Nie będzie mnie tam, ale temat bardzo mnie zaciekawił. Przy okazji niedawnego wręczenia nagrody Nike, dzień przed Noblem, warto się nad tym zastanowić. Bo właściwie dlaczego? Pomijam już to, że Nike dostają pieszczochy "Gazety Wyborczej", osoby należące dworu. Możesz napisać totalne gówno, ale jak redaktorzy na Czerskiej walną recenzję, to nie ma chuja! Arcydzieło! Bambo z połykiem… Zatem czemu nie kryminał? Że to literatura niepoważna, że mało ambitna, lotniskowa? Jednak czy Marek Krajewski wkłada w swoją pracę mnie wysiłku niż Olga Tokarczuk? Nie, a często dużo więcej, bo rzecz musi udokumentować należycie, skoro to kryminał retro. Nawet gry operuje, jak ostatnio, w latach 40. i 50. Czy posługuje się gorszym językiem? Dlaczego trup i śledztwo wykluczają książkę? Do zdarcia będę powtarzał słowa Roberta Ostaszewskiego, który stwierdził kiedyś, że dobra literatura sensacyjna jest w stanie więcej powiedzieć o rzeczywistości niż tak zwana literatura ambitna! Ja nazywam ją literaturą dla literaturoznawców, zresztą trudno o trafniejsze określenie choćby dla książek pani Tulli. Niejeden nic albo prawie nic z tego nie zrozumie, ale w towarzystwie błyśnie, mówiąc, że czytał. Takich to kilka myśli mi się nasuwa. Pointy nie będzie.
2015-10-07
2015-10-06
Dwa teatry
Napisałem i wystawiłem sześć słuchowisk w Teatrze Polskiego Radia. Pięć w Jedynce i jedno w Trójce. To było bardzo ciekawe doświadczenie. Raz na jakiś czas ktoś o to pyta. Ostatnio dowiedziałem się, że o kilku wspomniano w zbiorowej pracy Dwa teatry. Studia z zakresu teorii i interpretacji sztuki słuchowiskowej autorstwa Elżbiety Pleszkun-Olejniczakowej, Joanny Bachury i Aleksandry Pawlik. Najwięcej miejsca poświęcono Sponsorowi w reżyserii Waldemara Modestowicza z Adamem Woronowiczem i Joanną Pokojską w rolach głównych. Bardzo ciekawe, szczególnie z punktu widzenia twórcy. Dzięki uprzejmości przyjaciół z WBP w Łodzi udostępniam:
2015-10-05
Epilog
Ostatnia prosta. Rozwiązanie wszystkich zagadek. Najtrudniejsza rzecz, chociaż z drugiej strony jaka ulga, że to już. Wracamy zatem do gorącej wiosny 1968 roku. Zaczyna się nagonka na Żydów, zakończona, jak wiemy, wyjazdami z Polski wielu intelektualistów, ale też żołnierzy, milicjantów, urzędników. Pociąg na Dworcu Gdańskim już stoi przy peronie…
2015-10-02
Nie obraża inteligencji czytelnika
Parę słów o Autoportrecie z samowarem na Merlinie: "Obyczajówka historyczna z mocnym wątkiem kryminalnym. Jest i postać „witkacopodobna”, więc poloniści mogą mieć radochę. Trochę czepiałabym się dłużyzn, przez które odkładałam książkę co jakiś czas, ale styl i „konwencja” historyczna bez zarzutu. Można polecić wielbicielom niebanalnej rozrywki, która nie obraża inteligencji czytelnika, ale pozwala się zrelaksować i ucieszyć z literackich smaczków."
2015-10-01
Koniec rozdziału VIII
Wiele osób zna dobrze tę fotografię. To zburzone getto warszawskie. Kończę swą opowieść w chwili, gdy zaczyna się dzieło zniszczenia. Jeszcze stoją kamienice, jeszcze ciasne uliczki biegną, jak biegły, choć nie ma już na nich życia. Bo na życie trzeba było mieć wtedy numerek. Zaułki, podwórka, korytarze, klatki schodowe – to scenografia ostatnich scen przygód Antka, którego poznaliście w powieści Autoportret z samowarem. – Nie męcz go już tak w drugiej części – prosiła na Targach Książki czytelniczka Monika. Przykro mi, nie udało się…
2015-09-30
Na Kapitularzu
![]() |
| Jeden z moich licealnych kolegów słusznie zauważył, że koc gaśniczy w tle dobrze komponuje się z tematyką Doliny popiołów, wszak to książka o pożarach. |
Na pierwszym zdjęciu wyglądam, jakbym miał syndrom filipiński, ale tak nie było. Musiałem trzymać fason, tym bardziej że słuchacze przyszli. Przez niemal godzinę opowiadałem o kryminalnej powieści historycznej, oczywiście na przykładach swoich książek. Bo tak jak w każdej z nich ktoś jedzie pociągiem, tak w każdej z nich jest coś z historii. Raz więcej, raz mniej. Mam nadzieję, że nudne to nie było. Może chaotyczne z lekka, bo mówiłem z głowy, a nauczycielem akademickim nie jestem. A potem do sali wkroczył Andrzej Pilipiuk i trzeba było kończyć. Do następnego razu!
2015-09-29
2015-09-28
WBP w Łodzi – zdjęcia i nie tylko
Zanim napiszę o Kapitularzu, proponuję małą fotorelację ze środowej wizyty w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej w Łodzi. Spotkanie zrodziło jedno postanowienie: okazało się, że tamtejszy egzemplarz Trzeciego brzegu Styksu jest mocno wyeksploatowany. Brakuje w nim kilkunastu stron. Wyślę więc nowy, z własnej puli. Takie miejsca i tacy czytelnicy na to zasługują bez dwóch zdań! Więcej zdjęć tutaj
2015-09-25
Kapitularz 2015
Jutro znów do Łodzi. Na Festiwalu Fantastyki Kapitularz wygłoszę wykład na temat powieści historycznej. Zapraszam o godzinie 14.00. Festiwal odbywa się w budynkach XXXII Liceum Ogólnokształcącego im. Haliny Poświatowskiej na Widziewie, przy ul. Czajkowskiego 14.
2015-09-24
W WBP w Łodzi
Już nie po inspiracje, a po to, by podsumować swoją pracę, wybrałem się wczoraj do Łodzi. Pociągiem, jak bohaterowie moich książek. Przejeżdżając przez Skierniewice, pozdrowiłem stojącego tam na peronie Wokulskiego. Pociąg też zresztą tak się nazywał. Na spotkaniu w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej gości tyle ile trzeba. Nie było tłumu jak na pielgrzymce w Arabii, ale było też wstydu. Prowadzący spotkanie Piotr Bierczyński z WBP podsumował, że mój cykl to ponad 1200 stron, na stałe więc chyba wpisałem się w historię łódzkiej literatury. Porozmawialiśmy o wsiach, w których podpaliłem dwory, o Dolinie popiołów, tej pod Jerozolimą, a także o sztyletnikach. Tym razem błędów mi nie wytykano. Dziękuję wszystkim za miłe przyjęcie i za wspaniałe spotkanie.
2015-09-22
2015-09-21
Zdążyć przed Panem Bogiem
Po tym, co zrobił w roku 1943, mógłby do końca życia opowiadać tylko o tym. Chętnych, by wysłuchać tej historii, z pewnością by nie brakowało. Ale Marek Edelman nie chciał mówić. Na szczęście zrobił kilka wyjątków. Jednym z nich jest książka Zdążyć przed Panem Bogiem Hanny Krall. Ta niewielka pozycja poraża prawdą na temat tego, co wydarzyło się w warszawskim getcie. Ma tylko 90 stron, choć na ten temat napisano tysiące. W dodatku część książki opowiada o lekarskiej pracy Edelmana. Oszczędność w słowach, w obrazach okazało się dobrą metodą. To kolejną książka na liście moich lektur obowiązkowych. Nie tylko przy okazji pisania powieści.
2015-09-18
Urodziny Rebisu
To bez wątpienia jedno z najlepszych wydawnictw w tym kraju. Poznański Dom Wydawniczy Rebis obchodzi 25. urodziny. To wielka sprawa działać tak długo na rynku, a do tego trzymać poziom. I dawać szansę takim jak ja, ludziom z ulicy. Posłałem Trzeci brzeg Styksu i po miesiącu była odpowiedź: tak! To się niemal nie zdarza. Pokażcie mi prezesa wielkiej firmy, który osobiście odpowiada na propozycje wydawnicze. A Tomasz Szponder tak, robi to. Dobra, już nie słodzę. Mam nadzieję, że spotkamy się za kolejne ćwierć wieku. Tego życzę wydawnictwu i sobie.
2015-09-17
Na kogo wyglądam?
Problem warszawskich spotkań literackich, szczególnie tych, gdzie na końcu karmią i poją, to panowie, którzy przychodzą tam tylko po to, by zjeść i wypić. Tak jest od lat. Na spotkaniach wydawnictwa, z którym współpracuję, zdarza się to nagminnie. Wczoraj nie wytrzymałem i jednemu panu, który zlewał sobie alkohol z kieliszka do kieliszka, poradziłem, by wziął trzeci, to znaczy drugi, bo po co ma dwa raz chodzić. Potem już poszło, z brzydkimi słowami, ale wyjątkowo nie z mojej strony. Po czym usłyszałem, że wyglądam na… bandytę. Wyjątkowo wziąłem to za komplement. Ray, co ty na to?
2015-09-16
Zbiórka książek
Oddział Warszawski Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, którego jestem członkiem, zbiera książki dla zakładów karnych i hospicjów. Spojrzałem na półkę w swojej redakcji i już wiedziałem, że będę mógł pomóc. Wczoraj zaniosłem do Domu Literatury pierwszą partię. To głównie pozycje, które przysyłały do nas wydawnictwa z nadzieją na recenzję. Niestety, w moim tygodniku miejsca na to nie ma, nad czym ubolewam, ale może choć w ten sposób sprawię, że książki zaczną pełnić swoją funkcję. Oczywiście nie było tam podręcznika, jak napaść na bank albo jak uciec z mamra.
2015-09-15
Zmora
Kładziesz się spać z jakąś myślą dotyczącą fabuły książki, nad którą właśnie pracujesz. I czasem jest tak, że przez całą noc pomysł w głowie przesiedzi, rano spokojnie sobie wstaniesz, komputer odpalisz i zapiszesz rozwiązanie, popychając akcję do przodu. Ale bywa też tak, że nie da ci to wytchnąć przez całą noc. Zamiast miłych snów atakują cię coraz to nowe rozwiązania problemu, męczą, siedzą na piersiach. Bohaterowie książki nagle ożywają i robią różne rzeczy. Na rozwidleniu dróg skręcają w lewo, ale na twoje wołanie zawracają posłusznie i wybierają tę drugą drogę. Coś, co było oczywiste, nagle przestaje takim być. I tak bez końca. I tak do rana. Czy inne zawody też tak mają?
2015-09-14
Początek
Po powieść Andrzeja Szczypiorskiegio nie sięgnąć nie mogłem, skoro wciąż głęboko siedzę w temacie wiosny 1943 roku w okupowanej Polsce. Książka nieduża, a w niej kalejdoskop ludzki, jakże prawdziwy, przejmujący. Szczególnie wali w łeb jedna strona. Te zdania powinno się czytać dziś wszystkim tym, którzy gęby mają pełne Polski.
2015-09-11
2015-09-09
Nowy Hłakower
Wilk to debiutancka, nigdy nie opublikowana książka Marka Hłaski. Gdyby ukazała się wcześniej, na przykład na początku roku, poczułbym się kiepsko. Bo to i realia warszawskie, przedwojenne, i nastoletni główny bohater, który lubi chodzić do kina. No i ta okładka z tramwajem. Jak nic szukaliby podobieństw z Autoportretem z samowarem i to ja wypadłbym w tej konfrontacji gorzej. Czy przeczytam Wilka? Spróbuję.
2015-09-07
Koniec rozdziału VII
Jesień 1942 roku. Antek po raz kolejny wraca do Warszawy. Wysiada na dworcu głównym. Teraz czas na złapanie wszystkich nitek w garść i mocne pociągnięcie sprawy do finału.
2015-09-04
2015-09-02
Na przełomie
… sierpnia i września jak zwykle gorączka, stąd brak zapisów na blogu (a gównianych recenzji dawał tu nie będę, daję tylko dobre, bo mogę!) Gorączka, bo koniec wakacji, początek roku szkolnego. Od dwóch lat znów chodzę do szkoły razem z synem. 28 lat temu, co przypomniał Janusz W., kazali nam przyjechać na Leśną 1 nawet wcześniej. Żebyśmy dobrze na tym placu na zdjęciu stali. Jak wojsko. Ciężko było przeboleć, ale mus to mus. A potem już było tylko gorzej.
2015-08-27
Miła 18
Skończyłem czytać wczoraj, późnym wieczorem. Książka Leona Urisa jest dziś nie do kupienia, dlatego wypożyczyłem ją z biblioteki Domu Literatury. To solidna cegła, w dodatku o drobnym druku. To prawdziwa epopeja, rozpoczynająca się w sierpniu 1939 roku, a kończąca w maju 1943, upadkiem powstania w getcie warszawskim. To opowieść o kilku rodzinach żydowskich, ale i polskich, postawionych wobec najtrudniejszych wyborów. Prócz Hitlera i Himmlera nie ma żadnych innych znanych nazwisk. W bunkrze przy Miłej 18 zginął, jak wiemy, Mordechaj Anielewicz z całym swoim sztabem powstańców. Tutaj ludzie o zupełnie innych nazwiskach. Ale przecież nie personalia są najważniejsze. Poza tym Uris starał się być zgodzie z faktami, dlatego to cenna pozycja dla kogoś, kto chce wiedzieć, jak było. Powstanie w getcie wciąż pozostaje w cieniu powstania warszawskiego, a przecież było pierwsze, w dodatku z góry skazane na klęskę, choć chwil prawdziwego triumfu nie brakowało. Dostało się od autora Armii Krajowej i rządowi polskiemu w Londynie. Coraz ciszej mówi się też dziś, że powstanie w getcie, prócz Niemców, krwawo tłumili także Łotysze, Litwini, Estończycy, a przede wszystkim Ukraińcy, których tam bardzo dziś niektórzy kochają. Naprawdę mocna, poruszająca proza.
2015-08-25
Wciąż zaglądam!
Pamiętam, że był to obiekt westchnień na przełomie lat 70. i 80. Zdobyć Encyklopedię dla dzieci. Polska – moja Ojczyzna graniczyło z cudem. Ja dostałem ją na 8. urodziny od bliskich z Warszawy. Pamiętam, jak wertowałem tę pozycję z wypiekami na twarzy. Gdy kiedyś byłem niegrzeczny, ojciec kazał czytać ma głos. Pamiętam nawet rozdział. Był to Klimat. Do encyklopedii zaglądam i dziś, dla rozrywki. Ostatnio, gdy byłem w domu, od deski do deski. Patrzę, jak mocno była ukierunkowana politycznie, aczkolwiek Gierek, Jaroszewicz, Lenin i Stalin występują tylko na kilku stronach. Podziwiam zdjęcia aut z lat 70., o których wszyscy wtedy marzyli. Zmieniła nam się rzeczywistość, zmieniła. Dzieci przedstawione na fotografiach są już po czterdziestce. A żołnierza można spotkać w encyklopedii właśnie, a nie na ulicy.
2015-08-24
2015-08-21
W napięciu
(…) Wątki współczesne, dotyczące prowadzonego śledztwa czytałam z zapartym tchem i muszę przyznać, że ciężko mi było się od nich oderwać. Autor prawie cały czas trzyma czytelnika w napięciu, i nie pozwala na to, aby domyślał się tego, co może się okazać. Ciekawie skonstruowane osobowości głównych bohaterów wspomagają jeszcze chęć zagłębiania się w lekturze. Chwilami miałam wrażenie, że czytam kolejną książkę Dana Browna, który również kluczył w życiu kościołów i księży. Tym razem jednak, nie chodziło tylko i wyłącznie o tajemnicę związaną z kościołem. Natomiast wątki związane z opowieściami/legendami odrobinę mnie nużyły. Autor starał się używać języka staropolskiego co nie zawsze miało taki efekt czytelniczy jakby się można było spodziewać. I początkowo, zastanawiałam się jaki związek mogą mieć te opowieści ze sprawą współczesną i przyznam szczerze, że tak do końca chyba tego nie zrozumiałam. Może kiedyś uda mi się spotkać autora tej książki i mi to wytłumaczy. Natomiast bardzo przyciągnęła mnie okładka, która od razu skojarzyła mi się z powieściami Dana Browna. Spoglądając na nią czułam, że znajdę w książce momenty mrożące krew w żyłach i… się nie pomyliłam. (…) całość
2015-08-20
2015-08-19
Pocztówki
Będąc w minionym tygodniu w Iławie, słuchałem radia. W Jedynce akurat mówili o tym, czy w tych czasach jeszcze ktoś wysyła pocztówki. Czy raczej już tylko maile i sms-y. Zainspirowany tym następnego dnia kupiłem dwie, Staś je wypisał i wysłaliśmy. Przy okazji przejrzałem swoje pocztówki, a mam ich blisko 200. Przypomniałem sobie o osobach, które przed laty znałem. Kiedyś wysyłało się kartki przy każdej okazji, z jednej podróży nawet po kilka. Najstarsza w moim zbiorze ma 75 lat. Wysłał ją mój dziadek, który w 1940 roku był w Policach (wtedy Politz), bynajmniej nie na wycieczce, do babci, do Łodzi, którą wówczas nazywano Litzmanstadt. Taka pocztówka to już dziś zabytek.
2015-08-18
2015-08-17
2015-08-07
2015-08-06
2015-08-05
2015-08-04
Baczyński raz jeszcze
Kiedyś myślałem o powstaniu w dniu jego wybuchu, czyli 1 sierpnia. Od kilku lat jest to jednak święto nie powstańców, a łysych palących flary. Dlatego moje myśli wędrują wstecz 4 sierpnia, w rocznicę śmierci poety Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Pojawił się on w Autoportrecie z samowarem, co zostało zauważone. A skoro tak, po pojawi się także w drugiej części, nad którą właśnie pracuję.
W salonie znajdowało się kilkanaście osób, zazwyczaj ludzie młodzi. Przeważały kobiety. Jednej z nich zostałem niezwłocznie przedstawiony. Jak się okazało, była to rzeczona ciocia Wirska, czyli gospodyni, pani w słusznym wieku, ubrana elegancko, choć nie wyzywająco. Poznałem dobrze ten typ, pracując przed wojną jako przedstawiciel firmy portretowej Maksymiliana Wintera, kiedy to przekonywałem panie, aby ufundowały sobie portret modnego artysty. Tutaj jednak nie dotarłem. Pamiętałbym.
– Cieszę się, że mamy tyle zdolnych ludzi – powiedziała Wirska z chrypką, przyglądając mi się bacznie przez szkła okularów.
– Ja cieszę się, że mogę tu gościć – odparłem z uśmiechem.
Helenka znów złapała mnie za rękaw marynarki i pociągnęła, tym razem w stronę młodszego towarzystwa. Od razu rozpoznałem Baczyńskiego. Zmizerniał mocno. Przywitałem się i od razu chciałem mu podziękować za wstawiennictwo w sprawie przyjęcie mnie do organizacji, ale zaraz ktoś inny odciągnął go na stronę.
2015-08-03
Debata "Fanbooka"
Zapis debaty o kryminałach retro, która odbyła się w maju podczas targów książki, jest dostępny w najnowszym numerze "Fanbooka". Polecam uwadze!
Subskrybuj:
Posty (Atom)






































