2013-09-25

Koniec "Borussii"?

Olsztyńskie pismo "Borussia" zawiesiło działalność. Taką wiadomość przeczytałem w kilku miejscach w sieci. Kto nie ma internetu, pewnie dowie się o tym dużo później, wszak periodyk wychodził ostatnio dość nieregularnie. Kierowana przez Kazimierza Brakonieckiego, a potem przez Roberta Trabę "Borussia" wychodziła od niemal 22 lat i była pierwszym poważnym pismem literackim, w którym zamieściłem swoje teksty; wtedy były to wiersze. Dziś stanęło na krawędzi. Jak czytam, będą dalej działać, gdy ktoś im pomoże. Czy pomoże? Nie wiem… Zerknąłem też na komentarze pod artykułem na Onecie W takich miejscach najczęściej można znaleźć zwykłe chamstwo i prawdy, które mają do powiedzenia "prawdziwi Polacy". Tak jest i w tym przypadku. Kilka wypowiedzi było jednak poważnych. Nie da się ukryć, że "Borussia" była miejscem, gdzie wąska grupa ludzi prezentowała swoje poglądy. Tak jest w każdym piśmie kulturalnym. Może jednak w tym przypadku była to zbyt wąska grupa i zbyt wąskie poglądy, by zapewnić zadowalającą sprzedaż i życzliwość ministerstwa, które przyznaje dotacje. Na pocieszenie: Olsztyn nie zostanie bez pisma literackiego – na początku roku wyjdzie pierwszy numer "Prac Literaturoznawczych", pisma olsztyńskiej polonistyki.

2013-09-24

Konkurs z Ornatem

Kilka już się odbyło, głównie na Facebooku. Teraz czas na zabawę na portalu kampanii Książka jest Kobietą, której jestem ambasadorem. Pytanie, jak zwykle u mnie, do banalnie łatwych należeć nie może. Ale trudne też nie jest. Można wygrać dwa egzemplarze z dedykacją autora. Szczegóły na stronie kampanii

2013-09-23

Oscar, Dorian, Stach…

W chwili, gdy Portret Doriana Graya krążył już wśród Anglików w postaci książki, Stanisław Berg, bohater Trzeciego brzegu Styksu i Pozdrowień z Londynu, opuszczał stolicę imperium i kierował się do Warszawy i Łodzi. Dlatego czytam. I co chwila natykam się na prawdziwe perełki:
"Artyści, którzy czarują swą osobowością, są lichymi artystami. Dobrzy artyści istnieją tylko w tym, co tworzą, sami przez się są zgoła niezajmujący. Wielki poeta, prawdziwie wielki poeta, jest najmniej poetyczną istotą na świecie. Ale kiepscy poeci są wprost czarująct. Im gorsze są ich rymy, tym bardziej malowniczo wyglądają oni sami."
"Najlepszym sposobem pozbycia się pokusy jest ulec jej."
"Artysta powinien stwarzać piękno, ale nie wkładać w nie nic ze swego życia. Żyjemy w epoce, kiedy ludzie tak się obchodzą ze sztuką, jak gdyby miała być pewnego rodzaju autobiografią."

2013-09-20

Hydrozagadka

To tyłuł jednej z licznych recenzji Trzeciego brzegu Styksu, zamieszczonej w "Angorze". Przypomniałem sobie o niej wczoraj, słuchając materiału w wiadomościach. Rzecz była o tym, że budowa nowego dworca fabrycznego w Łodzi opóźni się. Tu wymieniano sto powodów. Jeden z nich szczególnie zwrócił moją uwagę. Otóż w miejscu, gdzie pociągi mają wjeżdżać do tunelu, odkryto… podziemne jezioro. I to na tyle duże, że plany trzeba będzie zmieniać. A wydawać by się mogło, że Łódź, skoro nie leży nad żadną rzeką, to pustynia. Kilka razy usłyszałem, że to, co opisałem w powieści, jest fizycznie niemożliwe. A jednak!

2013-09-17

Na czytnik

Z dumą donoszę, że Ornat z krwi jest już dostępny w wersji elektronicznej. Jedno małe pstryk i można cieszyć się lekturą gdziekolwiek, a wersja papierowa swoje zajmuje. Z minusów, e-book nie pachnie i nie szeleści. Ale coś za coś. Książkę można kupić między innymi tutaj

2013-09-13

Dom Jabłkowskich

Wczoraj dom towarowy Jabłkowskich przy Brackiej wrócił do rodziny. Komornik wyrugował stamtąd księgarnię Traffic. Często tam zaglądałem, coś czasem kupiłem. Było to miejsce z klimatem, ludzie siedzieli na fotelach i czytali, często na podłodze. Na samej górze znajdował się klub, gdzie byłem na kilku promocjach książek. Ostatnio jednak czuło się tam lichość. Na szczęście, jak zapewniają Jabłkowscy, nie będzie tam nowego banku tylko księgarnia sieci Matras. Czy na wszystkich poziomach, zobaczymy. Miejsce to jest mi bliskie jeszcze z jednego powodu. Otóż dosłownie przez ścianę, w oficynie sąsiedniej kamienicy (środek zdjęcia, za budką), mieszkał Stanisław Ignacy Witkiewicz. Może warto by było jedną z sal nazwać imieniem Witkacego? A może jakaś stała wystawa poświęcona wielkiemu sąsiadowi?

2013-09-12

Skrzydlate słowa

Mistrzem aforyzmów nigdy nie byłem. Nawet nie miałem takich aspiracji. Dlatego zdziwiło mnie, ale i ucieszyło, że ktoś wrzucił na stronę, gdzie takie skrzydlate słowa można znaleźć, kilka zdań, które wyszły spod mojego pióra (nie brzmi megalomańsko? Jak tak, to proszę o zwrócenie mi uwagi, gdzieś przy okazji). Powiem więcej, choć to może zabrzmi niewiarygodnie, nie za bardzo je nawet pamiętałem. Najbardziej podoba mi się pierwsze zdanie. O pustych kieszeniach. I o Kościele też, co nabiera szczególnego znaczenia w obliczu złożenia przeze mnie podpisu, wczoraj, pod pewnym dokumentem… Całość tutaj

2013-09-09

Krypta zamknięta!

Pracę nad II częścią przygód Tomasza Horna zakończone. Przynajmniej kolejny etap. Nie odmówię sobie przyjemności wrzucenia fragmentu: 

– Masz „klamkę”? – chciał się upewnić Święcki, gdy wchodzili do hotelu.
– A ty masz jaja? – Plebanowi z trudem udało się zapanować nad wybuchem złości; na szczęście znał Józefa kilkadziesiąt lat i wiedział, że ten czasami zadaje dziecinne pytania.
W milczeniu minęli portiernię i nie zatrzymywani przez nikogo weszli na schody.
– A ty wiesz, Pleban, że tu niedaleko, na lotnisku w Dajtkach, lądował kilka razy samolot z samym Hitlerem na pokładzie?
Mężczyzna tylko wzniósł oczu ku niebu, a raczej sufitowi. 
Kiedy to się wszystko skończy?! – zapytał sam siebie w myślach, na głos zaś warknął:
– Żebyś mi tylko, kurwa, przy nim czasem tego nie kłapnął. Będzie lepiej dla nas wszystkich, gdy nie będziesz się w ogóle odzywał. OK?
– Jak chcesz. – Obraził się tradycyjnie Święcki.
– Może ty powinieneś zostać lotnikiem, wiesz? Zastanawiałeś się kiedykolwiek nad tym, co? Kiedy pan psycholog cię badał w ósmej klasie, sprawdzał miarką długość fiutka? 
– Idź, bo jak cię…
– Ale pamiętasz chyba ósmą klasę? Te trzy najbardziej fascynujące lata swojego życia?
– Spierdalaj!
– A nie powiedziałeś mi jeszcze, Święcki, dlaczego spóźniłeś się dzisiaj na spotkanie. Prawie kwadrans na ciebie czekać musiałem.
– Ja się nie pytam o twoje sprawy zawodowe, więc ty nie wypytuj mnie. Miałem po prostu inną robotę, równie ważną. Dlatego się spóźniłem.
– Usłyszę magiczne słowo?
– Spierdalaj!

2013-09-06

Francuzi mocno polscy


Zaraz idę kupić sobie ich biografie. Rolanda Topora i Honore de Balzaca na swój użytek nazwałem polskimi Francuzami. Rodzice pierwszego byli przecież polskimi Żydami, drugi pod koniec życia ożenił się z Polką, Eweliną Hańską. O Toporze wiele razu tu pisałem. A Balzac? Tytan pracy, autor blisko setki pozycji. Dziś w dobie internetu i komputerów dopiero miałby co pokazać. Tylko kto wtedy opisałby świat XIX-wieku? Już się cieszę na lekturę.

2013-09-05

Kopernik powróci

Równo 65 lat temu na Wzgórzu Katedralnym we Fromborku otwarto muzeum Mikołaja Kopernika. Szybko, po zaledwie trzy lata po wojnie. Ale taka była potrzeba chwili. Astronom, który pojawia się w Ornacie z krwi, powróci w jednej z kolejnych powieści o przygodach Tomasza Horna. Pytano mnie o to podczas spotkania promocyjnego książki. Takich bohaterów się łatwo nie opuszcza. A będzie dramatycznie i wzniośle. Na kartach powieści odbędzie się bowiem uroczysty pogrzeb kanonika. Dotkniemy też spraw sprzed wojny.

2013-09-02

15 lat…

… ale będę apelował. Tak odpowiedział siedzący w ubikacji więzień pilnującemu go milicjantowi w kultowym Misiu. Gdyby mnie posadzili 1 września 1998 roku, pewnie teraz bym wyszedł. Bez apelacji. Ale siedzę. I pewnie jeszcze posiedzę w tej Warszawie drugie tyle… Przez ten czas zrobiłem wiele rzeczy. A to dałem się zastraszyć psychopatycznemu właścicielowi mieszkania, które wynajmowałem. Byłem naiwny i głupi w pierwszej pracy, biorąc pracę za połowę tego, co dostawała osoba wcześniej na tym stanowisku zatrudniona. Oszukano mnie w "agencji nieruchomości" takiej za 200 złotych. Jak idiota stałem w kolejce do lekarza pierwszego kontaktu w rejonowej przychodni, by się do tego lekarza i tak nie dostać. Potem już było lepiej, bo nie dałem sobie wmówić policji, że przejechałem skrzyżowanie na czerwonym świetle. I jestem winien tylko dlatego, że rejestracja mojego auta nie zaczyna się na W. Wyśmiałem człowieka w warsztacie, który chciał 5 tysięcy za naprawę, za którą w Iławie zapłaciłem… 500 złotych. I tak dalej, i tak dalej. Meandry losu, nauczka za nauczką, walka o przetrwanie w dżungli miasta. Jakże wszystko to banalnie brzmi…! Dziś jednak wiem, że wybór, którego dokonałem 15 lat temu, był słuszny. A Karta Warszawiaka, o której teraz się głośno mówi, nie będzie mi i tak do niczego potrzebna.

2013-08-29

Drogi i mosty

Problemy autora nigdy się nie kończą. Problemy z drogami też. Owszem, jeżdżę po nich i denerwuję się jak wszyscy. Ale nie o tym chciałem. W Ornacie z krwi wspominam o tym, że Kwidzyn, gdzie zaczyna się akcja, nie ma mostu przez Wisłę. I co? I dzień po wakacyjnej premierze książki most został otwarty! Dziś z kolei wracałem z Mazur odcinkiem S7 Olsztynek-Nidzica. I już wiem, że będę musiał przerabiać tekst. Ewa Rimmel, która będzie chciała dostać się okazją z Waplewa do Olsztynka na posterunek policji, owszem, będzie mogła tam stać. Może ktoś się zatrzyma. Ale Horn, który nadjeżdża z przeciwnej strony, bo z Olsztyna, raczej nie będzie mógł dostrzec archeolożki, co więcej zatrzymać się i pogadać z nią. Trzeba kreślić...

2013-08-21

Gawędziarski styl

Pisze Rafał Socha: "(...) Fabrykę frajerów chciałbym pochwalić przede wszystkim za bardzo atrakcyjny, bliski mi – i zawsze przeze mnie wysoko ceniony – swobodny, gawędziarski styl. Od razu można poczuć sympatię do autora. No i dobry język. Krzysztof Beśka – z jednej strony – przedstawiane scenki ukazuje ze sporym dystansem (wiadomo: minęło wiele lat, patrzy więc z odległej perspektywy, co dziwić raczej nie powinno), ale też i niekiedy – ku memu zdumieniu – zdarza mu się bardzo emocjonalnie wciąż do pewnych zagadnień podchodzić, tak jakby je na nowo przeżywał i doskonale pamiętał (np. problem ze znalezieniem partnerki na zabawę studniówkową). Mimo upływu lat! Z pewnością dodaje to książce autentyczności, powieść nie jest bezbarwna (...)" Całość na blogu

2013-08-20

Pierwsze zdanie

Czy jest ważne, czy nie? Zdania na temat pierwszego zdania powieści są podzielone. Jak było ważne choćby dla Virginii Woolf, której zdjęcie ilustruje ten post, wiemy z filmu Godziny. Książki, które zaczynają się od zdania "Padał deszcz", to oddzielna kategoria w literaturze. A jak jest u mnie? Już w pierwszym zdaniu Trzeciego brzegu Styksu dałem do zrozumienia, o co mi chodzi. I zostało to dobrze odczytane. Teraz mam za sobą intro kolejnej części przygód detektywa Stanisława Berga, do której pisania właśnie zasiadłem. Pierwsze zdanie brzmi: Ruscy wyjeżdżają!

2013-08-19

Sugestywnie i wiarygodnie

Pisze dr Bernadetta Darska w recenzji Ornatu z krwi zatytułowanej Zagadki Fromborka "(...) Ci, którzy znają przygody nieodżałowanego Pana Samochodzika, z pewnością z ukontentowaniem zatrą ręce, bo kryminalne perypetie będą się działy tam, gdzie siódma część serii autorstwa Nienackiego. Identyczne imiona bohaterów to nie jedyny trop, który pozwala na porównanie. Beśka chętnie wprowadza zbeletryzowane i podrasowane pewną dawką konfabulacji fragmenty historyczne dotyczące m.in. św. Wojciecha, wielkiego mistrza zakonu krzyżackiego Wernera von Orselna czy braci Mikołaja i Andrzeja Koperników. Warto odnotować, że rozdziały te w niczym nie ustępują tym, których akcja dzieje się współcześnie. Historia okazuje się więc równie pasjonująca, a uczestnicy wydarzeń sugestywnie i wiarygodnie przedstawieni. Nawiązania do Dana Browna należy uznać również za zasadne. Co prawda, Beśka nie zamyka akcji powieści w jednej dobie, jak to ma w zwyczaju autor „Aniołów i demonów”, ale rozpisuje ją na siedem dni, poza tym jednak dużo tu takich epizodów, które delikatnie można by określić mianem sensacyjnych i bardzo spektakularnych. Tym samym niewielki Frombork staje się tłem dla naprawdę wielkiej potyczki z siłami zła. (...)" Całość tutaj

2013-08-16

Sławomir Mrożek (1930-2013)

Skaranie boskie z tobą! Kto widział tak szczać i szczać?! – tą kwestią ojca ze sztuki Pieszo Sławomira Mrożka rozpocząłem występy z okazji święta wojska polskiego w 1989 roku. Aktorem później nie zostałem, na szczęście, ale oficerem też nie. Teatr, literatura – to one między innymi ponoszą odpowiedzialność za moje wybory. I oto autor sztuki, której fragment wystawialiśmy wtedy, umiera właśnie w święto wojska, choć obchodzone już innego dnia. Zapewne wiele jeszcze będziemy czytać na temat tego wielkiego artysty. Moje wspomnienie o Nim jest właśnie takie.

2013-08-13

Pomysły, zamysły

We wczorajszych serwisach informacyjnych zwróciłem uwagę na aż dwie informacje, które mogłyby stać się zaczątkiem nowej powieści, choćby kolejnej o przygodach Tomasza Horna. Po pierwsze Twierdza Modlin została wreszcie kupiona. Ile tam musi być tajemnic, ile zakamarków, ech! Po drugie w getcie w Białymstoku działali kopiści, żydowscy malarze, którym Niemcy zlecali kopiowanie znanych dzieł malarskich, oczywiście za darmo. Czy wszystkie te obrazy wyszły za mury getta…? Tylko siadać i pisać!

2013-08-08

TV Braniewo 24


Krótki reportaż z promocji Ornatu z krwi, która odbyła się w sobotę we Fromborku, w gościnnej restauracji Don Roberto, już pojawił się w sieci. Można go obejrzeć tutaj

2013-08-07

Gdzie kupić?








W sierpniu Ornat z krwi jest dostępny tutaj po promocyjnej cenie.

2013-08-06

Na mapie kryminału…

… przybyło nowe miejsce – Frombork i Wzgórze Katedralne, gdzie dzieje się spora część akcji Ornatu z krwi. Popatrzeć, porównać, a także dodawać nowe miejsca można tutaj

2013-08-05

Pod fromborską katedrą

Wakacyjna premiera Ornatu z krwi już za nami. Spotkanie, które odbyło się w ogródku restauracji Don Roberto, poprowadziła dr Bernadetta Darska (na zdj.), krytyczka literacka i znawczyni kryminału, natomiast wśród gości pojawili się pisarze, którym gatunek ten również jest bliski – Paweł Jaszczuk i Tomasz Białkowski, obaj z Olsztyna. Obok nich mieszkańcy Fromborka i nie tylko. Wszystkich powitała Jolanta Świetlikowska z Oficynki, która wydała powieść, a tę można było nabyć na miejscu od Kazimierza Świetlikowskiego, który odpowiada także za to, że książka wygląda tak, jak wygląda. A wygląda pięknie i… zdrowo! 580 stron, co więcej powiedzieć. Potem były odpowiedzi na trudne pytania, zarówno te zadane przez prowadzącą, jak i i te, które padły "z sali". Można było wypić i zakąsić, o co zadbali właściciele Don Roberto. A potem rozmowy aż do północy, peregrynacje po mieście i porcie całą literacką ekipą, a zebrać taką w jednym miejscu to dopiero sztuka. Wszystkim z tego miejsca dziękuję. Więcej zdjęć ze spotkania na stronie Tomasza

2013-08-01

Dirlewanger


– Trzydziesta szósta dywizja grenadierów SS zaczęła swoją niechlubną karierę od zbrodni wojennych dokonanych na tyłach frontu wschodniego. Palono, grabiono, gwałcono kobiety i mordowano wszystkich, bez wyjątku. Gdy więc 1 sierpnia 1944 roku w Warszawie wybuchło powstanie, dowództwo wojsk niemieckich nie miało wątpliwości, kogo skierować na ulice zbuntowanego miasta. Współpracując z oddziałami policji dowodzonymi przez Heinza Reinefartha, dirlewangerowcy zapisali jedną z najkrwawszych kart w historii powstania podczas pamiętnej rzezi Woli, w wyniku której śmierć poniosło blisko sześćdziesiąt pięć tysięcy warszawiaków… Ludzie Dirlewangera z wyjątkowym okrucieństwem mordowali, pacyfikowali szpitale, zabijając pacjentów i personel. Podobnie było w innych dzielnicach: na Starym Mieście, Powiślu i Czerniakowie – mówi jeden z bohaterów książki, nad którą teraz pracuję. Człowiek, który wyrównuje rachunki. Żaden z ludzi Dirlewangera nie został bowiem osądzony za zbrodnie popełnione w Warszawie. Warto o tym pamiętać, szczególnie dziś. I oddać hołd zamordowanym, a nie buczeć na Powązkach czy Kopcu, skakać i śpiewać w Parku Wolności czy brać udział w głupich grach miejskich.

2013-07-31

Nie jest za późno

I jeszcze parę słów na temat ukrywających się zbrodniarzy wojennych. We wczorajszych Wiadomościach podano, że Centrum Szymona Wiesenthala daje 25000 euro za wskazanie nazistowskiego zbrodniarza, a tych, jak się okazuje, jeszcze jest coś koło setki. Ciekawe, czy któryś z nich wybrał się kiedyś na wycieczkę autokarową do naszego kraju… 

Tymczasem podano drugie danie: ziemniaki, kotlet schabowy z odrobiną przesmażanej kapusty, zestaw surówek. Młodziutka kelnerka sprzątnęła talerz z niedokończoną przez Franka zupą, zanim ktokolwiek zdążył zaprotestować. Na tym miejscu jej kolega postawił po chwili talerz z drugim daniem. 
 Ale Frank nie wracał. 
 – Wszystko w porządku? Smakuje państwu obiad? – zapytał Schwarzów Stefan Ludwiszewski, kończąc tradycyjną rundkę między stolikami.
 – Ja, gut – odpowiedział Erich.
 Kolejna wymiana spojrzeń z żoną kazała mu jednak zrewidować opinię.
 – Frank Prochnov wyszedł do toalety i długo nie wraca – rzekł, robiąc zbolałą minę, jakby to jemu samemu dokuczała wstydliwa choroba. – Trochę się o niego martwimy.

2013-07-30

Pan Samochodzik i Fantomas

Tę pozycję zabrałem ze sobą na wakacyjne plażowanie, tym samym zamykając cykl powtórek z Pana Samochodzika. Cykl kolejny i z pewnością nie ostatni. Pierwsza refleksja: gdyby ktoś napisał taką książkę dziś, zjechaliby go z miejsca. Za co? A za zbyt dużą ilość opisów Francji (być może 40 lat temu była to frajda, dziś można wszystko obejrzeć w internecie albo po prostu pojechać) czy zbyt dużą uwagę poświęconą malarzom. Teraz czytelnik jest niecierpliwy, chce akcji. Ale już intryga, którą wysmażył Nienacki, świetna. Metoda Fantomasa też. No i dowiedziałem się, co palił pisarz – Amphorę (widać na zdjęciu) pomieszaną z polskim tytoniem Najprzedniejszy. I tak sobie myślę, że pewnie niejeden raz będą mnie jeszcze pytać podczas spotkań promocyjnych Ornatu z krwi o Pana Samochodzika.

2013-07-29

Priebke i inni


Ornat z krwi jeszcze w maszynach drukarskich, a ja już myślę o tym, jak możliwie ciekawie skomplikować życie bohaterów w drugiej części przygód Tomasza Horna. Książka już jest, ale dochodzi "na małym ogniu". Postaci w niej sporo, sporo się dzieje. Jakiś czas temu zastanawiałem się, czy jest jeszcze sens pisać o ściganiu hitlerowskich zbrodniarzy wojennych w książce, która rozgrywa się tu i teraz. Bo i ile lat mają ci ludzie? A no na przykład taki hauptsturmführer Erich Priebke, odpowiedzialny za egzekucję 335 Włochów w 1944 roku, obchodzi dzisiaj setne urodziny! Do 1994 roku ukrywał się w Argentynie. Teraz odsiaduje karę dożywocia w… domu spokojnej starości.

2013-07-22

Od pomysłu do finału

Dokładnie 5 lat temu, siedząc na plaży w Ustroniu Morskim, wpadłem na pomysł powieści, w której podważyłbym oficjalną wersję śmierci św. Wojciecha. Pomógł mi w tym Turbot Grassa, choć apetyt na powieść sensacyjną ze szpiegami, która rozgrywałaby się na Wybrzeżu, miałem od dłuższego czasu. Dziś, także na plaży, patrzę na efekty swojej pracy, czyli zatwierdzam redakcję. Koło się zamyka, coś się w końcu wykluwa. Efekty pachnące świeżą farbą drukarską już niebawem. A ja idę do wody.

2013-07-17

Międzylądowanie

Między jednym wyjazdem a drugim. I znów wspomnienie. Ćwierć wieku temu upuszczałem Bieszczady, zakochany w tych górach. Wiedziałem już, o co chodzi Jerzemu Harasymowiczowi. To był początek mojej fascynacji Bieszczadami i księciem poetów, który w tym roku obchodziłby 80. urodziny. Spakowałem zatem ten wielki plecak (jak coś takiego człek mógł na grzbiecie nosić?!), wyjechałem z Wetliny i kierowałem się na północ, dokładnie na Grunwald, gdzie rozpoczął się zlot harcerstwa polskiego.

2013-07-12

Dziura w niebie

Tej książki Tadeusza Konwickiego jeszcze nie czytałem. Może dlatego, że najbardziej lubię te warszawskie. Wileńskie mniej. Ale sięgnąłem po nią, bo jest w domowej bibliotece. A po drugie jej akcja rozgrywa się w roku 1938, czyli dokładnie tak jak mój Autoportret z samowarem, który właśnie kończę cyzelować. Chodziło mi o to, jak wówczas mówiła młodzież. Rzadko wcześniej spotykałem się z takimi słowami, jak "drefić", "mitrężyć" czy "iść samowtór". Prócz tego to piękny portret utraconej krainy dzieciństwa… Ja na szczęście swoją jeszcze mam. Jutro tam jadę!

2013-07-09

Dobry wybór

A jednak nie zbłądziłem, a przynajmniej nie tak bardzo, skoro Cezary Polak pisze w najnowszym „Przekroju”, że „Polski kryminał przeżywa boom ilościowy i jakościowy. Co tydzień ukazują się dwie premiery książkowe, za opisywanie morderstw biorą się autorzy kojarzeni dotychczas z literaturą wysoką, pojawiają się przekłady i pochlebne recenzje na Zachodzie. Polski kryminał wyrwał się ze środowiskowego getta i choć jeszcze nie nadrobił wszystkich zaległości do Skandynawów i Anglosasów, stał się ważnym zjawiskiem literackim i najbardziej spektakularnym trendem w naszym piśmiennictwie na początku XXI w. (...)”.


2013-07-08

Klimat specyficznego miasta

Pisze emindflow na lubimyczytac.pl : "W ostatnim czasie ukazało się sporo polskich tzw. retro-kryminałów, ale żaden z nich nie rozgrywał się w Łodzi. Z tym większą ciekawością sięgnąłem po książkę Krzysztofa Beśki i zostałem mile zaskoczony. Autor skonstruował bardzo interesującą fabułę, którą ulokował w XIX-wiecznej Łodzi. Świetnie oddał klimat tego specyficznego miasta, w którym, jak w żadnym innym do tego stopnia, wymieszały się cztery narodowości, kultury i religie. Książkę czyta się doskonale – akcja jest dynamiczna, ciągle coś się dzieje, a całość wieńczy całkiem zgrabne zakończenie (...)" całość tam

2013-07-05

Do Kaliningradu

PKS w Olsztynie uruchomił właśnie nowe, codzienne połączenie autobusowe do Kaliningradu. Bohaterowie Ornatu z krwi też wybrali ten środek lokomocji. Niestety, nie mają zamiaru ani zwiedzać, ani handlować… Wariat. Po prostu wariat! – pomyślał Horn.
– My jednak nie pozwolimy, żeby nami pomiatano. Pismo mówi jasno: nie mniemajcie, że przyszedłem, by przynieść pokój na ziemię; nie przyszedłem, przynieść pokój, ale miecz...
Wydawało się, że kolejne słowa, jakie wyrzekł Pasterz, wypowiada tak naprawdę ktoś inny: zdania, które padały, były bowiem krótkie, rzucane szybko, jakby... wyszczekiwane.
– Podaję cel dla grupy uderzeniowej numer jeden: siedziba mera Kaliningradu. Grupa uderzeniowa numer dwa: port lotniczy w Kaliningradzie. Numer trzy: sobór Chrystusa Zbawiciela. Cztery: podrzucenie „konserwy” w centrum handlowym. Przejazd przez granicę ułatwią nam nasi bracia...
W tym samym momencie uszu Horna znów doszło zagadkowe stukanie. Słyszał je chwilę po tym, jak ruszyli z ośrodka. Szybko jednak przestało, więc wytłumaczył je sobie kiepskim stanem technicznym autokaru. 
Teraz jednak stali w miejscu.

2013-07-04

Cud i… zbrodnia

Dwa obiekty z Warmii i Mazur kandydują do miana nowego cudu Polski w konkursie miesięcznika „National Geographic”. Wzgórze Katedralne we Fromborku i Piramida w Rapie. Tak się składa, że w tych dwóch miejscach rozgrywają się krwawe sceny w dwóch  nowych powieściach kryminalnych, moim Ornacie z krwi, który ukaże się już za miesiąc, i Królu Tyru Tomasza Białkowskiego. Może ktoś zagłosuje po lekturze, a może sięgnie po książki po wizycie w tych miejscach. Tak czy owak, zapraszamy. Więcej o konkursie tutaj

2013-07-01

Borsuki

Coś więcej tu ostatnio wspomnień niż relacji z tego, co w temacie pisania dzieje się na bieżąco. Ale to nic. Jeszcze się będzie dziać. Poza tym nie mam miejsca, gdzie mógłbym takie przemyślenia umieścić. W książkach nie, bo szanuję czytelnika i jego czas. A zatem blog. I kolejna rocznica. Równo 30 lat temu wyjeżdżałem na swój pierwszy obóz harcerski. Był to mój pierwszy w życiu tak długi wyjazd z domu; wcześniej nie jeździłem na kolonie i później też, na szczęście. Obóz zorganizowano niedaleko wsi Borsuki nad Bugiem, województwo Biała Podlaska. Kiedy dziś opowiadam o tym, co się tam działo, ludzie łapią się za głowę. Dziś taki obóz zostałby zamknięty pierwszego dnia, a jego organizatorzy aresztowani. Zero bieżącej wody, mycie w rzece Bug, mydłem, szamponem, więc i z ekologią na bakier. Mycie naczyń tamże. Wszystko jednak stawało się niemożliwe, gdy w górze rzeki chłop poił bydło. W lesie latryna z gałęzi, dół w ziemi. Kuchnia polowa. Namioty NS (jak na zdjęciu). I tak trzy tygodnie. Zbieranina dzieci z gminy Iława i gmin sąsiednich. Nic dziwnego, że gdy wróciłem, brud odpadał płatami. Przyznaję, nie radziłem sobie. Także z kolegami w namiocie. Ale to i tak było nic w porównaniu z innym kolegą, który z obozu harcerskiego wrócił z odbitą śledzioną. Niestety, nie spowodowało to niechęci do harcerstwa. Wręcz przeciwnie. Choroba ta miała potrwać równe dziesięć lat. Opisałem tę chorobę w jednej ze swoich książek, ale z kolejnej autokorekcie wszystko wyrzuciłem. Nie ma co serwować czytelnikom czegoś takiego. Ale na blogu? Czemu nie? Jeszcze powywlekam.