
2009-08-19
Żbik i Święty

2009-08-18
Głosy z Polski

2009-07-27
Choroba legionistów

- Opowiadanie, zamieszczone w tomie Opowiadania kryminalne, już w księgarniach. Są też pierwsze recenzje. Pisze Jarosław Czechowicz: "Jest się czym zachwycać już od pierwszych stron. Rozpoczynająca książkę „Zbrodnia doskonała” Jarosława Klejnockiego to pełen ironii obrazek z życia, którego przewrotność zaskoczyć może każdego. Klejnocki wyjaśni, w jaki sposób bezproblemowo pozbyć się gburowatego kioskarza, który burzy idyllę życia w drogim, zamkniętym przed światem osiedlu podmiejskim. Autor drwi z głównego bohatera, ale i bezlitośnie obnaża absurdy myślenia o bezpiecznym i spokojnym życiu. Ta miniaturka wzbudza emocje, chociaż operuje minimalnymi środkami wyrazu. Takich tekstów chciałoby się przeczytać więcej. Dobrze czyta się Krzysztofa Beśkę i jego „Chorobę legionistów”. W tym sprawnie toczącym się opowiadaniu odkryjemy zagadkę morderstw kolejnych uczestników powstania warszawskiego i dowiemy się, jaki związek z zabójstwami starszych panów ma choroba wywołana przez działającą klimatyzację. Dowcipnie i ujmująco motyw przewodni antologii wykorzystał Dawid Kornaga. Jego „Mleczaki” opowiadają historię zabójstw, których dokonuje… dziecko za pomocą swych mlecznych zębów".
2009-07-02
Ostatni seans

Młodszy aspirant Nowak bez problemu pojął aluzję.
– Wracając do naszego snajpera – ciągnął dalej po chwili – wspomniałeś, że skądś znasz widok, przedstawiony na filmie.
Słomka w ustach Kostka zafurkoczała groźnie.
– To prawda – rzekł. – Chodzi o zdjęcie, zwykłe, czarno-białe, ale bardzo znane, bo swego czasu obiegło cały świat w grudniu 1981 roku. Dziś, po latach, można powiedzieć, że to chyba najsłynniejsze zdjęcie stanu wojennego. W momencie jego wprowadzenia miał być akurat wyświetlany film "Czas Apokalipsy" Forda Coppoli.
– Znam – wtrącił Tymek. – Z ojcem chrzestnym w roli tego pułkownika, co go miało załatwić komando na motorówce.
– Zgadza się. Na ścianie kina wisiał sobie baner z reklamą filmu, a przed gmachem stanął akurat wojskowy skot. Idealny komentarz do sprawy! Zdjęcie zrobił Chris Niedenthal, Anglik od lat mieszkający w Polsce. Jest nawet znane miejsce, skąd się wychylił.
– No?
– To ta sama kamienica, w której wczoraj byliśmy. Sprawdziłem to wczoraj w internecie.
– Tyle że tego kina już nie ma – zauważył przytomnie aspirant, zgniatając w kulkę ociekający sosem pergamim, w który zapakowana była kanapka.
– Od 1996 roku. To pierwsze kino, które poległo w walce z nowym ustrojem.
– To raz. A dwa, zbieżność miejsca, z którego zrobiono fotkę i z którego potem ktoś strzelał, może być czystym przypadkiem. (...)
2009-06-23
Cień wiatru

Wpaść oto między półki w empiku, zacząć slalom. W oczach wirują kolory, litery, cyfry, obrazy, uszy atakuje dźwięk z głośników. Coraz to nowe nazwiska, tytuły książek, nazwy wydawnictw. Kroki stają się coraz wolniejsze, zaczyna brakować tchu, w głowie wiruje, serce wali (trzy pszeniczne wypite pół godziny wcześniej z pisarzem Kornagą dają o sobie znać). Wreszcze znaleźć siebie, odnaleźć siebie. Pod literą B, skromnie, jedną książką na cały sklep. A jednak Wrzawa trwa, a Bumerang leci. Jeszcze nie zaryłem mordą w piach. Przez chwilę czuć się jak Julian Carax z powieści Cień wiatru, którą ledwie w niedzielny wieczór się zamknęło. A gdyby tak sięgnąć po egzemplarz, schować za pazuchę, wyskoczyć z księgarni? Nim dopadną – spalić? Nie, jeszcze nie. Jeszcze się pomęczyć.
2009-06-03
4 czerwca 1989

2009-06-01
Wywiad dla "Tygodnika Solidarność"

Rozmowa z Krzysztofem Beśką, autorem powieści Wrzawa i Bumerang.
Niech zrobią coś dla swoich
– W autoryzowanej przez Pana notce biograficznej czytamy: "urodził się 2 kwietnia 1972 roku w Mrągowie nad jeziorem Czos. Dzieciństwo spędził nad jeziorem Jeziorak w Iławie." Żaden inny młody polski pisarz nie podkręśla tak mocno przywiązania do regionu. Z kolei bohaterowie Pana Wrzawy, gdy zatapiają się w Warszawie, w starym warmińsko-mazurskim gronie, wznoszą toast: "Kariery albo PGR-y". Która z postaw zwycięży, gdy różnica między regionami w kryzysie się pogłębi?
– Nigdy nie wypieram się swoich korzeni...
2009-05-11
Złapać Krajewskiego

2009-05-07
Poezja – Dzisiaj – Nigdy

2009-04-25
POPLIT

2009-03-03
2009-02-09
W co się pakujemy?!
On ci pomoże. Twój dowódca. Wykształcony, po takiej szkole jak nasza, i inteligentny. Książki czytał. Dusza człowiek po prostu! Pod warunkiem, że będzie miał do tego głowę. Że mu żona nie ucieknie, bo w leśnym garnizonie nie ma przecież sklepów i koleżanek. Albo nie zacznie się dymać, ślubna, najdroższa moja, z kim popadnie, bo mąż będzie zajebany na kompanii od rana do nocy i od nocy do rana. Tak, pod warunkiem wszak, że pan porucznik będzie miał do tego głowę. Że jeszcze sobie w nią nie strzeli ze służbowego P-83, bo nie będzie potrafił znieść samotności, upokorzenia, poczucia beznadziei albo tego, że mu na przykład wynieśli pół magazynu czegoś tam i teraz będzie musiał z własnej kieszeni zwracać. Albo że jeszcze będzie widział ostro, nie zapije się na śmierć w domowym zaciszu bądź w oficerskiej kantynie...Bo czy tak naprawdę wiedzieliśmy, w co się pakujemy?!
(Fabryka frajerów)
2009-02-03
Beśka nie ściemnia
Recenzja Bumerangu w lutowym numerze miesięcznika "Bluszcz" (strona 148): "Są piękni, młodzi, pewni siebie i cyniczni. Grupa warszawskich znajomych wyjeżdża na Mazury. Zamieszkują w wyremontowanym zamku. Szczęśliwi? Tylko pozornie. Burza, która rozpęta się nocą, staje się świadkiem i przy okazji symbolem moralnego rozkładu tych ludzi. Między rozmowami o pracy ćpają, piją, zdradzają się kłócą. W swojej drugiej powieści autor powraca do kondycji polskiej klasy średniej, która zachłysnęła się dobrobytem. To obraz mało optymistyczny, bo Beśka nie ściemnia. Na co dzień pracuje w międzynarodowej firmie. Wyśmiewa śmieszności i zadęcie, jakie przychodzi mu obserwować. Nic dziwnego, że realistycznie nakreślone postaci (m.in. menedżer, księgowa, broker) niebezpiecznie mogą przypominać nam pewne osoby... Ku przestrodze. Tym bardziej w dobie kryzysu."2009-01-29
Druga korekta
Otrzymałem wreszcie kolejny wydruk Fabryki frajerów, już po złamaniu. Wyszło... 492 strony! To moje? Wydawca zastanawia się przeto, w jakim formacie drukować. Bo przy tradycyjnym A5 przy rozłożeniu książki mogą się nagle zrobić dwa tomy. Jednak byłbym za takim właśnie formatem. Gra anioła Zafona ma ponad 600, w dodatku nadmuchana papierem, ale się trzyma. Taki przykład podałem, na co Wydawca: A dobra? Cóż... Ciekawa, rzekłbym. Miejscami jednak irytująco naiwna w języku. Ale znalazłem w niej kilka ciekawych rad dla pisarza: "Jednym z pierwszych forteli pisarskiego rzemiosla (...) była sztuka odraczania i odwlekania. Każdy, kto zjadł zęby na pisaniu, wie, że jakiekolwiek zajęcie, od temperowania ołówka po katalogowanie niebieskich migdałów, ma pierwszeństwo przed chwilą, kiedy trzeba wreszcie usiąść na krześle przy biurku i wysilić mózg (...) Natchnienie przychodzi, kiedy człowiek przyklei łokcie do biurka, tyłek do krzesła i zacznie się pocić. Wybierz jakiś temat, jakąś ideę i zacznij wyżymać mózg, aż cię zaboli. Na tym polega natchnienie. (...) Trzeba mieć warsztat. Prawda emocjonalna nie jest moralnym przymiotem, to tylko kwestia techniki. Literatura, przynajmniej ta dobra, ma w sobie tyle samo że sztuki, co z nauki. Podobnie jak architektura i muzyka".2008-12-03
Powieść-woreczek foliowy
Pod tym dość przewrotnym tytułem dr Adam Poprawa z wrocławskiej polonistyki publikuje recenzję w najstarszym polskim miesięczniku literackim, "Twórczości", w numerze listopadowym: "Gdyby Krzysztof Beśka pomyślał Bumerang jako satyryczną opowieść obyczajową, utrzymają w konwencji mniej więcej realistycznej, powstać by mogla przyzwoicie zrobiona proza, wcale zabawna w czytaniu. Podjęcie takiego gatunkowego wzorca nie byłoby zreszta rzeczą łatwą. Kłopot jednak w tym, że autor postanowił napisać swoje dzieło w sposób nieporównanie bardziej skomplikowany. W teraźniejszości powieści przeplatają się dwa wątki. Na warszawskim Dworcu Centralnym pojawia się więc Kuba Piecki, młody mężczyzna. taki trochę balzakowski Eugeniusz de Rastignac na odwyrtkę: postanawia porzucić zdobywanie stolicy i powrócić na mazurską wieś, skąd pochodzi. Do tej samej miejscowości, Karolewa, wybiera się tymczasem na weekend kilkoro również młodych pracowników jakichś form. Nie wie, czy nie są oni zbyt młodzi, aby należeć do pierwszego pokolenia ekonomicznych beneficjentów przełomu ustrojowego – a takie sugestie w książce się pojawiają – w każdym razie reprezentują nową (młodą) polską klasę. Jej satyryczny obraz, uchwycenie socjolektu, obnażenie mentalności, przedstawienie kontekstu kulturowego, w jakim ci ludzie funkcjonują – to wszystko stanowi najbardziej udane partie książki. Oczywiście, wyśmiewanie filistrów od dawna należy do obowiązków artysty, niezależnie od tego, czy ów filister jest kamienicznikiem, mydlarzem czy też na przykład Group Brand Managerem. I owszem, można by się zastanawiać, czy jest to dla pisarza zajęcie wystarczająco ambitne, w kaźdym razie dzialalność taka jest niewątpliwie użyteczna społecznie. (...) Jedynym dostępnym kodem kulturowym bohaterów powieści okazuje się kultura masowa w najpodlejszym wydaniu, czyli seriale i reklamy. Jedynym zaś przeżyciem indywidualizującym mają być wspomnienia z dzieciństwa...."2008-11-27
Balzak wiecznie żywy
Przy okazji recenzji ostatniej książki Jacka Dehnela, Dariusz Nowacki, bardzo miły człowiek, wspomina także i mój skromny debiut: "(...) pasożytowanie na Balzaku nie jest konceptem aż tak zaskakującym i nowatorskim, jak mogłoby się wydawać. Inni autorzy także posługiwali się archaicznymi modelami opowiadania, tyle że robili to raczej bezwiednie (Krzysztof Beśka we Wrzawie, Dawid Bieńkowski w Nic...). Stary język użyty do opisu nowej rzeczywistości to rozwiązanie modelowe w prozie polskiej ostatnich lat (...)2008-11-26
Aborygenów wycieczka do rezerwatu
Pisze Rafał Śliwiak na Wirtualnej Polsce: (...) Powieść jawi się jako głos w dyskusji o tym, czy w ostatecznym rozrachunku zysków i strat opłaca się zastąpienie własnych ambicji, planów i celów, planami i ambicjami anonimowego, bezosobowego pracodawcy o wspólnym, demonicznym imieniu Korporacja. Czy czerpanie nie tylko w sferze postępowania, ale nawet w sferze języka inspiracji z reklam, telewizyjnej nowomowy, poradników sukcesu nie odrywa od prawdziwego świata. Czy porzucenie dotychczasowych wzorców życia i przyjmowanie obcych (które są przecież zaprogramowane przez socjotechników dla maksymalizacji wydajności pracowników, a nie dla osiągania przez człowieka indywidualnego rozwoju i szczęścia) nie odcina od ludzkiej tożsamości, kulturowych i metafizycznych korzeni, nie wydziedzicza z wielowiekowej spuścizny przodków. Czy to wszystko nie odrywa współczesnego człowieka od samego siebie, tak jak niegdyś zostali oderwani australijscy Aborygeni, po to, aby – w mniejszym stopniu – rozpuścić się w obcym im społeczeństwie i kulturze, a w większym stopniu – wyginąć. Bumerang to powieść-metafora. Opowiada o Aborygenach z Polski B, C lub D, którzy w poszukiwaniu lepszego życia ze swoich wiosek wyjechali do centrum nowoczesnego świata, jakim jawi im się Warszawa. Wyrwani ze swojej rodzimej gleby, pozbawieni korzeni, skazani są na zatracenie. Nie czują się już Aborygenami i nie czują się jeszcze „nowymi ludźmi”: warszawiakami, Europejczykami, obywatelami świata, do czego tak usilnie aspirują. Co jakiś czas jednak – raczej na krócej niż na dużej – wracają jak bumerang na tereny, skąd pochodzą, do swoich rezerwatów, z których kiedyś z takim trudem się wyrwali. Ale bohaterowie Beśki wracają nie jako tubylcy, ale jako turyści. I co tu odnajdują? Podobną pustkę, jak w „wielkim świecie”. Bo nie można być „tutejszym” jedynie od święta. To funkcja podjęcia decyzji o zapuszczeniu korzeni i funkcja upływu czasu, który ten proces wspomaga. Bohaterowie nie są gotowi na podejmowanie tego rodzaju życiowych decyzji. Zresztą w ogóle ich procesy decyzyjne są uzależnione od polityki pracodawców i od innych przejawów zewnętrznej koniunktury, o czym najlepiej świadczą ich związki partnerskie, które w zasadzie utrzymywane są w homeostazie wzajemnego niezdecydowania. Jedynym wyjątkiem w grupie współczesnych polskich Aborygenów jest Kuba Piecki, który wraca do rodzinnej wsi podjąwszy decyzję opuszczenia na stałe sztucznego świata warszawskiej kariery. Dlatego to jemu autor poświęca osobny wątek powieści. Na ile jednak ten bohater będzie w stanie trzymać się swojej decyzji napotkawszy przeszkody, wyobcowanie, pustkę miejsc, które straciły łączność z jego sercem, to już inna sprawa (...)2008-11-05
2008-10-22
"Kobieta i Życie" reaktywacja
Na tym piśmie się wychowałem. Mimo że było to pismo dla kobiet. Ale, na przykład, kolumnę "Satyra w krótkich majteczkach" na ostatniej stronie czytali wtedy wszyscy. Dziś jest ktoś, kto nosi takie spodenki i już zaczyna mówić. Wraca też "Kobieta i Życie"! Inny szata graficzna, inne problemy, inna redakcja. Ale kobieta wciąż ta sama. W pierwszym, listopadowym numerze, na stronie 44, najważniejsze osoby w moim życiu: kobieta właśnie i nasze wspólne dzieło. Bo wszystkie książki, napisane i przeczytane, są nic nie warte, gdy ich nie ma. Patos? A niech będzie! Pozwólmy sobie na to tym razem. Wielkie dzięki dla Magdy Kuszewskiej, najlepszej kumpeli, za świetny materiał.2008-10-13
Fabryka frajerów. Pierwsza redakcja
Prace ruszyły wreszcie z miejsca, więc niebawem wszyscy poznacie chłopaków ze zdjęcia. Dobry word ma narzędzia, dzięki którym widać, jakie zmiany w tekście zostały poczynione, zaaprobować je bądź odrzucić. Trzeba być uważnym, bo błędy w druku to coś najgorszego. Potrafią spieprzyć przyjemność czytania. Najlepszym przykładem ostatnie książki Stefana Chwina. Redakcję i korektę robi mu żona, poetka Krystyna Lars, wszak oboje prowadzą wydawnictwo domowe. Pewnie robi to w przerwie w gotowaniu, bo widać tego opłakane efekty: literówki, podwójne spacje, wreszcie interpunkcja niewiele mająca wspólnego z obowiązującą w języku polskim. Koszmar! Taka niekompetencja jest w stanie zniszczyć dzieło.2008-09-08
Świat kobiety, świat mężczyzny
Tym razem nic o twórczości. No, może w innym sensie, bo oto jestem jednym z bohaterów reportażu (nr wrześniowy, strona 53) o ojcach zajmujących się swoimi dziećmi. Że to modne. Może i modne, ale przede wszystkim normalne i naturalne, a do tej normalności przez lata nie miałem dostępu. Ale w końcu się spełniło. I żadna książka czy nagroda za nią nie jest w stanie przebić gaworzenia Stasia, jego pierwszych kroków i uśmiechu. Byle tylko zdrowy był i książek nie darł, a reszta jakoś się ułoży.2008-09-02
Warszawa 1998-2008
Właśnie mija 10 lat, od kiedy zacząłem szukać szczęścia w tym mieście. Nieopierzony, wystraszony, za to w butach. Jednym z pierwszych zakupów było przedwojenne wydanie Gebethnera i Wolffa Fermentów Reymonta. Jeden dobry fragment:2008-08-11
Festiwal w Mikołajkach
Doszły do mnie wieści, że Shantaż wygrał festiwal piosenki żeglarskiej w Mikołajkach. Pięć moich piosenek, w tym cztery stareńkie jak sam zespół. Ale miło się doczekać uznania po 11 latach grania. Może pewnie też dlatego, że w jury, któremu przewodniczył Krzysztof Daukszewicz, mało shantymanów, a ci zawsze do nas coś mieli. A to że dowcipy ze sceny nie takie, a to że więcej u nas Klenczona niz typowego shantowego smędzenia, a to że mistrzom nie robimy loda, a wszyscy robią. Tak pozytywnie (choć na odległość) motywowany wezmę się chyba za teksty piosenek na trzecią płytę. Jako ilustracja tego wpisu niech posłuży nasza fotka w legendarnym składzie.2008-08-04
Krzysztof Kamil Baczyński
Dziś minęła 64. rocznica śmierci poety, który pewnego powstaniowego ranka za bardzo się wychylił z okna warszawskiego ratusza... Zawsze się wychylał. Pisząc i ogłaszając wiersze, a napisał ich 500, wychylasz się szczególnie. Ale nie tylko o twórczość tu chodziło. Wiesław Budzyński, badacz losów i twórczości poety, w swojej książce Miłość i śmierć Krzysztofa Kamila, wspomina o kłopotach, jakie miał Baczyński w słynnym liceum Batorego z racji swoich żydowskich korzeni. W pewnym momencie doszło nawet do potężnej awantury i krwawej bójki między licealistami (na wyższych uczelniach w tym czasie, jak wiemy, było jeszcze gorzej - szczucie, bicie, getta ławkowe...). Po jednej stronie Baczyński, po drugiej kto? Choćby znany nam skądinąd Jan Bytnar, "Rudy", legenda Szarych Szeregów. Nikt już o tym dziś nie pamięta. Pewnie nawet nie wiedzą tego ci, co zbiorowym pomrukiem niezadowolenia, a raczej nienawiści, powitali na ostatniej rocznicy wybuchu powstania profesora Bartoszewskiego. Choć zawsze bezbłędnie rozpoznają Żyda. I tego, który mu sprzyja...2008-08-02
Bałtyk
2008-07-03
Antoni Czechow
Mówi Andrzej Prozorow w Trzech siostrach: "O, gdzie to wszystko, gdzie się podziały te lata, gdy byłem młody, wesoły, mądry, gdy marzyłem i myślałem tak subtelnie, gdy teraźniejszość i przyszłość moja opromienione były nadzieją? Dlaczego my, ledwo zacząwszy żyć, od razu stajemy się nudni, bezbarwni, nieciekami, opieszali, obojętni, bezużyteczni, nieszczęśliwi? (...) Tutaj tylko jedzą, piją, śpią, potem umierają.. rodzą się inni i też jedzą, piją, śpią, i żeby z nudów nie zgłupieć do reszty, szukają rozrywek w nikczemnych plotkach, wódce, kartach, pieniactwie, i żony oszukują mężów, i mężowie kłamią, udają, że nic nie widzą, nic nie słyszą, i ohydny wpływa demoralizuje dzieci, i w nich też gaśnie gaśnie iskra boża, i stają się równie żałosnymi, podobnymi do siebie trupami, jak ich ojcowie i matki..."2008-06-19
Związek Literatów Polskich
Właśnie mijają trzy lata, jak się pożegnałem z nimi tym oto listem:2008-06-18
Znalezione w sieci
Dwie recenzje Wrzawy, a raczej refleksje czytelników, zamieszczone na Ich blogach. Wpadły mi w ręce dopiero teraz, ale chyba, także z kronikarskiego obowiązku, warto je skatalogować.2008-06-09
Audiobook
Dostałem taki oto list od Wydawcy:2008-05-21
Potargowe refleksje
No i po Targach. Posiedziałem, jak było w planie, w piątkowe południe. Ktoś przyszedł, kupił książkę, podpisałem się na egzemplarzu. W moich obliczeń wynika, że uczestniczyłem w targach w ten sposób po raz czwarty: trzy razy z Muzą, raz, teraz, z Nowym Światem. Siedzisz, uśmiechasz się, najczęściej do przechodzących, czasem grzebiących w stosiku książek i odchodzących jak ta paniusia, co sama poczęstowała się delicją ze stojącego przede mną talerzyka i obiecała, że wróci, bo książka o Mazurach i niedroga nawet. Idąc na swój dyżur, spotkałem Kazimierza Brakonieckiego. To pierwszy mistrz, który mnie namaścił. Wtedy namaszczenie z jego rąk, a wiązało się to z drukiem wiersza w "Borussii", było czymś, o czym marzył każdy początkujący, olsztyński wierszokleta. Potem jakoś nie do końca się porozumiewaliśmy, ale to już przeszłość. Miło było spotkać poetę właśnie tutaj, szczególnie że teraz obaj wydajemy w Nowym Świecie. Pan Kazimierz (rocznik 1952) wciąż uparcie siedzi w Olsztynie, dokąd wrócił po studiach w Warszawie. Wciąż też wierzy, że prawda wygra (kiedyś mówił, że jest Jezusem Chrystusem; kiedy indziej, że aspiruje do Nobla!). Być może tak jest. I będzie. Być może największym polskim poetą jest pan Iksiński z Kolbuszowej. Pod warunkiem, że jest z Warszawy lub Krakowa...2008-05-14
Targi książki
2008-04-24
Znów ktoś przeczytał do końca
Ewa Czarnowska-Woźniak w "Expressie Bydgoskim":2008-04-16
Reportaż
Pisał Marek Hłasko: "Całe życie żyłem tak, aby z chwilą, kiedy zginę, nie pozostało po mnie niczyje prawdziwe wspomnienie; i dlatego nie mówiłem ludziom prawdy o sobie; i dlatego wymyślałem rzeczy, które nie zdarzały się nigdy..." A zatem jeśli ktoś jutro między 9.00 a 12.00 w programie "Pytanie na śniadanie" (TVP 2) usłyszy, że po przyjeździe do Warszawy głodowałem, a Wrzawa powstała tylko i wyłącznie z gniewu, niech ma na uwadze powyższe słowa Hłaskowera...2008-04-08
Recenzja sztuki
Nasza wspólna praca z Januszem Zaorskim doczekała się oceny na "Dzienniku Teatralnym": Orient Express a sprawa polska. Łukasz Kapitulewski pisze m.in.: (...) "Uzyskany efekt przywiódł mi na myśl niestety produkcje z gatunku komedii romantycznych, a samo słuchowisko "produkt" wykonany jakby na zamówienie. Nawet muzyczna ilustracja w postaci fragmentów utworów Marka Grechuty wydaje się dobrana w myśl zasady "bo tak". Na pochwałę zdecydowanie zasługują aktorzy drugoplanowi. Taksówkarz oraz kobieta, z którą rozmawiała Ola w byłym mieszkaniu Andrzeja, sprawili, że można było poczuć bardzo warszawski i bardzo polski klimat...". Reszta na http://www.teatry.art.pl/!fmk/oeas.htm A swoją drogą, chciałby mieć koleś takie zamówienia... Ja pracowałem bez, z potrzeby serca i w ciemno. Ale i tak miło. Mimo srogich recenzji. Niestety, słuchowisko ma to do siebie, że zostaje raz nagrane i na tym koniec. Nie ma szans poprawić się w następnym przedstawieniu.2008-04-04
Stary numer - ostatnie przedstawienie

