego w Lalce! Chyba przykre trochę, nie? A jeśli chodzi o Prusa, to w sieci mignęła mi niedawno ciekawa wzmianka. Kilka dni temu minęło 118 lat od chwili, gdy pisarz szarpnął się i kupił maszynę do pisania. Jak się okazuje, był pierwszym polskim autorem, który zaczął korzystać z tego udogodnienia! Ja też swoją miałem, contessę, kupioną na Starym Mieście w Iławie, gdzieś na czwartym roku studiów. Pamiętam, że byłem tak goły, iż trzeba było ją wziąć na raty…
2015-12-14
A my nie chcemy uciekać stąd…
Co najmniej 23 osoby zginęły w pożarze, do którego doszło w nocy z soboty na niedzielę w szpitalu psychiatrycznym w regionie Voronej, w południowo-zachodniej Rosji. W momencie wybuchu pożaru wielu pacjentów odmówiło opuszczenia płonącego drewnianego budynku, ponieważ przed snem podano im środki psychotropowe i nasenne, przez co nie zdawali sobie sprawy z powagi sytuacji. Ludzie na widok strażaków ze strachu chowali się pod łóżka. Część z nich była do łóżek przywiązana… To wszystko przywiodło mi na myśl piosenkę Jacka Kaczmarskiego, którą w filmie Ostatni dzwonek wykonał Jacek Wójcicki. Pamiętam bardzo dobrze, w jakim stanie byłem, śpiewając ją sobie w duchu 26 lat temu. Typowe kłopoty licealisty. Człowiek snuł się jak cień, mentalnie znikał, znikąd pomocy… I oto po ponad ćwierć wieku historia się powtarza. I to w dwojaki sposób, bo w naszej polityce i w moim życiu. Uciekać, nie uciekać z tego wariatkowa? Czym tak naprawdę są pasy, którymi przywiązano mnie do łóżka? Posłuchajcie Jacka
2015-12-11
Pitbull
Do kin wchodzi film Patryka Vegi Pitbull Nowe porządki. Zapowiedź bardzo mi się podoba, ciekawe, jak całość. No i temat jest mi bliski. Parę lat temu zaproponowano mi napisanie powieści kryminalnej, której akcja rozgrywa się w Warszawie. Dla mnie to nie jest nowość, wszak Wieczorny seans też tu się dział, nie? Ala to miała być zupełnie nowa jakość. Bohater pracował w komendzie przy Malczewskiego na Mokotowie. I Majami, ten na zdjęciu, też tam pracuje. W pewnej chwili musi współpracować z chłopakami z Pałacu Mostowskich, Gebelsem i innymi, znanymi z poprzedniego Pitbulla. U mnie miało być podobnie! A czemu nie jest? Napisałem kilkanaście stron na próbę, ale panowie z wydawnictwa nie zdążyli przeczytać. Bo to ja im wyznaczyłem termin. A potem to już nie miałem czasu. Można? Można!
2015-12-10
2015-12-09
Rikszą do nieba
No to pojechali! Wczoraj byłem u wydawcy Autoportretu z samowarem, Bogumiły Genczelewskiej, aby podpisać 50 książek. Tak chwyt przedświąteczny. A przy okazji dowiedziałem się, że druga część… jest już w produkcji! Rikszą do nieba, bo taki tytuł będzie nosiła powieść o dalszych przygodach Antka, ukaże się za trzy miesiące nakładem Wydawnictwa Melanż.
2015-12-08
Widok z okna
Jakby kogoś zainteresowało, co to niezwykłego widzę ja z okna – a mówiłem o tym w niedawnym wywiadzie dla "Gazety Olsztyńskiej" – to proszę bardzo. Od dawna mnie kusiło, ale temat był za mało literacki. Teraz już mogę. Śmietnik szczęśliwie nie zmieścił się w kadrze. Pendolino właśnie przejechało w kierunku Gdańska.
2015-12-07
Pakiet
Przemiło mi było, gdy czytelnicy podchodzili z kompletem książek o Bergu. Było tak choćby na majowych Targach Książki w Warszawie i V Salonie Dobrej Książki w Łodzi. W pakiecie łódzkie kryminały prezentują się wyjątkowo korzystnie. Jest to zamknięta całość i akurat trzy tomy, czyli liczba magiczna w literaturze. Czy będzie je można nabyć w takim właśnie zestawie? W opakowaniu albo przynajmniej z banderolą? W specjalnej cenie? Być może.
2015-12-04
Walet pikowy
Ciąg dalszy lektur obowiązkowych. Bo jest ich trzech tylko, genialnych detektywów końca wieku XIX, jeśli ktoś jeszcze nie wie: Holmes, Fandorin i Stanisław Berg. Tego trzeciego chcę ożywić, tego drugiego wciąż odkrywam. Walet pikowy to niewielka, ale jakże słodka książeczka. Słodka jak czekolada, którą zajada się Mimi. Dużo w powieści tej Rosji, Rosjan i ich pięknych obyczajów. Erast Fandorin, wywołany do odpowiedzi przez genialnego oszusta, musi stanąć do pojedynku.
2015-12-03
Po robocie
Gdzieś na tym zdjęciu, może już w tramwaju, a może jeszcze obok, jest być może Antek, bohater Autoportretu z samowarem. W kontynuacji opowieści będzie jeździł po okupowanej Warszawie tramwajami właśnie, ale nie tylko. Stanie się posiadaczem nowego, modnego pojazdu. Powieść wysłałem właśnie do wydawcy.
2015-12-02
Każdy znajdzie coś dla siebie
Fresk, a nawet opracowanie historyczne autorstwa Edyty Sawickiej na stronie Radia Białystok. Małe fragmenty, bo to naprawdę spora recenzja: (…) "Z książki dowiadujemy się również jak się ubierali łodzianie w tamtym okresie: „Ona nosiła długą pelerynę koloru ultramaryny, na głowie miała kapelusz ukwiecony, z szerokim rondem, w ręku trzymała parasolkę. On natomiast odziany był w watowaną, rozpiętą z racji wiosennej temperatury twinę, pod nią miał granatowy tużurek, kolorowe pantalony. Na głowie nosił cylinder, w ręku zaś trzymał laseczkę ze srebrną główką w formie głowy psa o szpiczastym pysku” – coś niebywałego. (…) Podsumowując książkę Trzeci brzeg Styksu polecam jak najbardziej wszystkim – tym, którzy Łódź kochają, jak też tym, którym jest ona obojętna – może zechcą ją poznać. Chodzi też nie tylko o samo miejsce akcji, ale charakter książki – żaden miłośnik kryminałów nie powinien być zawiedziony. Ponadto uważam, że nawet czytelnicy innych rodzajów powieści w książce Beśki znajdą coś dla siebie. Jeszcze raz zachęcam." całość
2015-12-01
Powieść w odcinkach
Pierwszy raz moja powieść będzie drukowana w gazecie w odcinkach. To wielkie wyróżnienie dla autora, wszak i Bolesław Prus, i Oscar Wilde… Od ubiegłej soboty, w "Gazecie Olsztyńskiej", przez kilka tygodni, jako zachęta do kupienia i przeczytania Krypty Hindenburga. Poniżej pół odcinka.
2015-11-30
Subskrybuj:
Posty (Atom)



































