2013-07-22

Od pomysłu do finału

Dokładnie 5 lat temu, siedząc na plaży w Ustroniu Morskim, wpadłem na pomysł powieści, w której podważyłbym oficjalną wersję śmierci św. Wojciecha. Pomógł mi w tym Turbot Grassa, choć apetyt na powieść sensacyjną ze szpiegami, która rozgrywałaby się na Wybrzeżu, miałem od dłuższego czasu. Dziś, także na plaży, patrzę na efekty swojej pracy, czyli zatwierdzam redakcję. Koło się zamyka, coś się w końcu wykluwa. Efekty pachnące świeżą farbą drukarską już niebawem. A ja idę do wody.

2013-07-17

Międzylądowanie

Między jednym wyjazdem a drugim. I znów wspomnienie. Ćwierć wieku temu upuszczałem Bieszczady, zakochany w tych górach. Wiedziałem już, o co chodzi Jerzemu Harasymowiczowi. To był początek mojej fascynacji Bieszczadami i księciem poetów, który w tym roku obchodziłby 80. urodziny. Spakowałem zatem ten wielki plecak (jak coś takiego człek mógł na grzbiecie nosić?!), wyjechałem z Wetliny i kierowałem się na północ, dokładnie na Grunwald, gdzie rozpoczął się zlot harcerstwa polskiego.

2013-07-12

Dziura w niebie

Tej książki Tadeusza Konwickiego jeszcze nie czytałem. Może dlatego, że najbardziej lubię te warszawskie. Wileńskie mniej. Ale sięgnąłem po nią, bo jest w domowej bibliotece. A po drugie jej akcja rozgrywa się w roku 1938, czyli dokładnie tak jak mój Autoportret z samowarem, który właśnie kończę cyzelować. Chodziło mi o to, jak wówczas mówiła młodzież. Rzadko wcześniej spotykałem się z takimi słowami, jak "drefić", "mitrężyć" czy "iść samowtór". Prócz tego to piękny portret utraconej krainy dzieciństwa… Ja na szczęście swoją jeszcze mam. Jutro tam jadę!

2013-07-09

Dobry wybór

A jednak nie zbłądziłem, a przynajmniej nie tak bardzo, skoro Cezary Polak pisze w najnowszym „Przekroju”, że „Polski kryminał przeżywa boom ilościowy i jakościowy. Co tydzień ukazują się dwie premiery książkowe, za opisywanie morderstw biorą się autorzy kojarzeni dotychczas z literaturą wysoką, pojawiają się przekłady i pochlebne recenzje na Zachodzie. Polski kryminał wyrwał się ze środowiskowego getta i choć jeszcze nie nadrobił wszystkich zaległości do Skandynawów i Anglosasów, stał się ważnym zjawiskiem literackim i najbardziej spektakularnym trendem w naszym piśmiennictwie na początku XXI w. (...)”.


2013-07-08

Klimat specyficznego miasta

Pisze emindflow na lubimyczytac.pl : "W ostatnim czasie ukazało się sporo polskich tzw. retro-kryminałów, ale żaden z nich nie rozgrywał się w Łodzi. Z tym większą ciekawością sięgnąłem po książkę Krzysztofa Beśki i zostałem mile zaskoczony. Autor skonstruował bardzo interesującą fabułę, którą ulokował w XIX-wiecznej Łodzi. Świetnie oddał klimat tego specyficznego miasta, w którym, jak w żadnym innym do tego stopnia, wymieszały się cztery narodowości, kultury i religie. Książkę czyta się doskonale – akcja jest dynamiczna, ciągle coś się dzieje, a całość wieńczy całkiem zgrabne zakończenie (...)" całość tam

2013-07-05

Do Kaliningradu

PKS w Olsztynie uruchomił właśnie nowe, codzienne połączenie autobusowe do Kaliningradu. Bohaterowie Ornatu z krwi też wybrali ten środek lokomocji. Niestety, nie mają zamiaru ani zwiedzać, ani handlować… Wariat. Po prostu wariat! – pomyślał Horn.
– My jednak nie pozwolimy, żeby nami pomiatano. Pismo mówi jasno: nie mniemajcie, że przyszedłem, by przynieść pokój na ziemię; nie przyszedłem, przynieść pokój, ale miecz...
Wydawało się, że kolejne słowa, jakie wyrzekł Pasterz, wypowiada tak naprawdę ktoś inny: zdania, które padały, były bowiem krótkie, rzucane szybko, jakby... wyszczekiwane.
– Podaję cel dla grupy uderzeniowej numer jeden: siedziba mera Kaliningradu. Grupa uderzeniowa numer dwa: port lotniczy w Kaliningradzie. Numer trzy: sobór Chrystusa Zbawiciela. Cztery: podrzucenie „konserwy” w centrum handlowym. Przejazd przez granicę ułatwią nam nasi bracia...
W tym samym momencie uszu Horna znów doszło zagadkowe stukanie. Słyszał je chwilę po tym, jak ruszyli z ośrodka. Szybko jednak przestało, więc wytłumaczył je sobie kiepskim stanem technicznym autokaru. 
Teraz jednak stali w miejscu.

2013-07-04

Cud i… zbrodnia

Dwa obiekty z Warmii i Mazur kandydują do miana nowego cudu Polski w konkursie miesięcznika „National Geographic”. Wzgórze Katedralne we Fromborku i Piramida w Rapie. Tak się składa, że w tych dwóch miejscach rozgrywają się krwawe sceny w dwóch  nowych powieściach kryminalnych, moim Ornacie z krwi, który ukaże się już za miesiąc, i Królu Tyru Tomasza Białkowskiego. Może ktoś zagłosuje po lekturze, a może sięgnie po książki po wizycie w tych miejscach. Tak czy owak, zapraszamy. Więcej o konkursie tutaj

2013-07-01

Borsuki

Coś więcej tu ostatnio wspomnień niż relacji z tego, co w temacie pisania dzieje się na bieżąco. Ale to nic. Jeszcze się będzie dziać. Poza tym nie mam miejsca, gdzie mógłbym takie przemyślenia umieścić. W książkach nie, bo szanuję czytelnika i jego czas. A zatem blog. I kolejna rocznica. Równo 30 lat temu wyjeżdżałem na swój pierwszy obóz harcerski. Był to mój pierwszy w życiu tak długi wyjazd z domu; wcześniej nie jeździłem na kolonie i później też, na szczęście. Obóz zorganizowano niedaleko wsi Borsuki nad Bugiem, województwo Biała Podlaska. Kiedy dziś opowiadam o tym, co się tam działo, ludzie łapią się za głowę. Dziś taki obóz zostałby zamknięty pierwszego dnia, a jego organizatorzy aresztowani. Zero bieżącej wody, mycie w rzece Bug, mydłem, szamponem, więc i z ekologią na bakier. Mycie naczyń tamże. Wszystko jednak stawało się niemożliwe, gdy w górze rzeki chłop poił bydło. W lesie latryna z gałęzi, dół w ziemi. Kuchnia polowa. Namioty NS (jak na zdjęciu). I tak trzy tygodnie. Zbieranina dzieci z gminy Iława i gmin sąsiednich. Nic dziwnego, że gdy wróciłem, brud odpadał płatami. Przyznaję, nie radziłem sobie. Także z kolegami w namiocie. Ale to i tak było nic w porównaniu z innym kolegą, który z obozu harcerskiego wrócił z odbitą śledzioną. Niestety, nie spowodowało to niechęci do harcerstwa. Wręcz przeciwnie. Choroba ta miała potrwać równe dziesięć lat. Opisałem tę chorobę w jednej ze swoich książek, ale z kolejnej autokorekcie wszystko wyrzuciłem. Nie ma co serwować czytelnikom czegoś takiego. Ale na blogu? Czemu nie? Jeszcze powywlekam.

2013-06-28

Koniec roku szkolnego

Na zdjęciu jest portiernia/biuro przepustek. Adres – Leśna 1. Na lewo, właściwie w tym samym budyneczku, była poczta. To właśnie przed nią zauważył mnie jeden z oficerów. Trzymałem w ręku książeczkę PKO, coś akurat wypłaciłem albo wpłaciłem. Kilka dni później był koniec roku szkolnego. Zakończyliśmy naukę w I klasie Ogólnokształcącego Liceum Wojskowego w Olsztynie. Prócz świadectw otrzymaliśmy pieniądze, tzw. wyprowiantowanie. Dla nie zorientowanych – po prostu dano nam kasę, którą miano przeznaczyć na nasze wyżywienie w przypadku, gdybyśmy byli w szkole i internacie. Tak to działało. I co byś zrobił, młody, 16-letni człowieku, gdybyś dostał nagle do ręki… No właśnie, nie wiem, ile to by było dzisiaj. Pewnie koledzy oficerowie w służbie kwatermistrzowskiej by mi podpowiedzieli. Powiedzmy, że 2000 złotych. Nawaliłbyś się, kolego, jak bombowiec! Tak też wielu zrobiło. Nazajutrz, gdy sprawa wypłynęła, kazali wszystkim założyć książeczki PKO. Jak… ja. Bo się kierownikowi internatu przypomniało. Co za wstyd! Mój. Ale nikt nie miał pretensji. Zakładali grzecznie, bo dopiero pod tym warunkiem mogli pojechać do domów. Wszystko było tak, jak opisałem w Fabryce frajerów. Powtarzam to tutaj, innym językiem, bo to było ćwierć wieku temu, pod koniec czerwca 1988 roku. Zaczęły się pierwsze wakacje tytułowych frajerów.

2013-06-26

Elbląg

Ostatnio o Elblągu mówi się często i gęsto. Niemalże tak, jakby był stolicą. A wszystko przez to, że odwołano tam prezydenta i w ubiegłą niedzielę wybierali nowego. Nie chcę się tutaj wdawać w sprawy polityczne, choć polityką się interesuję. Skupmy się na samym mieście. Był czas, kiedy jeździłem tam, raz czy dwa, do jednej chudej panny. Ale nie z tego powodu miasto mi się spodobało. Elbląg przypomina mi bowiem holenderskie miasto. Pamiętam jeszcze, jak wokół kościoła św. Mikołaja był pusty plac, na którym kiedyś było stare miasto, większe od tego w Gdańsku! Potem zaczęli odbudowywać, na szczęście z głową, dzięki czemu starówka to tam starówka, a nie, jak w Iławie czy Malborku, cztery bloki z wielkiej płyty i napis STARE MIASTO. Elbląg, a dokładnie browar pojawia się w Trzecim brzegu Styksu. Pojawi się też w Ornacie z krwi. Oto fragment: Przez uchylone okno wpadł zabłąkany fragment jakiejś melodii. Na niedalekim Placu Słowiańskim zazgrzytał na rozjeździe tramwaj. Od rzeki noszącej taką samą nazwę jak miasto dobiegł charakterystyczny dźwięk syreny wycieczkowego statku, wyruszającego na rejs po jeziorze Drużno. Ktoś zawołał na psa, zatrąbił samochód. 
Już miał udać się do swoich pokoi, aby odpocząć, zaczął już nawet żmudną czynność rozpinania sutanny, kiedy rozległo się ciche pukanie do drzwi. Nie spodziewał się już nikogo.
– Proszę – powiedział, zapinając na powrót guziki sutanny.

2013-06-25

Jak jest? Nie pytaj…


Czasami zastanawiam się, czy moja debiutancka Wrzawa mocno się zestarzała. Jakiś czas temu byłem wręcz przekonany, że została tylko dokumentem tamtych czasów, jakkolwiek to brzmi. Oczywiście, nie pisałem tej powieści z taką myślą. Powstawała ze złości, z flaków. Z bezsilności kogoś, kto przyjechał po złote runo, a zastał… No właśnie. Wczoraj znalazłem w sieci tekst, który utwierdza mnie w przekonaniu, że jest jeszcze gorzej. Już sam tytuł mówi wiele. Ktoś rozesłał 1000 cv i listów motywacyjnych, na które otrzymał tylko 30 odpowiedzi. Odmownych! Najbardziej boli jedno ze zdań podsumowania:  „(...) Prawda jest taka, że nowych miejsc pracy po prostu nie ma, wszystkie miejsca w firmach i instytucjach są zajęte. Właścicielom prywatnych przedsiębiorstw nie zależy na zatrudnianiu nowych osób, wolą więcej wycisnąć z dotychczasowych pracowników, a zyski przeznaczyć na osobistą konsumpcję (...)”. Parafrazując Dzidka z Człowieka z żelaza, można by rzec: ten tekst powinni czytać wciąż i wciąż wszyscy ci, którzy właśnie kończą studia i wybierą się tutaj. Żeby pozbyli się złudzeń. Artykuł tutaj

2013-06-24

Żywy język, gorzki humor

Pisze emindflow na lubimyczytac.pl: „W poszukiwaniu dobrego polskiego kryminału trafiłem na książkę nieznanego mi wcześniej autora Krzysztofa Beśki. Jest to klasyczna powieść kryminalna z akcją rozgrywającą się współcześnie w Warszawie. Oprócz głównego wątku kryminalnego mamy tu również szereg interesujących obserwacji o charakterze obyczajowym. Autorowi udało się wykreować bardzo wyraziste i wzbudzające sympatię postaci głównych bohaterów. To obok żywego języka i gorzkiego czasem humoru – najsilniejsze strony tej książki (...)”
całość

2013-06-19

A życie sobie…

Najpierw, w połowie maja, ktoś natknął się w piwnicy jednej z łódzkich kamienic na zmumifikowane ciało. Kilka dni temu, również w piwnicy, znaleziono powieszonego 23-latka, który kilka godzin wcześniej został wypisany ze szpitala psychiatrycznego po próbie samobójczej. Poszedł i poprawił… Za każdym razem, gdy czytam o podobnych wypadkach, który wydarzyły się na terenie miasta, które teraz eksploatuję literacko, dziwnie się czuję. I znów ta Łódź! No ale miasto duże, to i dzieje się wiele. Także rzeczy złych. I mimo że czas, w którym żyją moi bohaterowie, to koniec wieku XIX, emocje są chyba takie same. Tak samo musiał się czuć ktoś, kto odnalazł ciała dzisiaj, i dwaj chłopcy, którzy ostatniego dnia kwietnia 1892 roku poszli na wagary. O tym, co znaleźli w pewnej piwniczce właśnie, już jesienią w powieści Pozdrowienia w Londynu.

2013-06-18

Co nowego?

Wywiad na stronie kampanii Książka jest kobietą, której to akcji jestem ambasadorem.
Nad czym obecnie pracujesz?
Kończę pracę nad dużą powieścią poza seriami. Jej akcja rozgrywa się w latach 1938-39, a także 1917-18. Bohaterami są maturzysta imieniem Antek oraz ekscentryczny malarz, dramaturg i filozof, Maksymilian Winter. Autoportret z samowarem, bo taki książka nosi tytuł, to opowieść o przyjaźni i miłości, granicach sztuki i ludzkiej wytrzymałości.

2013-06-17

Miron. 30 lat

17 czerwca 1983 roku drugi zawał serca powalił poetę niezwykłego, poetę prywatnego, Mirona Białoszewskiego. Chciał dalej żyć, leczył się, ale bez skutku. Bohater wielu opowieści, wspomnień, plotek – przez całe życie egzystował tak, jak chciał. Nie dał się zabić podczas powstania warszawskiego, choć to jego pokolenie walczyło i ginęło. Nie założył nigdy rodziny, bo wolał mężczyzn. Wreszcie nigdy chyba nie będzie do końca zrozumiany. Tak bowiem nie pisał nikt, tak jak on żył i żyje mało kto, bo to jazda na krawędzi. Nie jeść, palić. Nie wychodzić z domu, znikać, by po jakimś czasie cudownie się odnaleźć. Jakiś czas temu pochwaliłem się tutaj książką Białoszewskiego z wierszem-dedykacją. Książką, którą ktoś wyrzucił. Tyle po nas zostaje. Tak mało i tak dużo.

2013-06-14

Jerzy Kosiński

80 lat temu urodził się Jerzy Kosiński. Urodził się w Łodzi, pierwsze kroki stawiał gdzieś na podwórkach przy ulicy Gdańskiej. Potem uciekał przed śmiercią z rąk hitlerowców, a może i pewnych Polaków, wszak Malowany ptak nie wziął się znikąd. To dziś chyba jeden z najbardziej znanych polskich pisarzy w USA. Oceny jego książek, jak i jego samego jako człowieka są skrajnie różne. Pewne jest jedno: wciąż warto po niego sięgać. Tajemnicą poliszynela jest, że po samego Kosińskiego również wciąż można sięgnąć. Urna z jego prochami nadal bowiem stoi u żony w szafie…

2013-06-13

Pięć minut w gównie

Zamieszczam tu recenzje moich książek, które znajdę. Dobre i złe. Tego staram się trzymać. Nie zamieszczam jednak tekstów, ich fragmentów i linków do nich, które mnie obrażają. I których autorzy bądź autorki deklarują, że więcej żadnej mojej książki nie wezmą do ręki. Jasne, lepiej będzie, jak jedna z drugim weźmie do ręki coś innego. Przynajmniej się uspokoją… 
Autorka recenzji Wieczornego seansu, Wieczorny seans. Tydzień w bagnie, także nie ma zamiaru więcej "czytać pana Beśki", jak to ujęła. Nie będę tęsknił. Tym bardziej, że brzydka. Ale w swoim tekście napisała kilka ciekawych zdań. Choćby: " (...) Poszukiwanie niebezpiecznego mordercy trwa przez tydzień, jego zwieńczenie następuje w Środę Popielcową, znaczący dzień dla chrześcijan. Właśnie w ostatnich chwilach karnawału bohaterom przyjdzie przemierzyć okolice, które niekoniecznie spotkacie w przewodnikach turystycznych, przeczytacie o squacie, o starych i nieistniejących już kinach, o osiedlach i metach, o niezalanym przez ostatnie ulewy metrze. Zajrzycie również na kampus słynnego Uniwersytetu Warszawskiego. Przyznaję, zainteresowała mnie kreacja miasta z punktu widzenia kogoś, kto tak jak ja z niego nie pochodzi. Jak je widzi, na co zwraca szczególną uwagę? (...)" Potem jest już gorzej. Kto chce, niech zajrzy Pięć minut mu to zajmie. Tytułowe pięć minut.

2013-06-12

Ku końcowi

Jakoś tak dziwnie się poczułem, zmieniając narrację z "ja" na "on". Jakbym upuścił swojego bohatera. A on nie powinien być teraz, we wrześniu 1939 roku, i w tym miejscu, na drodze prowadzącej z Warszawy na wschód, sam. Tak czy owak, dotrze jutro na miejsce. I pozna całą prawdę. Jak na nią zareaguje? Już się boję…

2013-06-11

Biografia pana W.

Na pewno daleko książce Katarzyny Stachowicz do opracowania Janusza Deglera. Zresztą autorka nie miała chyba nawet takich ambicji. Ot, Witkacy w pigułce, biografia na nieco ponad stu stronach, dla zabieganych. Mimo to dowiedziałem się nowych rzeczy, choćby tego, że artysta był uzależniony. Tak, wszyscy wiemy, że pił, palił, brał. Ale że przepadał za słodyczami, ze szczególnym wskazaniem na śliwkę w czekoladzie? Wyłapałem też dwa błędy. Po pierwsze admirał Unrug (krewny Jadwigi Witkiewiczowej) nie bronił Westerplatte tylko Helu. A Janczewska zastrzeliła się w Dolinie Kościeliskiej, a nie Kościelskiej (pewnie literówka). Kolejna lektura na drodze do poznania tego niesamowitego artysty. Wkrótce i ja, mam nadzieję, dorzucę swoje trzy grosze.

2013-06-05

Jaszczuk

Nieczęsto zdarza się, żeby twórca pisał, na blogu na przykład, o innym twórcy. Bo to zawsze konkurencja i takie tam. Ja problemów z tym nie mam, choć możliwości, przyznaję, są ograniczone. Oznacza to, że na przykład Pawła Jaszczuka uważam za przyjaznego kolegę po fachu. Pamiętam bardzo dobrze dzień, gdy do drzwi mojego pokoju Domu Studenckim nr 2 w Olsztynie zapukał pewien jegomość. – Sprzedaję najnowszą powieść Pawła Jaszczuka – powiedział. Nie kupiłem Sponsora, tylko się wymieniliśmy, bo miałem akurat swój debiutancki tomik wierszy. Dopiero gdy wychodził, powiedział niegłośno: – Jestem Jaszczuk… Po latach spotkaliśmy się na zjeździe ZLP w Warszawie, a potem to już poszło. Paweł wpada na moje spotkania, gdy jestem w Olsztynie, zawsze chwilę pogadamy, choć ta chwila to za krótko. Cieszę się, że wydaje dziś jedna za drugą książki o Jakubie Sternie, lwowskim dziennikarzu śledczym, że wypracował sobie swoje miejsce w środowisku retrokryminalistów, stając w jednym szeregu z Markiem Krajewskim i Marcinem Wrońskim. Właśnie skończyłem czytać świetne Marionetki. Lada dzień wychodzi też Ochronka Anioła Stróża w gdańskiej Oficynce, która w sierpniu wyda mój Ornat z krwi. Czytajcie zatem ludzie Jaszczuka. Każdy nowy Stern to gwarancja niesamowitych emocji – tak wynikających z gatunku, jak i miejsca, czyli nieodżałowanego Lwowa.

2013-06-03

Malczewski

220 lat temu urodził się Antoni Malczewski, poeta, prekursor romantyzmu w Polsce, autor Marii. Pewnie byłby dla mnie tylko jednym z wielu twórców, gdyby nie wydana 10 lat temu powieść Jerzego Żurka Biała góra. Sięgnąłem po nią w szczególnym dla siebie momencie. Kilka lat temu, pozbawiony pracy i nadziei, znalazłem tę niepozorną choć starannie wydaną pozycję na stoisku z tanią książką. Było tam wszystko: namiętność między kobietą i mężczyzną, męki twórcy, który nie może wydać swojego dzieła, a gdy już mu się to udało, nie ma z czego żyć. W końcu umiera w biednym mieszkanku, w Warszawie, w roku 1826 i pochowany zostaje na Powązkach, tylko że nikt dziś nie wie gdzie. Nie tylko pisał Malczewski, ale też walczył, podróżował; był pierwszym Polakiem, który zdobył Mont Blanc. O takich ludziach trzeba kręcić filmy. Póki co mamy książkę, po którą warto sięgnąć.

2013-05-22

Wawrzyn 2012

Trzy lata temu cieszyłem się ja (na zdjęciu widać) z Wawrzynu, który przyznała kapituła nagrody, i tego, który przyznali czytelnicy. Dzisiaj z tych samych powodów cieszył się Zbigniew Waszkielewicz, którego nagrodzono za książkę Wujek Ziuniek na długie zimowe wieczory. Ja też się raduję, choćby z tego powodu, że werdykt jest nieoczywisty. I z pewnością będzie szeroko dyskutowany, oby z pożytkiem dla olsztyńskiego środowiska. Pozostała czwórka nominowanych triumfowała już w latach poprzednich. Niech więc się staną zmiany, niech będzie różnorodność!

2013-05-21

Wypędzeni?

Wczoraj premier Bawarii, Horst Seehofer, zapowiedział w Augsburgu ustanowienie w tym kraju związkowym Dnia Pamięci o Wypędzonych. Hmm. Tym bardziej zasadne wydaje mi się powołanie do życia bohatera, który nazywa się Adam Sikorski i jest europosłem z Warmii i Mazur. Wystąpi w mojej powieści Krypta Hindenburga i ma swój pierwowzór w żyjącej postaci. Na szczęście.

(...) Był to ten typ polityka, który gros swojego czasu poświęcał nie na przysypianie na sali obrad, a pracę w terenie. Gdyby bowiem rozliczyć go z godzin, jakie spędził na obradowaniu w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, mógłby był uznany za jednego z największych nierobów. Opozycja zresztą już mu to wytykała, nie mogąc zapomnieć, że w ostatecznym starciu pokonał ich miejscowego pupila. 
  Za o wiele ważniejsze uznawał Sikorski pomoc zwyczajnym ludziom, szczególnie tym, za sprawą których otrzymał swój mandat. 
Już pierwsza sprawa, z jaką się do niego zwrócono, stała się swoistym kierunkowskazem dalszych jego działań. Była to obrona Polaków przed roszczeniami majątkowymi Niemców. 
Zaczęło się od pewnego pewnego gospodarstwa pod Biskupcem, które postanowiła odzyskać pewna kobieta, mieszkająca w Niemczech od połowy lat siedemdziesiątych. Sądy, pozwy, oskarżenia. Nerwy i łzy ludzi, którzy mieszkali tam teraz. To właśnie na to eurodeputowany Adam Sikorski  nie potrafił patrzeć spokojnie. (...)

2013-05-20

Stały motyw

Wczoraj, aby namówić syna do wizyty na Targach Książki, przekupiłem go tym, że na miejsce dojedziemy pociągiem. Udało się. Niedawno zdałem też sobie sprawę, że nie ma pośród tego, co ogłosiłem prozą, pozycji, w której nie występowałby pociąg. Pociągiem przyjeżdża przecież do stolicy bohater Wrzawy, pociągiem ucieka bohater Bumerangu. W pociągu tłumaczy się ze swojego wyglądu (mundur) bohater Fabryki frajerów. Wagonu towarowego szukają bohaterowie Choroby legionistów, w pociągu towarowym po raz ostatni widzimy też bohatera Zandki. No i najnowsze kryminały. Kolejami Mazowieckimi jeździ aspirant Nowak z Wieczornego seansu, a z Dworca Wiedeńskiego rusza do Łodzi nowy policmajster w Trzecim brzegu Styksu. Także w Pozdrowieniach z Londynu nie odpuszczam, bo w pociągu wyjeżdżającym z Łodzi będzie miała miejsce scena finałowa. Jakby więc ktoś chciał napisać o tym pracę, to zapraszam. No bo na zniżki chyba nie ma co liczyć…

2013-05-17

Targi Książki

W tym roku Warszawskie Targi Książki zorganizowane zostały na Stadionie Narodowym. Wpadłem tam wczoraj po robocie. Dziś może też na chwilę wstąpię. To świetny wybór, bo wreszcie człowiek się nie dusi jak w PKiN. Idąc w jednym kierunku, po kolei zaliczasz wszystkie stoiska. Tym razem nie siedzę na żadnym ze stoisk, gdyż książki, które wyjdą, wyjdą w drugiej połowie roku. No i refleksja, do której miejsce to zmusza. Sport jest dużo bardziej uczciwy niż sztuka. Szczególnie taki jeden na jeden, na przykład tenis albo boks. Jesteś lepszy, wygrałeś. Wszystko jest jasne. Nic więcej. Uderzysz za słabo, możesz mieć pretensje tylko do siebie. A w sztuce? A w literaturze? Koneksje, układy, koterie, uzależnienie od czyjegoś kaprysu, asekuranctwo decydentów, załatwianie recenzji, załatwianie nagród.

2013-05-15

Pułapka powieści

Na łamach "Expressu Bydgoskiego" pojawiła się także recenzja Trzeciego brzegu Styksu, również autorstwa Ewy Czarnowskiej-Woźniak, choć już nieco bardziej surowa: "(...) Ta różnorodność wątków i postaci jest dla mnie pułapką tej powieści. We wcześniejszych dokonaniach prozatorskich Krzysztofa Beśki zauważałam reporterskie przywiązanie do obserwacji, doceniałam czujną, wzbogacającą dziennikarską relację dokumentację miejsc i ludzi. W czasie i miejscu akcji Trzeciego brzegu Styksu pokusa jest wielka – zaborowa rzeczywistość wielonarodowego miasta epoki rewolucji przemysłowej pozwala (każe?) autorowi przywołać na karty powieści multum wyrazistych bohaterów, mnogość faktów i zdarzeń (...)".

2013-05-14

Za zmysł obserwacji


Pisze Ewa Czarnowska-Woźniak na łamach "Expressu Bydgoskiego" w recenzji Zagraj to jeszcze raz: (…) Krzysztof Beśka nie jest nowicjuszem na polskim rynku powieściowym. Docenia się go, przede wszystkim, za zmysł obserwacji współczesnej, wolnorynkowej rzeczywistości, z wszelkimi jej zniekształceniami. Wydaje się, że kapitalne znaczenie ma tu doświadczenie autora w pracy reporterskiej. Czujny zapis relacji międzyludzkich, świetne charakterystyki postaci, wyjątkowo spostrzegawcze opisy wielkomiejskiego krajobrazu, podnoszą walory lektury. Jeśli policjant używa soczystego, potocznego języka i nie stroni od działań już zza granicy regulaminu, a przestrzeń zaludniają ludzie zmęczeni jednostajnym życiem, ciągle jednak nie pozbawieni wiary w jego odmianę – ufamy, że to może być obraz prawdziwy. 

2013-05-13

To nie trailer…

Nie, to nie jest trailer Pozdrowień z Londynu, choć trudno o lepszy. Zawsze twierdziłem, że nasze pisarskie pomysły to nic w porównaniu z tym, co niesie życie. Jak potrafi zaskoczyć. I przerazić. Ciekawe, co jeszcze kryją łódzkie piwnice… czytaj

2013-05-09

Matura 1938

Bardzo mi się podoba określenie, którego użyłem wczoraj i które zapożyczyłem od Jamesa Pattersona. Chodzi o "na małym ogniu". Dziś zacząłem prace nad kolejnym tekstem, który dotąd dojrzewał na takim ogniu właśnie. To posolić, tam popieprzyć, zamieszać, ściągnąć szumowiny. A wszystko ku pożytkowi ogólnemu i przyjemności czytania. Bohater chodzi do II LO imienia Batorego w Warszawie (na zdjęciu, mijam ten gmach codziennie w drodze do pracy) i właśnie przygotowuje się do matury. Jest wiosna 1938 roku…

2013-05-08

Ocyzelowano

Prace nad kolejną częścią przygód Tomasza Horna, która dotąd stała na "małym ogniu", zakończone. Jedna z ostatnich scen rozgrywa się w budynku przedstawionym na zdjęciu i idzie tak:
Horn podszedł do pierwszych z brzegu drzwi, wyciągnął przed siebie rękę…
– Nie! – krzyknęła Erika. – Stój.
Popatrzył na nią pytająco. O co jej może chodzić?
W odpowiedzi policjantka skierowała strumień światła w miejsce, gdzie końce belek, z których zbito drzwi, spotkały się z sufitem. 
Spojrzał tam także i Horn. I serce zamarło mu w piersiach. Wisiały tam… trzy granaty ręczne typu Eihandgranate 39, umiejętnie zamontowane. Taka sama niespodzianka czekała na kogoś, kto chciałby poruszyć drzwi numer dwa. I trzy.
Pierwsza myśl: jakakolwiek próba dostania się do środka, najmniejsze poruszenie tych drzwi spowoduje wybuch. (...)

2013-05-07

Steelman, opowiedz mi Dżumę

Kiedy rano na ulicy spotykasz idących na pierwszy egzamin maturzystów, których na świecie jeszcze nie było, gdy sam zdawałeś maturę, trzeba zacząć się bać. A może przeciwnie – przestać się przejmować byle czym? Tak czy inaczej, temat wraca raz w roku, a myśl cofa się do maja 1991 roku. Mieliśmy tego dnia iść na egzamin ubrani w mundury. A poszła cywilbanda (ja sam włożyłem czarną koszulę, która miała mi przynosić szczęście na egzaminach przez kolejne 5 lat; miała taki kołnierzyk, że można było włożyć w nią coś, co przypominało koloratkę. Kilka razy to zrobiłem, załatwiając ważne sprawy w kraju, który zaczynać już żyć na klęczkach). Jeden tylko Cezary S., dziś major i świetny specjalista od uzbrojenia, ubrał się w mundur galowy, nawet czapkę wziął, dzięki czemu nazajutrz znalazł się na pierwszej stronie "Gazety Olsztyńskiej"! Jak już wspominałem kilka postów temu, jako jedyny pisałem temat czwarty, czyli analizę i interpretację utworu poetyckiego. Jakoś dałem radę, choć 3 powinienem już dostać za samą odwagę. Potem były egzaminy ustne. Czekaliśmy na swój, wpadł podpułkownik W., rozrzucił na stole paski z pytaniami. Mój kolega, Robert C. zwany Steelmanem, wyciągnął jeden i mówi: jak ja chciałbym wylosować te pytania! Było tam pytanie o Dżumę A. Camusa. Poprosiłem go, żeby mi opowiedział, o czym to jest, bo, przyznaję, nie wiedziałem. Opowiedział. Podpułkownik W. zwinął pytania i wyszedł. Gdy wrócił po kilku chwilach z resztą komisji, zaczął się egzamin. Zdawałem jako pierwszy. Wyciągnąłem… Dżumę.

2013-05-01

Ćwierć wieku temu

Opisując pochód pierwszomajowy w Fabryce frajerów, trochę podkoloryzowałem. Nikt nas nie pomylił z technikum kolejowym. W roku 1988 po raz pierwszy i ostatni wyruszyliśmy z liceum wojskowego na ulice Olsztyna. Zdjęcie zrobiono na tyłach batalionu inżynieryjno-budowlanego, na łączniku dochodzącym do ulicy Artyleryjskiej. Potem maszerowaliśmy aleją Zwycięstwa, która półtora roku była już aleją Piłsudskiego. Miasto miało po raz pierwszy oglądać nasze mundury w większej ilości. Pamiętam oklaski. Pewnie jacyś znajomi…