2013-04-29

Wokół Miłosza


Dwa tygodnie temu wróciłem z domu bogatszy o nową książkę. Mama dała pieniądze i wysłała mnie do Empiku, bym sobie coś na urodziny kupił. No to kupiłem. Wiersze wszystkie Czesława Miłosza. Myślę, że to jedna z największych polskich osobowości XX wieku. Miałem wielkie szczęście, bo dane mi było poznać poetę osobiście w 1999 roku. Na maturze z języka polskiego wybrałem, zresztą jako jedyny, temat czwarty, czyli analizę i interpretację utworu poetyckiego. I był to właśnie wiersz Miłosza. Z kolei na zajęciach na polonistyce, opcji pod nazwą Wokół Miłosza, niewiele miałem do powiedzenia, przyznaję i kajam się. Może teraz uda mi się to nadrobić. Poniżej jeden z moich ulubionych wierszy.


Uczestnik

Co dobre? Czosnek. Na rożnie udziec barani. 
Wino z widokiem na kołyszące się łodzie w zatoce. 
Gwiaźdiste niebo w sierpniu. Odpoczynek na górskim szczycie. 

Co dobre? Woda basenu i sauna po wielu milach podróży. 
Kochanie się i sen w objęciu z dotykaniem się nóg. 
Mgła o poranku jasna, bo zaczyna się dzień słoneczny. 

We wszystko co nam, żywym, wspólne jestem zanurzony. 
Doświadczając tej ziemi za innych w moim ciele, 
Wędrując pod niepewnym zarysem wieżowców? antykościołów? 
Dolinami zawsze pięknych, choć zatrutych, rzek.

2013-04-26

Dla słoików

Określenie "słoik" dla kogoś, kto nie pochodzi z Warszawy, tylko przyjechał tu jakiś czas temu (raz na jakiś czas wraca w rodzinne strony i przywozi jedzenie w słoikach właśnie) i pracuje, jest coraz bardziej popularne. Pojawia się już nie tylko w złośliwych internetowych komentarzach (najczęściej na stronie TVN Warszawa; podejrzewam, że tym, którzy to etatowo robią, słoma z gównem z butów wystaje), ale też w telewizji. Już ten i ów znany człowiek ujawnia się jako przyjezdny, już "słoiki" łączą szeregi. Myślę nieskromnie, że moja Wrzawa i Bumerang to obowiązkowa lektura dla każdego, kogo temat interesuje i chciałby go rozwinąć. Przez dziesięć lat chyba niewiele się zmieniło. Czy ja jeszcze jestem "słoikiem"? PIT rozliczam w Warszawie, ale już rejestracji auta na warszawskie nie zamienię (na szczęście nie mieszkam w okolicach, gdzie w nocy takim tną opony, bo zajęli miejsca parkingowe, na przykład na Ochocie). "Słoikiem" nie jest już na pewno mój syn, który urodził się w szpitalu na Solcu. I właśnie został przyjęty do zerówki w szkole podstawowej.

2013-04-23

Święty Wojciech

Dziś Wojciecha. W kościołach msze, modlitwy, wspomnienia męczeńskiej śmierci tego pierwszego polskiego świętego. A nawet pielgrzymki do Świętego Gaju, gdzie zginął Sławnikowic. Tylko czy na pewno tam? O tym między innymi będzie moja książka, która wyjdzie 2 sierpnia nakładem gdańskiej Oficynki.


– In nomine Patris et fillii et Spiritus Sancti – wypowiedział podniosłym głosem milczący dotąd Wojciech, a jego prawa ręka zarysowała w powietrzu kształt krzyża.
Trzej misjonarze uklękli. Wiedziony ich przykładem Niedamir uczynił to samo, choć nieco niezgrabnie, plącząc się w poły długiego płaszcza, którym ktoś z miejscowych troskliwie nakrył go nocą. Mokra trawa z miejsca zmroziła kolana. 
Wojciech zaintonował jakąś pieśń, jednak jej treści Pomorzanin nie rozumiał. Usiłował włączyć się do chóru (miał do tego dryg, bo często słuchał kołysanek śpiewanych dzieciom przez żony, a potem, oczywiście w samotności, potrafił sam odtworzyć melodię), jednak z ust jego dobył się tylko żabi rechot, więc poniechał kolejnych prób.
Potem Wojciech spojrzał na słońce, wziął do ręki jakąś grubą księgę, otworzył ją i rzekł:
Lauda.
Następnie z ust misjonarza wypłynęły słowa szeleszczące i miękkie, miejscami śpiewne, innym razem twarde niczym bursztyn. Pozostali bracia odpowiadali mu na te słowa, czynili zagadkowe gesty, dotykali różnych części ciała. Niedamir, z początku usiłujący dotrzymać tempa, i tym razem zrezygnował. Wkrótce podnieśli się z klęczek. 
W tej samej chwili rozległ się tętent końskich kopyt. 
Wszyscy czterej spojrzeli w kierunku, skąd dobiegał ów odgłos – na las. Ciemne tło ściany przebijały srebrne błyski, jakby ktoś uwięziony między pniami dębów, trzymany przez mocne ramiona konarów grabów czy buków, dawał znaki, czekając pomocy. 
Po kilku chwilach z lasu wyjechał oddział zbrojnych. W promieniach słońca już wyraźnie lśniły szyszaki, szpiczaste hełmy, tarcze i miecze. Jeszcze nie można było dostrzec barwy, a tym samym pod jakim kniaziem służyli wojowie. Ale ich zamiary były jasne. 
Jechali, ażeby zabić. (…)

2013-04-22

Dzień Ziemi


22 kwietnia jest od wielu lat obchodzony jako Dzień Ziemi. Tego dnia głośno mówi się o sprawach ekologii. Kiedyś temat ten był mi bardzo bliski. Działałem w organizacjach ekologicznych. Napisałem nawet dwa artykuły do „Zielonych Brygad”. W roku 1990 imprezy z okazji Dnia Ziemi odbyły się w Ełku i były jednymi z największych w Polsce. Miały wówczas miejsce uliczne manifestacje, prelekcje, spotkania, wystawy oraz koncerty. Byłem tam. Na zdjęciu, które znalazłem w sieci, ten osobnik na środku to najprawdopodobniej jestem ja. 
Co dziś mi zostało z tamtych lat? Przede wszystkim, jako chyba jedyny spośród ludzi, którzy wówczas decydowali się na taki krok, wciąż jestem wierny diecie wegetariańskiej. W domu starannie segreguję śmieci, wrzucam je do oznaczonych pojemników na osiedlu. Jestem przeciw elektrowniom atomowym. Z drugiej jednak strony denerwują mnie niektóre poczynania grup szeroko pojętych ekologów, które polegają na blokowaniu inwestycji, np. obwodnic. Przepraszam, ale wolę, by mniej ludzi ginęło rozjeżdżanych przez tiry niżby miano chronić mrówki czy żaby. Szlag mnie trafia, gdy poświęca się czas w wiadomościach na to, by napiętnować kogoś, kto kopnął kota, gdy obok ludzie głodują. O zdjęciach kotów na Facebooku już nie wspominam (ludzi, którzy je umieszczają, uciszam od razu). Tyle mi zostało z ekologii. Dużo to czy mało? Chyba jednak coś.

2013-04-19

Trzy pomysły na tekst

Dziś mija 70 lat od chwili, gdy Żydzi w warszawskim getcie stawili zbrojny opór hitlerowcom. Uroczystości trwają od kilku dni i będą jeszcze trwać. Ja myślałem od tamtych ludziach i wydarzeniach niemal każdego dnia, bowiem przez 7 lat pracowałem przy pomniku bohaterów getta. Wtedy też zaczęły mi przez głowę przelatywać pomysły, jak temat ten spożytkować w różnych formach literackich. Ciekawe byłoby na przykład słuchowisko o jakimś współczesnym mieszkańcu Muranowa, który w nocy przez ścianę słyszy płacz dzieci, choć nikt z sąsiadów dzieci nie ma… Teraz, w tym miejscu planowałem napisać o pozostałych dwóch pomysłach, z których jeden związany jest z bunkrem Anielewicza (mało kto wie, że po wojnie nie ekshumowano powstańców, którzy tam zginęli, na czele z Anielewiczem. Wszyscy leżą tam do dziś, kilkadziesiąt osób…) Ale nie zdradzę pomysłu. Moje. Nie dam. I na pewno kiedyś wykorzystam.

2013-04-17

Komisarz Podbiał na czytniku

Wiem, że na ten moment kilka osób czekało. Rok po premierze wersji tradycyjnej, papierowej, mój warszawski współczesny kryminał Wieczorny seans jest dostępny także w postaci e-booka. Książkę w promocyjnej cenie można nabyć tutaj

2013-04-16

Będzie o jebaniu, będzie o rzyganiu

Dwa wydarzenia, obok których przejść spokojnie się nie da. W warszawskim Teatrze Studio będzie można obejrzeć Rachatłukum Jana Wolkersa. To monodram w wykonaniu Marcina Bosaka, choć aż prosiło się, żeby to jednak był spektakl z drugą połową, czyli demoniczną Olgą. Był czas, gdy książki tego szalonego Holendra nie wypuszczałem z rąk. Pomogła mi bardzo na studiach, gdy starałem się wytrzymać na mocno sfeminizowanym roku. Drugie wydarzenie to premiera Kronosa, czyli tajnego dziennika Witolda Gombrowicza. Tam jaśniepanicz ponoć opisuje swoje stosunku tak z kobietami, jak i mężczyznami, a także wszystko to, co z tego wynikało, włącznie ze smarowaniem miejsc intymnych. Zapowiada się więc rzecz mocna, choć z drugiej strony czy dziś można jeszcze zadziwić i zaszokować w literaturze?

2013-04-11

Patterson

Dopiero wpadł mi w ręce jego Tropiciel, więc jeszcze nie wyrobiłem sobie zdania na temat tej prozy. Ale już dziś podziwiam Jamesa Pattersona i nie waham się nazwać go tytanem pracy. Zacytuję kilka fragmentów wywiadu z pisarzem, przedrukowanego w tygodniku "Forum": 
"Pomyślałem sobie: czemu nie spróbować. I napisałem kryminał. Numer Thomasa Berrymana (1976) zdobył nagrodę Edgara dla najlepszego pierwszego kryminału po tym, jak odrzuciło go 30 wydawnictw. (...) Ktoś kiedyś powiedział, że szczęście polega na znalezieniu zajęcia, które się lubi, a gdy ktoś chce nam za nie płacić, to cud. Uwielbiam opowiadać historie. (...) Tak spontanicznie tworzę zarys książki, bo chcę, by powieści powstawały pod wpływem natchnienia. Potem wracam do nich i coś dodaję lub odejmuję, i zostawiam je jeszcze na jakiś czas na małym gazie. (...) Czytam około 30, 40 książek rocznie. Zazwyczaj literaturę faktu i powieści. (...) Chcę pisać serie książek, które mnie interesują. Gdy jakaś seria mnie znudzi, porzucę ją. (...)"
Do wszystkich tych prawd doszedłem sam. Dobrze teraz znaleźć ich potwierdzenie.

2013-04-10

Mapa Kryminału

Na Portalu Kryminalnym od jakiegoś czasu działa specjalna mapa, na której internauci, miłośnicy powieści z dreszczykiem, oznaczają miejsca związane tak z czytanymi książkami, jak i ich autorami. Pojawiła się tam również Łódź, Trzeci brzeg Styksu i detektyw Stanisław Berg. Zajrzeć i wziąć udział w zabawie można tutaj

2013-04-09

Tajemnica lwa

Rzeźba lwa z łapą na kuli, stojąca na rynku w Olsztynku, to dzieło Micheleangelo Pietrobelliego. Przetrwała wysadzenie mauzoleum Hindenburga zimą 1945 roku, jak i późniejszą dewastację ruin. Przez długie lata los lwa nie był znany. W 1993 roku rzeźba została przypadkowo odnaleziona w Kętrzynie… Lew ów odegra ważną rolę w powieści, za której szlifowanie właśnie się zabrałem.

2013-04-05

Na tropie


Praca nad drugą częścią przygód Tomasza Horna zakończona. Pochwalę się gorącym fragmentem:
(...) – Bastion Wschodni, czyli ten, w którym się znajdujemy. W dodatku carré to nazwa typu fortu i po francusku oznacza kwadrat, co może tłumaczyć kształt rysunku. Jesteśmy na miejscu, proszę państwa! – Czyż zatarł ręce.
Spojrzeli dookoła siebie. Jak okiem sięgnąć, trawa i zielsko, spod którego gdzieniegdzie wyzierała czerwień gotyckich cegieł. 
– Na oko jakieś pół roku kopania. Oczywiście z użyciem ciężkiego sprzętu – stwierdził bez uśmiechu Horn, po czym zawiesił wzrok na kapitanie. – Pewnie odpowiedź dałyby ostatnie znaki. Domyślasz się, co oznaczają?
– Nad tym się właśnie zastanawiam.
– A może to konkretna mapa? – zastanawiał się głośno Szmidt. – Pozioma kreska, dwie pionowe i znów pozioma. Mur, brama i znów mur? Część znaków zodiaku, które wcześniej znajdowaliście, była umieszczone w bramach i drzwiach… (...)

2013-04-02

Dzień Książki dla Dzieci

Obchodzi się go 2 kwietnia, bo to rocznica urodzin Andersena. Trochę dziwne, jeśli się spojrzy na niektóre z baśni Duńczyka, przy których bracia Grimm to niewinni pastuszkowie. Ale co się dziwić, miał chłopak trudne dzieciństwo. Ja sam swego czasu znalazłem kładkę, która prowadziła od wierszy do prozy, właśnie w literaturze dla dzieci. Kiedy to potem przeczytałem, włosy mi dęba stanęły. A przecież dzieciństwa trudnego nie miałem. Skasowałem szybko i obiecałem więcej tego nie robić. Przy okazji, sobie samemu, w dniu urodzin  życzę wytrwałości w pisaniu. Bo wena to dla amatorów.

2013-03-31

2013-03-29

Gdyby nie wuj…


(...) Z Rzymu wracał Watzenrode biskupem, ale bez grosza przy duszy, w dodatku ścigany przez gniew królewski, więc okrężną drogą, by zmylić przeciwnika. Wiózł na Warmię jedynie książki, co koncept przyniosło, aby podszyć się pod… księgarza. Godność obejmował, niepewny, czy gniew Kazimierza przemieni się w zbrojną interwencję, papież odrzucił bowiem królewską apelację. Jagiellończyk zmarł jednak niebawem, a Łukasz Watzenrode stał się panem na Warmii. 
 Wkrótce jego siostrzeńcy, Andrzej i Mikołaj Kopernikowie, korzystając ze środków finansowych wuja, poszli jego krakowską, a później włoską drogą nauki, po skończeniu której młodszy z braci został sekretarzem oraz lekarzem na zamku biskupim w Lidzbarku. Uczestniczył też wraz z wujem w zjazdach stanów Prus Królewskich. 
 Potęga Łukasza Watzenrode rosła z każdym rokiem, wraz z nią potęga Warmii i jej Kościoła. Biskup budował coraz to nowe świątynie i suto je wyposażał. Również i jego pałac biskupi piękniał, wypełniały go niezwykłej urody obrazy, rzeźby, a nawet porcelana. Przede wszystkim jednak ukochał biskup Łukasz księgi – pięknie oprawne i bogato iluminowanie. 
 Część z nich otrzymał Mikołaj Kopernik po owym tragicznym zimowym dniu, w którym biskup Łukasz po zatruciu nieświeżymi rybami, w drodze z Krakowa, gdzie fetował zaślubiny króla Zygmunta Starego, oddał ducha w rodzinnym Toruniu, w wieku lat sześćdziesięciu trzech. Mikołaj nie mógł darować sobie, że nie było go wówczas przy swym krewnym i protektorze. Może coś by zaradził, kto wie? (...)
Łukasz Watzenrode, wuj Mikołaja Kopernika, jednego z bohaterów powieści, którą właśnie cyzeluję, zmarł 29 marca 1512 roku.

2013-03-28

To dopiero tajemnica

Idąc za ciosem, złapałem za kolejny tom przygód pana Tomasza, Pan Samochodzik i tajemnica tajemnic. Lektura Nienackiego jest dla mnie sposobem na upływający czas. I gówno mnie obchodzi, że autor należał do PZPR i ORMO, wyrywał nastolatki, zostawił rodzinę. Najważniejsze jest to, co napisał.
Zacząłem czytać. W pewnym momencie z książki wypadła czarno-biała fotografia. W pierwszej chwili nie poznałem nikogo, kto został na niej uwieczniony. Jakieś dzieci, czterech chłopaków, jedna dziewczyna. Z początku myślałem, że ktoś inny, kto książkę czytał, użył fotografii jako zakładki. Ale powoli zaczynałem sobie przypominać. Na zdjęciu był mój sąsiad z bloku, Marian z romskiej rodziny. Potem przypomniałem sobie nazwiska dwóch następnych chłopaków. Byli rok lub dwa wyżej ode mnie i chodzili do Szkoły Podstawowej nr 2 w Iławie. Tam zresztą, na sali gimnastycznej, zdjęcie wykonano. A skoro ja je mam, to zostało wykonane przed 1985 rokiem. Wygląda na to, że spoczywało między kartkami od około 28, może nawet 30 lat, czyli od chwili, gdy czytałem powieść po raz ostatni i pewnie też pierwszy. Tylko jak trafiło w moje ręce i do tej książki? To dopiero tajemnica tajemnic, co?

2013-03-26

Meksyk II

Dokładnie 70 lat temu, 26 marca 1943 roku, chłopcy z Szarych Szeregów odbili z rąk gestapo Jana Bytnara. Wydarzenie to, w kręgach konspiracyjnych znane pod kryptonimem Meksyk II, przeszło do historii jako Akcja pod Arsenałem. Tego czynu jakże ważnego dla ludzi, którzy na co dzień żyli w okupowanej Warszawie i Polsce, dokonali byli uczniowie warszawskiego liceum Stefana Batorego. Ich starsi o rok koledzy są bohaterami mojej powieści Autoportret z samowarem

Było już tradycją, że podczas długiej pauzy zbieraliśmy się wszyscy w „Klubie X”. Tak nazwaliśmy stare, od dawna nie użytkowane pomieszczenie magazynowe we wschodnim skrzydle naszej szkoły, na pierwszym piętrze, w załomie korytarza. 
Przejęliśmy je w spadku po zeszłorocznych maturzystach, którzy klucz otrzymali od jeszcze starszych kolegów. Jak długo to trwało, świadczyły napisy na ścianach, niektóre z datami, a większość zawierająca niecenzuralne słowa. Były tam również rysunki pornograficzne, karykatury profesorów, mówiące o poczuciu humoru i wyjątkowym talencie anonimowego autora. 
Że maturzyści nie spotykali się tutaj tylko i wyłącznie po to, by w tajemnicy palić papierosy i rozmawiać o dziewczynach, świadczył fakt, iż tu i owdzie można było obejrzeć również jakieś matematyczne czy chemiczne zadanie. W końcu znajdowaliśmy się w liceum Batorego.
(...) Nagle z podwórka doszedł nas jakiś rwetes. Spojrzałem na zegarek; do końca pauzy były jeszcze ponad cztery minuty. Władek dopadł okienka; widok stąd nie był zbyt dobry, ale stając na palcach, można było zobaczyć kawałek dziedzińca.
– Wydaje mi się, że to pierwszaki się tłuką – relacjonował. – Jeśli dobrze widzę, to chyba Bytnar i...
– Baczyński – dokończyłem.
– Masz rację, to Krzysiek Baczyński. O, właśnie dostał w żołądek...
– Czego Janek chce od tego chuchra? – zainteresował się Heniek Kuśmider.
– Słyszałem, że Baczyński ma matkę Żydówkę, a ten fakt pewnym osobom się nie za bardzo podoba – odpowiedziałem.

2013-03-25

Adrenalina

Pisze Melania: "(..) Autor mnie zaskoczył, książka świetna... Ale po kolei. Już prolog obiecuje nam, że na kartkach książki będzie ciekawie, akcja dzieje się w ciągu tygodnia i wciąga od początki, dawka adrenaliny to wzrasta, to opada, żeby za chwilę znów wzrosnąć. Autor nie tylko przedstawia nam wciągającą akcję kryminalną, ale także mamy inne wątki, jak chociażby wizyty na planie zdjęciowym serialu żony Kostka, do tego poznajemy fabułę nie tylko ze strony policjantów, ale również zamachowca. Oprócz świetnej akcji autor raczy nas także różnymi spostrzeżeniami na otaczający świat i ludzi, jednocześnie oprowadza czytelnika po Warszawie nie tej współczesnej, ale tej z lat 80-tych (...)"
całość tutaj

2013-03-21

Czas powrotów

Nie przypuszczałem, że będę w tym miejscu recenzował płytę zespołu, w którym kiedyś śpiewałem. Ale to było kiedyś, no i nie będzie to recenzja, raczej kilka zdań refleksji. Po dwóch płytach z autorskimi piosenkami, do których napisałem teksty, Shantaż nagrał płytę z piosenkami Krzysztofa Klenczona i Seweryna Krajewskiego. Piosenkami, dodajmy, związanymi z morzem, pływaniem, jeziorami etc. Zawsze twierdziłem, że bliżej mi do Czerwonych Gitar i Trzech Koron niż do zespołów shantowych. Szlag mnie trafiał, gdy młode zespoły polskie udawały irlandzkie czy angielskie, siliły się na śpiewanie a capella i tak dalej. Środowisko shantowe to sitwa, kilka osób obstawia najważniejsze festiwale. Gdy pewni ludzie z Gdyni przejęli festiwal w Iławie, wprost mi powiedzieli, że zaproszą tu i dadzą zarobić tylko swoim! Żeby zagrać w Krakowie na Shanties, trzeba było najpierw wziąć udział w warsztatach i zapłacić za nie słono. A my nie wchodziliśmy w dupę "mistrzom", woleliśmy rockową gitarę Kawałki czy Szymańskiego niż silenie się na śpiewanie na głosy! A sama płyta? Przy pierwszym numerze, Śpiewce żeglarskiej, aż usiadłem. Raz, że pięknie wykonane, dwa, że to przepiękna, stara piosenka z tekstem Osieckiej. Wiele jest takich perełek, kilka numerów jednak wolę w oryginale. Ale to lekkie przekombinowanie to przecież nic w porównaniu z tym, co z robią jazzmani. To nic w porównaniu z Kubą Badachem, który na piosenkach Andrzeja Zauchy dokonał gwałtu. Słucha się zatem Czasu powrotów z prawdziwą przyjemnością. Polecam tę płytę szczególnie tym wszystkim młodym twórcom, którzy we wszystkich X-Factorach, Must Be The Music czy innym The Voice of Poland mało się nie zesrają, siląc się na angielszczyznę. Tyle jest przecież pięknych, starych, polskich piosenek. Ta płyta to dowód, że można.

2013-03-20

Układanie puzzli

Pisze Wiecznie zaczytana: (…) "Czytanie Trzeciego brzegu Styksu można by porównać do układania puzzli. Początkowo ogrom rozsypanych elementów, mnogość bohaterów i historii wywołuje zagubienie. Jednak z czasem oswajamy się z nimi, dopasowujemy kształty, przykładamy, widzimy już ramy i zarys, by na końcu spojrzeć na całość, która powstała z pierwotnego chaosu. Jak wcześniej wspomniałam, na uwagę zasługuje też kreacja bohaterów – ciekawych indywidualności z dobrze zarysowaną psychologią postaci. Ich rozbudowany opis oraz charakterystyka ułatwiają oswojenie się i uwiarygodnienie, powodując tym samym sympatię bądź antypatię, lecz nigdy nie pozostawiając z poczuciem obojętności. Ciekawym zabiegiem jest zaskakiwanie i rozwiązywanie zagadek, o których nie mieliśmy wcześniej pojęcia. Dzięki odwróceniu uwagi na główne śledztwo, zmiana oczywistości, w których już się wygodnie umościliśmy, utrzymuje element zaskoczenia na wysokim poziomie i nie pozwala znudzić się lekturą. Jedyne, co czasem zgrzytało, to zbytnia zawiłość i przesadna skrupulatność językowa w opisywaniu czy to samego miasta, czy lokali mieszkalnych. Daje to pewnego rodzaju poczucie nadgorliwości, która przekracza granice i powoduje uczucie przesytu. Być może za sprawą zaangażowania, a być może rzeczywiście tak jest, ale zarzut ten dotyczy jedynie początkowych rozdziałów. Później wzrok gładko sunie po kolejnych stronach, nie dając czasu na refleksję, dopóki nie dojdziemy do końca historii" (…) całość tutaj

2013-03-19

Czterdzieści lat wcześniej

Pracując nad książką, której bohaterowie rozwiązują zagadki kryminalne i historyczne we Fromborku, nie mogłem nie zajrzeć do powieści Zbigniewa Nienackiego Pan Samochodzik i zagadki Fromborka. Po raz pierwszy czytałem ją, mając lat może z dziesięć, a może dwanaście. I do dziś wracam do niej z przyjemnością. Chciałbym w tym miejscu zaznaczyć, że dla mnie seria o przygodach Pana Samochodzika zaczyna się Wyspą Złoczyńców, a kończy Człowiekiem z UFO. Ewentualnie jestem skłonny zaliczyć do niej także trzy wcześniejsze powieści Nienackiego oraz dwie dokończone przez jego ucznia, Jerzego Ignaciuka. Wszystko inne to dla mnie hochsztaplerka w najczystszej postaci! A zatem – Frombork i skarby ukryte pod koniec wojny przez pułkownika Koeniga. Tu już pierwsze "ale". Nienacki pisze o nim "pułkownik SS", a przecież powinien "Standartenführer", skoro mowa o SS. Ale nie czepiajmy się. Jest mowa o poszukiwaniach grobu Kopernika, pavimentum, wieży, kanoniach, czyli o wszystkim, co najciekawsze i co u mnie znajdzie się również. Za każdym razem znajduję w tej powieści coś nowego. To książka dla młodzieży, więc trochę naiwna, ale to w żaden sposób nie razi. Na koniec paradoks – kiedyś słyszałem zdanie, że dziś pozytywnym bohaterem książki byłby nie pan Tomasz, a… jego wróg, Waldemar Batura. Obrotny, działający na granicy prawa, sprzedający na zachód dzieła sztuki. A Pan Samochodzik to przecież PRL-owski urzędnik, w dodatku ORMO-wiec!

2013-03-18

Podziemne rzeki

Siostra Pelagia mnie chyba przejrzała: "Jeden z moich faworytów na polski kryminał 2012. Trzeci brzeg Styksu przeczytałam dwa razy, bo sporo wątków i pomysłów (niektórzy twierdzili, że nawet aż za dużo). Reklamowany jako kryminał retro, a to raczej odstrasza i zapowiada nudę. Fascynujący żywy obraz Łodzi i w czasie czytania nie sposób uniknąć skojarzeń z Podziemnymi rzekami Londynu Christophera Fowlera (...)" Przeczytać całość i śledzić wątek można tutaj

2013-03-13

Cyzeluję, czyli odchudzam

Gdyby kiedyś ktoś powiedział mi, żebym z 300 napisanych w pocie czoła strony zrobił 200, pewnie bym się oburzył święcie. Potem zaśmiał się nerwowo. A potem odmówił. Ale czas płynie, człowiek się, mam nadzieję, rozwija. Dziś wiem, że gdy przystępuję do kolejnej autokorekty, muszę myśleć nie tylko jako autor, ale również jako… czytelnik tej książki. A współczesny czytelnik jest niecierpliwy. Nie można przeciągać struny. Zapomnieć o blachach tekstu i kwiecistych zdaniach, dygresjach, rozbudowanych opisach. Dziś książkę czyta się krótkimi rozdziałami, od przystanku do przystanku, od jednej stacji metra do drugiej. Dialogi, częste akapity. Nie ma tu wcale ironii, ja naprawdę tak myślę! Dlatego sam zdecydowałem się obciąć tych sto niemal stron, zrezygnować z kilku wątków i postaci, przenieść je gdzie indziej, może do innej powieści. Zaprzyjaźniony autor powiedział kiedyś, że sztuka pisania to także sztuka skreślania. I już widzę, po trzech dniach pracy, że lżej się oddycha. Wiem, że zdradzam sekrety warsztatu, ale trudno. To mogę zrobić. A może to nie żaden sekret? Może każdy to wie…? Tak czy inaczej po roku redaktor Tomasz Horn, bohater Ornatu z krwi, wraca przypadkowo do Fromborka, by rozwikłać kolejną zagadkę.

2013-03-11

Nowy stary pomysł

Dzwoni Mirek Sochacki z Radia Olsztyn z prośbą o komentarz do swojego materiału. Materiał jest o klasach mundurowych, które organizowane są w zwykłych liceach. Co ja, były uczeń takiej nie tyle klasy co szkoły i autor opowiadającej o życiu w takim miejscu Fabryki frajerów, o tym sądzę? Z jednej strony ciężko to porównać, bo my byliśmy zamknięci, my musieliśmy iść do szkół oficerskich, choć i mieliśmy to zagwarantowane. Dziś dla młodego człowieka praca w mundurze to marzenie. Nie mówiąc już o tym, że w takiej klasie, gdzie jest dyscyplina i działania zespołowe, mniej głupot do głowy przychodzi. I to ma być pointa mojego komentarza. 

2013-02-27

Tomasz Horn wkracza do akcji

Ornat z krwi, powieść otwierająca serię książek o dziennikarzu Tomaszu Hornie, który ma talent do wikłania się w trudne sprawy, ukaże się już 2 sierpnia. Dekoracje to Warmia, Mazury, Powiśle, Żuławy i Pomorze Gdańskie. Wśród bohaterów, prócz Tomasza i pięknej pani archeolog, znajdą się księża, policjanci, komandosi, rosyjscy szpiedzy oraz członkowie pewnej sekty, zaś w planie historycznym – święty Wojciech, Werner von Orseln, Mikołaj i Andrzej Kopernikowie. Będzie się działo. Pełna zapowiedź książki na stronie Oficynki

2013-02-26

Ostatnia strona, ostatnie zdanie…

… wreszcie jest. Trwało to trochę, ale cieszę się bardzo z tego wysiłku. Od miesiąca siedziałem nad trzema rozdziałami Intermezzo, osadzonego w realiach Rosji czasu rewolucji październikowej, a wszystko to jest częścią powieści Autoportret z samowarem. Dzieje się tam dużo, choćby tak:

Nieznajomy rozejrzał się dookoła. Był to mężczyzna około trzydziestoletni, szczupły, czarniawy. Prócz czapki, która raczej nie wzbudzała zaufania, szczególnie w takim miejscu, miał na sobie wojskowy szynel bez dystynkcji. Wielu podobnie ubranych osobników włóczyło się po rewolucji ulicami Piotrogrodu. Jan miał wrażenie, że skądś zna tę twarz. 
– Dobrze, że pan jest – podjął nieznajomy. – Ale będzie jeszcze lepiej, jeśli pan… stąd jak najszybciej pójdzie.
– Nie rozumiem.
– Proszę mnie posłuchać. Jestem Polakiem, byłym porucznikiem lejbgwardii. Teraz pracuję dla bolszewików w oddziale aprowizacyjnym. Kilka dni temu widziałem pana z żoną na spotkaniu w restauracji hotelu „Grand”. 
W tej chwili Jan przypomniał sobie tego człowieka, który pokazał żołnierzom swoją legitymację, dzięki czemu go wypuścili.
– Widziałem wszystko, co się wtedy wydarzyło – ciągnął tamten. – Wiem też, co wydarzyło się potem…
– O Józiu?
– Tak. Oni mają państwa dziecko.
– Ale ja muszę zdobyć pieniądze – rzekł Jan płaczliwym głosem. – Inaczej go zabiją.
– Jeśli pan tu zostanie, zabiją… pana. Tak jak zabili Suworowa, a wszystko po to, żeby pan przyszedł na dworzec Witebski, a potem tutaj. 
– Powiedzieli, że zarobię tu pieniądze! – upierał się Jan.
– A powiedzieli, co będzie musiał pan zrobić?
– Nie.

2013-02-21

Powtórka z historii?

Przedwczoraj na Uniwersytecie Warszawskim banda zamaskowanych osobników usiłowała wedrzeć się na wykład. Te mury widziały już kiedyś podobne sceny. Mam nadzieję, że nie grozi nam powtórka z historii. Pisałem o tym niedawno:

Otoczyli nas, mnie i leżącego w śniegu chłopaka. Już jeden stuknął się lagą w otwartą dłoń. Musiała go bardzo świerzbić ta ręka.
– No to się doigrałeś – syknął, patrząc na mnie bykiem; wyglądał mi na takiego, co wydaje polecenia, decyduje: „bić i kopać” lub tylko „kopać”.
Przez pierścień, który mógł mieć średnicę dziesięciu metrów, przedarł się drugi z żydowskich studentów, ten z teczką, przy pomocy której próbował się bronić. Miał szansę uciec, ale nie zrobił tego. To jednak odrobinę tylko poprawiło rachunek na naszą korzyść.
– Bronisz Żydków? – stwierdził bardziej niż zapytał przywódca grupy korporantów.
– Nie twoja rzecz – odburknąłem.
– Mylisz się, moja.
– Tak?
– Owszem. To my decydujemy, kto będzie wchodził na uniwersytet i gdzie będzie siedział na wykładach. Każdy Żyd ma wpisane w indeksie swoje miejsce…
– Nie jesteśmy na wykładzie – zauważyłem przytomnie.
– Ja cię go chyba kojarzę – wtrącił się inny z „tych lepszych”, po czym rzekł do szefa. – To chyba on pomógł uciec tej wszy, Mendelssohnowi. Pamiętasz, Roman?
– Tak – potwierdził chłopak nazwany Romanem. – Wciągnął go do tramwaju.

2013-02-19

540 lat temu…

… urodził się Mikołaj Kopernik, jeden z bohaterów powieści Ornat z krwi, której premiera już latem. Z tej okazji fragment, jeszcze przed redakcją.
 Szpital Świętego Ducha znajdował się o kilka minut marszu na wschód. Jak każdego dnia, tak i dzisiaj przed drzwiami budynku tłoczyli się ludzie. Chromi, pół ślepi, pokryci wrzodami, ranni w jakiejś potyczce, awanturze czy przy pracy, owinięci w szmaty za sprawą bolących zębów, niedomagający w inny sposób – wszyscy szukali pomocy u tego, co wiedzę medyczną posiadł aż w dalekiej Italii, w mieście Padwie. 
Lekarz kapitulny wkładał w swoją pracę wiele serca i wiele mądrości, w dodatku wciąż posiłkując się radami zawartymi w kilku opasłych księgach. Nie zawsze jednak potrafił ulżyć w cierpieniach, co jednak nie powstrzymywało okolicznej ludności przed poszukiwaniem pomocy właśnie na fromborskim Katedralnym Wzgórzu.
Andrzej jeszcze nie doszedł do drzwi, a już zauważył poruszenie, jakie wywołał wśród pacjentów oczekujących na spotkanie z medykiem. Szepty, trącanie się łokciami, spojrzenia, w których obawa mieszała się z odrazą. Już stojący najbliżej, bardziej ze strachu niż życzliwości, jęli się rozstępować, by przepuścić oszpeconego okrutnie przybysza. 
– Nieczysty – rozległ się czyjś głos, co zabrzmiało jak ostrzegawczy dzwonek, ponaglający nieruchawych, przekonujący wątpiących.
– Ludzie, ja tylko... – jęknął i tchu mu zabrakło. 
Nie próbując nawet prostować nieporozumienia, szpital nie był wszak leprozorium, Andrzej narzucił na głowę kaptur, mimo że dzień zrobił się dość ciepły, i ruszył szerokim szpalerem. Starał się unikać wzroku stojących po bokach, co było rzeczą łatwą – mało kto bowiem odważył się spojrzeć w oczy chorego, jakby w obawie, że i w ten sposób zarazi się nieuleczalną chorobą. 
Ktoś jęknął na straszny widok, ktoś przeżegnał się dyskretnie, inny ręką zakrył oczy zaciekawionemu dziecku. Współczuli mu, nienawidząc. Nienawidzili, obawiając się. Wielu z trwogą albo wręcz przeciwnie – z ulgą popatrywało na własne blizny, rany, znamiona.
Po kilku chwilach przybysz stał samotnie przed drzwiami izby, w której przyjmował doktor. Oto wychodziła z niej jakaś kobieta z maleńkim dzieckiem na ręku; tak poruszona, że nie zwróciła uwagi na stojącego przed nią mężczyznę w kapturze.
– Wejdźcie, wejdźcie śmiało – dobiegł z głębi izby głos, na którego dźwięk serce Andrzeja zabiło żywiej.
– Niech będzie pochwalony – rzekł, wchodząc do pomieszczenia.
– Na wieki wieków – odpowiedział siedzący za dużym, dębowym stołem doktor, by od razu przystąpić do rzeczy. – Co dolega? 
Przybysz powoli zdjął z głowy kaptur podróżnego płaszcza. Nie doczekawszy się odpowiedzi, medyk podniósł wzrok.
– Andrzej?
– Mikołaj!

2013-02-18

Hipnotyzer

O moim słuchowisku Sponsor wspomina w swoim artykule w Dzienniku Teatralnym Janusz Łastowiecki. Tekst dotyczy innej sztuki, ale z moją łączy ją osoba aktora, który gra główną rolę. To Adam Woronowicz. Zgadzam się z autorem, że aktor ten ma głos, który gra na wielu rejestrach, pobudza różne struny. Taki był też w Sponsorze, za co mu zresztą podziękowałem. Zawsze dziękuję aktorom, którzy grali w moich sztukach. Raz  przez telefon, innym razem, gdy jest okazja, osobiście. Dobrze by było znów podziękować, tylko najpierw trzeba coś napisać. nie? A z tym gorzej. Coś czuję, że proza wciągnęła mnie teraz bez reszty. Cały test J. Łastowieckiego tutaj

2013-02-14

Tuwim i Telimena

Dziś rano, w drodze do pracy, spotkałem w tramwaju Jacka M., z którym kiedyś, przez lat siedem, pracowałem w jednym tygodniku. Jacek jest grafikiem i od szesnastu lat codziennie dojeżdża pociągiem z Łodzi do Warszawy. Gdyby ktoś chciał mnie oskarżyć o koniunkturalizm lub wchodzenie innym w szkodę, mój kolega mógłby świadczyć, że moja miłość do Łodzi trwa od dawna. Bo to między innymi dzięki jego opowieściom powstała przed laty sztuka Tuwim i Telimena, która rozgrywa się właśnie w pociągu na trasie Warszawa-Łódź. Nie udało mi się jej, niestety, nigdzie wystawić, choć było blisko. Ale co się nasłuchałem, to moje. Zastanawiam się tylko, czy się aby nie zestarzała, wszak tabor nowy, ludzie też nieco już inni. Jacek mówi, że to, co było kiedyś, to piękne wspomnienie w porównaniu z tym, co jest dzisiaj. To chyba prawda: zamiast godziny z kawałkiem podróż między miastami trwa ponad dwie. I nie jest już tak romantycznie jak w Lalce czy Annie Kareninie.

2013-02-13

Mój kumpel Joseph



"(...) Raz – jeszcze w wielkim obozie Bad Aibling – trzy papierosy marki camel przyniosły mi torebeczkę kminku, który żułem, wspominając przyprawioną kminkiem wieprzowinę z kapustą: przepis zawieruszonego mistrza.
I tym wytargowanym kminkiem częstowałem mojego kumpla, z którym w długotrwałym deszczu siedziałem pod płachtą namiotową i trzema kostkami grałem być może o naszą przyszłość. Oto on, nazywa się Joseph, przekonuje mnie do czegoś – nieodmiennie cicho, ba, łagodnie – i nie daje o sobie zapomnieć.
Ja chciałem zostać tym, on tamtym.
Ja mówiłem, że jest wiele prawd.
On mówił, że jest tylko jedna.
Ja mówiłem, że już w nic nie wierzę.
On piętrzył dogmaty.
Ja wołałem: Joseph, ty chyba chcesz zostać wielkim inkwizytorem albo czymś jeszcze wyższym (...)

Günter Grass, Przy obieraniu cebuli.

Mam nadzieję, że mój ulubiony pisarz nie wybiera się emeryturę…

2013-02-11

Po co są pisma literackie?

Wreszcie ktoś powiedział o tym wprost. W miesięczniku "Polonistyka" (nie czytuję, znalazłem to na blogu jednego autora) ukazał się wywiad z pisarzem Stefanem Chwinem. Profesor włożył kij w mrowisko, nie pozostawiając suchej nitki na polskich periodykach literackich. O "Zeszytach Literackich" powiedział między innymi: "bolączką Zeszytów jest obracanie się w dość zamkniętym kręgu nazwisk. Niekiedy wygląda to tak, jakby grupa znajomych z uprzejmą życzliwością pisała o sobie nawzajem”. 
A według mnie 99 procent pism tego typu w naszym kraju działa właśnie w ten sposób! Ludzie założyli je po prostu po to, by móc gdzie zamieszczać swoje teksty. Teksty, które są nie dość długie lub nie dość dobre, by wziął je jakiś wydawca i wydał w postaci książki. A potem ci sami autorzy zamieniają się w krytyków (albo krytykują anonimowo) i w dziale recenzji pastwią nad książkami tych, którym się udało. Na pozostałych stronach nuda, nuda i jeszcze raz nuda, pseudointelektualny bełkot. A najgorsze jest to, że na działalność swoich pism ludzie ci otrzymują dotacje z ministerstwa. Pieniądze, które mogłyby być spożytkowane w inny sposób, choćby na pomoc bibliotekom na wsiach i w małych miasteczkach. 
W połowie lat 90. powstało pewne pismo literackie, którego redaktorzy płacili autorom za teksty. I rzeczywiście, przez pewien czas publikowali tam literaci z całej Polski. Jak się okazało, nie ma nic darmo. W tym samym czasie ci sami redaktorzy, którzy byli też poetami, zaczęli "przypadkiem" wygrywać wszystkie konkursy literackie… 
Na szczęście są wyjątki i pisma, które bierze się do ręki z przyjemnością, które są otwarte na świat, w których coś się dzieje. Takim pismem jest niewątpliwie "Lampa".

2013-02-08

Gdzie świeczkę zapalić?


To on w dramacie Szekspira krzyczał: Królestwo za konia! Angielski król Ryszard III. Kilka dni temu badania DNA potwierdziły, że to jego szkielet znaleziono pod jednym z parkingów w Leicesterze. Największy podziw budzi to, że władca nie żyje do roku 1485, a jednak jego identyfikacja była możliwa. A u nas? Ile czasu mocowano się z Kopernikiem. Dziś mówią, że szczątki, które złożono pod podłogą katedry we Fromborku, na pewno należały do astronoma. A ja mówię, że nie jest to takie oczywiste (więcej na ten temat w powieści Śmiertelna misja za czas jakiś). 
Chciałbym przy okazji poruszyć inny temat, mianowicie: czy wiemy, gdzie leżą najwięksi polscy pisarze? Wawel w przypadku Mickiewicza i Słowackiego, Skałka (Miłosz, Wyspiański), Katedra św. Jana w Warszawie (Sienkiewicz), Powązki (Prus, Reymont itd). Ale jeśli chodzi o ojców polskiej literatury, tu już mamy kłopot. Nie wiemy, gdzie został pochowany Mikołaj Rej. Niektórzy badacze twierdzą, że w Oksy, które to miasto (dziś wieś) Rej założył. Jeszcze ciekawsza historia wiąże się z Janem Kochanowskim. Zmarł w Lublinie i najprawdopodobniej pochowano go właśnie tam, a dopiero na początku XVII wieku przewieziono szczątki do w Zwolenia. W artykule poświęconym poecie czytamy: „29 kwietnia 1791 roku Tadeusz Czacki wyjął czaszkę Kochanowskiego z trumny, a następnie przechowywał ją przez kilka lat w swojej posiadłości w Porycku. 4 października 1796 roku przekazał ją ks. Izabeli Czartoryskiej, która dołączyła ją do zbioru powstającego wówczas muzeum w Puławach. Po upadku powstania listopadowego czaszkę przewieziono do Paryża, przechowywana była w Hotelu Lambert. Obecnie znajduje się w Muzeum Czartoryskich w Krakowie, dokąd została zabrana po 1874 roku. Jednak według antropologów jest to najprawdopodobniej czaszka kobiety" więcej Kojarzy mi się to z inną historią, znacznie świeższą. Mieli przywieźć z Jezior Witkacego, a też przywieźli kobietę…

2013-02-06

Rozwiązanie konkursu

A jednak ludzie czytają, a jeśli nie czytają, to przynajmniej pamiętają. Na konkursowe pytanie: co kupił drugi gość sklepu galanteryjnego J. Mincel i S. Wokulski w Lalce Bolesława Prusa, przyszło wiele prawidłowych odpowiedzi. Oczywiście klient ów kupił kalosze. Wczoraj odbyło się losowanie, Trzeci brzeg Styksu z dedykacją wysyłam do dwóch laureatek. Więcej o konkursie i innych ważnych sprawach naszej kampanii tutaj

2013-02-05

Do dojrzewalni

Kolejny etap prac nad czymś, co duże, zupełnie inne niż wszystko dotąd, co poza cyklami i wymarzone od dawna, już za mną. Teraz, jak ser, do dojrzewalni. Jak piwo – do kadzi, koniecznie otwartej. A kończyć się będzie tak lub podobnie:

Zanim Alek się spostrzegł, cały sowiecki oddział rozpłynął się w powietrzu. Został tylko człowiek w płaszczu i dwóch żołnierzy.
– Idziemy – rzucił jeden z nich, wąsaty.
Ruszyli leśną drogą, Alek pierwszy, za nim dwóch sołdatów, na końcu cywil, najpewniej najstarszy pośród nich stopniem. Jeden z żołnierzy zaczął pogwizdywać, ale zwierzchnik uciszył go jednym burknięciem. Drugi zapalił papierosa, nie wzbudzając już sprzeciwu. No, może poza Alkiem, który w życiu nie wąchał takiego smrodu.  
Kiedy sołdaci zaczęli rozmawiać między sobą po rosyjsku, a Alek uświadomił sobie, że to przecież niemożliwe, żeby przekroczył nieświadomie granicę. I że nie on był teraz intruzem, tylko ci trzej. I tamci, którzy pewnie nadal kryli się w lesie. 
Tylko co powinien teraz zrobić? Wołać pomocy? Przecież w tej wsi na końcu świata nie było nawet jednego policjanta!
Po kilku chwilach las zaczął rzednąć, po lewej stronie pojawiły się jasne plamy. To było jezioro. Alek gwałtownym szarpnięciem runął w bok, pomiędzy rzadkie krzaki. 
Stoj! – krzyknęli za nim.

2013-02-04

Na podium!


Forum Kryminały i Sensacje, skupiające miłośników powieści z dreszczykiem, blogerów piszących o, jak sama nazwa wskazuje, kryminałach i powieściach sensacyjnych, jak co roku przyznało Honorową Nagrodę Celnego Strzału 2012 w kategorii zagraniczna powieść kryminalna/sensacyjna/thriller. Wygrała książka Jo Nesbo Upiory. Po raz pierwszy głosowano też na Polską Złotą Dziesiątkę (wspominałem o tym po raz pierwszy trzy tygodnie temu). W rankingu tym Trzeci brzeg Styksu zajął trzecie miejsce. Jak zresztą sama nazwa wskazuje :) Wszystkim, którzy głosowali na mój kryminał, gorąco dziekuję. I obiecuję więcej!

Szczegóły tutaj